| Urzekła mnie Twoja historia |
| Jeśli ktoś miałby ochotę na odrobinę uzewnetrznienia - miło będzie poznać Wasze historię. Ja swoją uległość czułam chyba od zawsze. Już kiedyś gdzies tu pisałam marzenia senne 8-9 letniej dziewczynki. Nie chciałam być księżniczką w pięknej balowej sukni. Chcialam być księżniczką w łachmanach, z potarganymi włosami, przywiązana do masztu statku pirackiego. Gdzie przystojny pirat wodzibly ostrzem noża po mojej szyi i próbował pocałować. A ja za wszelką cenę próbowałam tego uniknąć, choć jednocześnie tego pragnęłam. Później było pragnienie życia z cyklu "Domek na prerii" - gromadka Potworków oraz dom, do którego wracalby zmęczony mąż. Któremu mogłabym podać kolację (Niumbe, zazdroszczę umiejętności gotowania. Z głodu nie umrę, ale jakoś szczególnie mnie to nie bawi), obmyć zamęczone stopy. Być dla niego. Ale jako iż nie żyjemy w XVIII wieku zycie potoczyło się inaczej. Życie codzienne, nad którym nie będę się rozpisywać bo zmusiło mnie to wielu walk (z resztą jak każdego z nas) i ta moją uległość musiałam zepchnąć na dalszy plan. Ale czegoś mi brakowało. Satysfakcji w dziedzinie erotycznej? Takiej chwili, gdzie mógłbym się komuś bezwarunkowo oddać, odrzucić troski dnia codziennego, wyłączyć się. Poczuć, że ktos w końcu jest ode mnie lepszy, mądrzejszy (jakoś szczególnie nie musiałby się wysilać nawet), ktoś, kto ciągnąłby mnie w górę. Potem znów miałam zawirowania w życiu. Męża długo nie było, odkryłam więc wibrator i pierwszy (!) orgazm. I zaczelam szukac czegoś więcej. Trójkąt? Ok. Ale dalej czegoś brakowało. Takiej władzy nade mną. I gdybym wreszcie osiągnęłam, czułam się spełniona. |