Rozwój osobisty a uległość
Nie wiem jak jest z uległymi bez poczuca własnej wartości, ale w tzw "normalnym życiu" spotkane przeze mnie osoby, które miały to poczucie własnej wartości dość niskie były raczej takimi, które starały się nadrabiać pozą, przeklinaniem, złym traktowaniem innych ludzi, podstępem...
Znane przeze mnie Uległe mają to poczucie własnej wartości mocno zbudwane i myślę, ze dlatego właśnie łatwo im służyć Panu. Tyle że ten Pan sam musi być człowiekiem dbającym o własny rozwój, ambitnym, utalentowanym... Niestety wielu jest "panów" próbujących batem nadrabiać własne kompleksy. Dla mnie sukcesy mojego Pana są radością i dumą. I on cieszy się, kiedy ja chwalę się swoimi. Movno mnie do nich motywuje. Ale potrafi też wysłuchć, gdy coś się nie udało. I wesprzeć. I sam potrafi przyznać się do porażki, problemu. I to jest prawdziwie silny mężczyzna, który nie musi nadrabiać miną macho. I myślę też, że relacja 24/7 może istnieć bez kontrolowania każdego oddechu, uzależniania Uległej od kaprysu Pana, żeby coś tam sobie albo jej udowodnić. Uległość może manifestować się w słuchaniu najdrobniejszych gestów. Rozmawiamy, wymieniamy poglądy i nagle spojrzenie Pana sugeruje, że są skarpetki do założenia na jego stopy. Delikatnie. I w trakcie dyskusji o trendach rynku mieszkaniowego przyklękam i delkatnie te skarpetki zakładam nie przerywając wypowiedzi. Albo w drodze przez las wyciąga batonik, patrzy na mnie i rzuca przed siebie. I wiem, że to dalszy ciąg naszej rozmowy z przed tygodnia o aportowaniu, więc opadam na kolana i zmierzam do btonika, delikatnie go biore w zęby i przynoszę Panu. W nagrodę dostaję go kawałek o kawałku z Pana ust, co uwielbiam, po czym wracamy do omawiania moich problemów wychowawczych. I wiem, że Pan ma nade mną większa władzę niż człowiek, który kazał mi rbić określone rzeczy o określonych porach.


  PRZEJDŹ NA FORUM