Czyli zamiast czerwonego kastrata po wymianie silnika (z którym się bardzo nie lubiliśmy - co 2 mc miałam z nim problem. Zapieczony ręczny, brak hamulców, woda w misce olejowej, zepsuta wycieraczka, odpadające progi, luźnie kable do rozrusznika. Mechanik tonaż się śmiał jak mnie widział, że znów z tym gratem przyjezdzam - najlepszy numer był gdy mnie złapała służba celna i proszą bym bagażnik otworzyła. To ja z uroczym uśmiechem informuje, że mam spierdzielony zamek i wyrażam zgodę by sobie sami próbowali otworzyć, ostatecznie zaglądali przez tylne siedzenia na w poszukiwaniu kontrabandy) teraz mam śliczna niebieska fabie w kombiku (raptem zaczęłam nią jeździć jak miała 2 tys km, więc prawie nówka), kasę taka sama i prywatną opiekę medyczną gratis. I nikt mnie po nocach nie budzi, nie muszę kombinować z grafikami i obsada kadrowa i podnosić sobie ciśnienia wirtualna księgowością działu finansowego. Żyć nie umierać. Może za jakiś czas ambicją weźmie górę, ale póki co odpoczywam Miałam też zaraz po przyjęciu tej pracy propozycje do działu księgowości, ale za mniejszą kasę i z drugiej firmy jako menadżera, ale też harowałem sobie. Lamborghini jeszcze przede mną. |