Dominy i dominy
OaA,czytasz mi w myślach? Świetny początek. Zaręczam, że rozumiem co się do mnie mówi i potrafię czytać ze zrozumieniem. Wiesz jak poczułam się rozmawiając z kermitem? Tak jakby próbował ze mną pertraktować i sprawdzał na ile się ugnę.Pieniądze w relacji domina-uległy od zawsze wywołują wiele kontrowersji. Rozumiem, stanowisko kermita, domyślam się, że czuje się komfortowo kiedy Pani dokłada się do ich spotkań. Wtedy wie, że ona tego chce, że to on jest celem, a nie wycieczki za jego pieniądze, czy jego pieniądze. Popieram jeśli obydwojgu pasuje taki układ. W moim damsko-męskim świeci panują inne zasady. Mężczyzna płaci za spotkanie, ten, który w takim układzie czuje się nieswojo, niezręcznie, czuje się oszukany,nie będzie nigdy moim targetem. Nie jestem babochłopem, wojującą feministką, kobietonem, czy kim tam jeszcze, jestem kobietą. To mężczyzna płaci na "randce", ja mogę (tak jak wspomniałam) ugotować obiad, zacerować skarpetki, sprzątnąć. ,-) Oczywiście, mogę zapłacić za kolację, tylko to tak jakbym pozbawiła faceta jaj, a to absolutnie nie jest moim celem. Chciałabym żeby mężczyzna oddawał mi swoje ciało, ulegał, kosztował, był posłuszny, ale przy tym normalny, męski, zdrowy, z odpowiednim poczuciem wartości. Nie interesują mnie ciapki, misie, pysie, wystraszone kundle i wymysły nowoczesnego świata, w którym kobiety płacą za to co zjedzą na spotkaniu. Mam nadzieję, że teraz wyraziłam się jaśniej. Wydaje mi się, że mam otwarty umysł i może nawet to powoduje większą skłonność do zboczeń, ale i sprawia, że bez problemu ogarniam, iż ludzie mają różne poglądy i upodobania, moje są właśnie takie - jak wyżej.


  PRZEJDŹ NA FORUM