| Witam |
| Bardzo dziękuję za wszystkie miłe powitania... Nie wiem czy tu jest na to miejsce i czy to jest dla kogokolwiek interesujące, ale mam kilka przemyśleń a propos relacji między jakimikolwiek partnerami, także tymi opartymi na zasadzie dominacja - uległość... Proszę to traktować jako moje skromne przemyślenia i poglądy, nie jako wymądrzanie się ex cathedra.. 1. Odnoszę wrażenie, iż wielu ludziom wydaje się, iż wystarczy spotkanie uległego z dominującą, by pojawiła się eksplozja namiętności + możliwość związku nawet. Moja refleksja jest następująca: - to błąd myślenia, zupełnie, jakby ktoś uważał, że wystarczy zetknąć dwoje waniliowych, by powstała iskra. Konieczność zaistnienia pewnej kompatybilności umysłów i pragnień u osób klimatu BDSM jest nie mniejsza niż u waniliowych, ba, wydaje mi się, że jeszcze trudniej znaleźć osobę kompatybilnie dominującą, czy kompatybilnie uległą i to również z powodu przeważnie większej samoświadomości osób klimatu. Waniliowi potrafią nieraz przeżyć pół życia w pewnej nieświadomości potrzeb intymnych, nam zaś to raczej kiepsko wychodzi... 2. Odnoszę wrażenie, że istnieją dwie główne gałęzie typów relacji dominacja uległość - jedna oparta na pochłaniającej bliskości, druga na oddalającym odrzuceniu. W telegraficznym skrócie: a) oddalenie - strona uległa uważa siebie za zero i szmatę do ukarania i zniszczenia strona dominująca pragnie tę szmatę ukarać i zniszczyć odbierając możliwie dokładnie wszelkie przyjemności uległemu. Można w wielkim skrócie i uproszczeniu powiedzieć, że uległy nienawidzi siebie, a dominujący uległego (uproszczenie, ale wierzę w intuicję czytających) b) bliskość - uległy pragnie zostać pochłonięty, unicestwiony przez dominującą, pragnie nakarmić ją sobą, swoim cierpieniem, może odczuwać niesłychaną rozkosz czując jak wielką przyjemność odczuwa strona dominująca. Strona dominująca ma nieprzepartą chęć pochłonięcia, wręcz unicestwienia uległego, w pewnym symbolicznym a czasem dosłownym znaczeniu wiąże się to z kanibalizmem i wampiryzmem (czasem tylko energetycznym, a czasem marzenia są tak perwersyjne, że Hollywood bałby się nakręcić z nich film, hi.. No dobra, to dwie główne opcje, a teraz w każdej z nich są dziesiątki, jeśli nie setki możliwych kompatybilności... Ja np. należę do gatunku b) (tak sądzę) a podgatunkiem polegającym na niechęci do wszelkich sprzętów i akcesoriów. Za najcudowniejszą dominację nade mną uważam gryzienie... Dobra, nie nudzę już więcej i pozdrawiam wszystkich.. |