| po drugiej stronie bata... czyli zmiana orientacji w bdsm |
| Wymagasz ode mnie dużego ekshibicjonizmu, AlphaFox... nie wiem czy stać mnie na tyle Postaram się jednak odpowiedzieć choć częściowo na zadane pytanie... Oczywiście, że widzę różnice, o które pytasz... Ja osobiście preferuję dominację psychiczną, kontrolę, upokorzenie uległego, uwielbiam to uczucie, że jest on ode mnie uzależniony jak od narkotyku... seks (w sensie stosunku seksualnego) jest mi właściwie zbędny. A nie wyobrażam sobie Pana, który by nie chciał wykorzystać swojej suczki seksualnie, po to przecież ją ma... Pomijam już, co "wypada" Dominie a co Masterowi... Trochę generalizując - myślę, że większości facetów (tak uległym, jak i Dominującym... co nie znaczy, że wszystkim) chodzi o seks bez zobowiązań, większość kobiet (uległych i Dominujących... co nie znaczy, że wszystkie) chce jednak jakiejś relacji, psychicznej bliskości... niekoniecznie Miłości przez wielkie M, ale tego "czegoś", co pospolite rypanie zmienia w magiczne przeżycie... Co do moich relacji z Panem i uległym, to muszą się one różnić... uległy jest ze mną od kilku lat - Pan od kilku miesięcy... Uległy był najpierw moim ukochanym, przyjacielem, potem zeszliśmy na bdsmowe manowce A podobieństwa? W każdą stronę są to związki otwarte - troszcząc się o potrzeby mojego uległego daję mu przyzwolenie na spotkania z Masterami (warunek - musi poprosić i nic za moimi plecami!), podobnie postępuje mój Pan ze mną... mimo upływu lat wciąż dużo czasu spędzam na rozmowie z moim uległym i poznawaniu go, staram się o ile możności mieć z nim kontakt codziennie - podobnie czyni mój Pan w stosunku do mnie ... Nie zmuszam do uległości, nie walczę, przyjmuję (nie bez przyjemności |