Sztuka przetrwania w kajdanach domowej dyscypliny
MandO piszesz o uległych, a uległe mają wiele pragnień i wyobrażeń, natomiast wybór patriarchalnego i w tym sensie tradycyjnego modelu jest czymś innym jednak i pytanie, czy idzie w parze z taką uległością, o jakiej myślisz, czy raczej podległością w pewnych aspektach życia, świadomą i dla własnego dobra. Choć to także kwestia umowy i wyboru drogi życiowej. Przemoc domowa jest patologią rodzacą się samoistnie i bez uzasadnienia (biję, ponieważ taki mam odruch, bo lubię; ulegam, bo jestem zależna, bo częściowo korzystam z tej słabości w tym momencie). Jednak związek oparty na dyscyplinie i pewnych typowych konwenansach określających zakres obowiązków i ról społecznych, nie jest relacją bdsmową, w której na pierwszy plan wysuwa się ten indywidualizm „potrzeb". Własnie sęk w tym, że zasadniczo jest odwrotnie i dlatego to dyscyplina a nie rodzaj rozpasania. Bdsm moim zdaniem jest swoistym rozpasaniem, każdy szuka swojego, nawet jeśli temu przeczy.


  PRZEJDŹ NA FORUM