Najciekawsze jest, że ci, którzy jako pierwsi krzyczą o spotkania, jako ostatni się do nich mobilizują, o zainteresowaniu tematem nie wspomnę, bo jednak trudno, by coś funkcjonowało w oparciu o zbiór jednostek z ich wyobrażeniami. Jednostki te zasadniczo nie znają siebie (samych), odbicie siebie znają i chcą tworzyć coś na zewnątrz. W efekcie, gdy ktoś ma rozum i przekalkuluje sprawę, okazuje się, że szkoda zachodu i srebrników na łatanie własnej nieśmiałości kawałkiem wyschniętego gówna. Taka jest praktyka "tych" rzeczy. I popieram ją, bo jest to nudne i bzdurne.
|