Średniowieczne mroki, historia tortur i klimatyczne analogie do męczeństwa.
Można tak powiedzieć, ponieważ wymaga prawdziwych wyrzeczeń.

Jest to dość ciekawe, gdy przyglądam się modelom relacji, widzę kilka tendencji. Pierwszą są zasady opierające się o surowość dominacji, która uzasadniana jest poprzez pewien dogmat osoby dominującej. Nie znaczy to, że będzie on bardziej wymagający, gdy jest w kontekście religijnym, co ma odzwierciedlenie np. w domowej dyscyplinie. Są nawet nurty katolickiej dyscypliny dla żon. Z nazwy.

Innym podejściem będzie proces wyrównania woli. Polega on na indywidualnej ścieżce rozwoju, być może na wierze w słuszność zawartego w nas potencjału i praw uniwersalistycznych.

Następnie jest podejście integralne, w którym łączy nie tyle sam rozwój, co szukanie wspólnych płaszczyzn w odrębności.
Temat bardzo pojemny, który daje nam wskazówki co do naszej autentycznej roli, powołania a czasem "karmy".


Myślę, że są tu tacy, którzy by coś dopisali. Hedonizm, parcelacja potrzeb, ucieczka od wszelkich norm. Są tacy, dla których nawet rozwój osobisty to zbyt wiele.




  PRZEJDŹ NA FORUM