| O kryzysie bez Femdom |
| Niektórzy są tak mocno stworzeni do życia w femdom, że ów życie bez Jej prawa, jest całkiem stracone. Szczególnie, gdy otoczeni są gronem uległych fetyszystów z pomysłem, pasją i życzeniami. Nie jest sztuką fem-domowa dominacja rodzaju, jednak, męskiego. Kobieta czerpiąca z faceta, z klasyki jego totalnych ról i oczekiwań społecznych, jest tylko fem-Dom-ową marionetką. Bez mentalnej suwerenności żeńskiego "stylu" to jest kopią mężczyzny przebranego za babę. W relacjach mono- heterogennych występuje rodzaj samoregulacji dynamiki, o czym chyba mało się pisze. Jakoś temat zaklinował się w szczelinie podobieństw. Mocą jest różnorodność i tylko punkty styczności o naturze homogennej, które często będą mniej uchwytne wizualnie. Czyli to ta sfera psychiki a nawet więcej. Temat umyka i budzi dyskomfort z powodu tuszowania pewnych mechanizmów hormonalno- biologiczno- egzystencjalnych. Jak to rozumieć? O ile potencjał uległych może być łatwo wykorzystany, tak femdom wykorzystuje węższe spektrum deklaratywne. Bez pewnej synchroniczności nie zaistnieje płynność i trwałość. Osoby więc, które odnajdują się w femdom, często polegają na planie życia pozbawionego komunikacyjnego pomostu. Wielokrotnie trafiają w złe ręce i tracą wiarę w istnienie kobiecej mocy. Po czym poznać więc Femdom? Jej ruch jest jednostajnie prostoliniowy. |