Jako początkująca uległa, tez uparłam sie na wirtualną tresurę. To było po prostu śmieszne. Idź, zrób, pokaz, wyślij...wirtualny Pan musiał mieć niezły ubaw. A ja? Oprócz irytacji-nie miałam z tego nic. Dopiero nauka rozpoczęta w realu pokazała cały smak klimatu. Dopiero wtedy zniknęła irytacja i wszystko stało sie jasne i proste. Wirtualne sesje nigdy nie oddadzą smaku uległości.
Jednak tez zgadzam sie z przedmiwcą-nie każdy ma możliwości, a przede wszystkim-nie każdy ma odwagę i to należy uszanować. Czy można wirtualne osoby nazywać miłośnikami klimatu? Z pewnością nie. Chyba, ze wirtualnymi😉
Jednak tez zgadzam sie z przedmiwcą-nie każdy ma możliwości, a przede wszystkim-nie każdy ma odwagę i to należy uszanować. Czy można wirtualne osoby nazywać miłośnikami klimatu? Z pewnością nie. Chyba, ze wirtualnymi😉