Z mojego doświadczenia (online od 1994, profesjonalnie od 1996 roku), to założenie czegokolwiek to pestka. Sztuką jest utrzymanie tego (i ludzi w tym). Content, experience, usability.
Za świeży jestem w temacie, żeby określać czego społeczność (o ile jest społeczność) chce/potrzebuje. Ale nie ma mowy o samograju. Zgadzam się całkowicie, że zautomatyzowane funkcje powinny być za darmo. Model freemium powinien zaczynać się od wysokiego pułapu, dobrze powyżej przeciętnego zapotrzebowania. Nie ma lekko.
Z drugiej strony FL mi na przykład nie odpowiada (przestarzały jestem, nie poradzę), a wiem że wielu ludzi nie ma odwagi się wypuszczać na takie "gębokie wody". Moja córka (tak, u nas to rodzinne
) za to tam bryluje.
Na moim obecnym etapie życiowym, to ja bym poszedł taką ścieżką:
-- Analiza (przez odpytywanie, ankiety, ale też czytanie postów) tego o czym pewna znacząca grupa użytkowników marzy.
-- Opisanie tego w zwięzły sposób, uzgodnienie z deweloperem kosztów.
-- Zorganizowanie _spółdzielni_ użytkowników, czyli sfinansowanie ze składek i opłat członkowskich, ewentualnie z dodatkiem crowdfundingu.
-- Zarządzanie i rozwijanie nadal jako przedsięwzięcie społecznościowe, z tym, że osoby pracujące regularnie dostawałyby jakieś tam pieniądze (kokosów nie będzie).
Taka jest moja perspektywa. Nie napieram, zwłaszcza, że ja teraz żyję w takim bardzo dziwnym środowisku, gdzie jest jeszcze bardziej "nieżyciowe" podejście do takich spraw. :-)
Ale może to kogoś zainspiruje...
Za świeży jestem w temacie, żeby określać czego społeczność (o ile jest społeczność) chce/potrzebuje. Ale nie ma mowy o samograju. Zgadzam się całkowicie, że zautomatyzowane funkcje powinny być za darmo. Model freemium powinien zaczynać się od wysokiego pułapu, dobrze powyżej przeciętnego zapotrzebowania. Nie ma lekko.
Z drugiej strony FL mi na przykład nie odpowiada (przestarzały jestem, nie poradzę), a wiem że wielu ludzi nie ma odwagi się wypuszczać na takie "gębokie wody". Moja córka (tak, u nas to rodzinne
Na moim obecnym etapie życiowym, to ja bym poszedł taką ścieżką:
-- Analiza (przez odpytywanie, ankiety, ale też czytanie postów) tego o czym pewna znacząca grupa użytkowników marzy.
-- Opisanie tego w zwięzły sposób, uzgodnienie z deweloperem kosztów.
-- Zorganizowanie _spółdzielni_ użytkowników, czyli sfinansowanie ze składek i opłat członkowskich, ewentualnie z dodatkiem crowdfundingu.
-- Zarządzanie i rozwijanie nadal jako przedsięwzięcie społecznościowe, z tym, że osoby pracujące regularnie dostawałyby jakieś tam pieniądze (kokosów nie będzie).
Taka jest moja perspektywa. Nie napieram, zwłaszcza, że ja teraz żyję w takim bardzo dziwnym środowisku, gdzie jest jeszcze bardziej "nieżyciowe" podejście do takich spraw. :-)
Ale może to kogoś zainspiruje...
1. Nie napieram, przedstawiam inną perspektywę.
2. Czasem nie zgadzam się nawet z tym co sam napisałem.
3. Ceterum censeo: WŁĄCZCIE ODPOWIEDŹ Z CYTOWANIEM!
2. Czasem nie zgadzam się nawet z tym co sam napisałem.
3. Ceterum censeo: WŁĄCZCIE ODPOWIEDŹ Z CYTOWANIEM!