Podoba a mi sie ten temat. Podobno jeden czlowiek nie moze miec kilku opinii na ta sama kwestie. A jednak.
Dominuje zawsze domin. Bez wzgledu na wszystko.
Natomiast kwestia doboru, ktora rowniez byla tu poruszana jest bardziej skomplikowana. Bo ani ulegla nie moze robic castingu na domina ani tez domin nie moze wskazac dowolnej uleglej i zmusic jej, by byla jego.
Tak naprawde idealne by bylo poznanie sie, ale nie podczas jednej kawy tylko dluzsze. Takie 'randkowanie', przywiazywanie do siebie nawzajem a dopiero pozniej mocniejsza relacja. Ale swiat nie jest idealny - mamy swoje prace, czesto trudno jest znalezc osobe " w klimacie " w tej samej miejscowosci (ok, patrze z perspektywy podkarpackiej wsi), czesto relacja bdsm to relacja "na boku" - bez wiedzy meza czy zony, jako odskocznia od codziennosci.
W kazdym razie czesto ta jedna kawa musi wystarczyc.
Do czego zmierzam - wedlug mnie dopiero gdy domin dobrze pozna swoja ulegla moze w dobry, bezpieczny sposob nad nia dominowac. A ona musi mu zaufac - wiedziec, ze nie bedzie musiala go stopowac a on sam bedzie wiedzial, kiedy ma zwolnic i jak duzo ona moze rzeczywiscie zniesc.
Kwestia finansowa - nigdy nie placilam nikomu za seks ani nigdy nie pobieralam za to pieniedzy. Natomiast jesli ktos ma taka potrzebe mysle ze wystarczy uzgodnic z dominem/domina z grubsza ramy zabawy lub nakreslic kilka elementow (nie za duzo) ktore sie chce realizowac, ale po to sie ulega by min czuc nad soba wladze, wiec postepowanie dominujacych scisle wedlug scenariusza uleglych jest bez sensu.
Natomiast co do wyboru osoby z ktora pojdzie sie krok dalej - nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorych nawet po kilku spotkaniach "neutralnych" to ja jako ulegla kobieta mowie, by Pan mi zalozyl obroze. Ja moge wyslac do ewentualnego pana sygnaly, ze chcialabym - poprzez podtrzymanie relacji, sugestie kolejnego spotkania itp. Natomiast uwazam, ze propozycja zaciesnienia relacji powinna wyjsc od osoby dominujacej.
A swoja droga - schodzac na prywatny grunt - pewnie nie wszyscy podchodza do pewnych kwestii tak emocjonalnie jak ja, ale okropnie bym sie czula mowiac do faceta - zostan moim panem. A on by odmowil.... moze dziala to obie strony. Moze tylko ja mam takie podejscie. Ale taka po prostu jestem.
Dominuje zawsze domin. Bez wzgledu na wszystko.
Natomiast kwestia doboru, ktora rowniez byla tu poruszana jest bardziej skomplikowana. Bo ani ulegla nie moze robic castingu na domina ani tez domin nie moze wskazac dowolnej uleglej i zmusic jej, by byla jego.
Tak naprawde idealne by bylo poznanie sie, ale nie podczas jednej kawy tylko dluzsze. Takie 'randkowanie', przywiazywanie do siebie nawzajem a dopiero pozniej mocniejsza relacja. Ale swiat nie jest idealny - mamy swoje prace, czesto trudno jest znalezc osobe " w klimacie " w tej samej miejscowosci (ok, patrze z perspektywy podkarpackiej wsi), czesto relacja bdsm to relacja "na boku" - bez wiedzy meza czy zony, jako odskocznia od codziennosci.
W kazdym razie czesto ta jedna kawa musi wystarczyc.
Do czego zmierzam - wedlug mnie dopiero gdy domin dobrze pozna swoja ulegla moze w dobry, bezpieczny sposob nad nia dominowac. A ona musi mu zaufac - wiedziec, ze nie bedzie musiala go stopowac a on sam bedzie wiedzial, kiedy ma zwolnic i jak duzo ona moze rzeczywiscie zniesc.
Kwestia finansowa - nigdy nie placilam nikomu za seks ani nigdy nie pobieralam za to pieniedzy. Natomiast jesli ktos ma taka potrzebe mysle ze wystarczy uzgodnic z dominem/domina z grubsza ramy zabawy lub nakreslic kilka elementow (nie za duzo) ktore sie chce realizowac, ale po to sie ulega by min czuc nad soba wladze, wiec postepowanie dominujacych scisle wedlug scenariusza uleglych jest bez sensu.
Natomiast co do wyboru osoby z ktora pojdzie sie krok dalej - nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorych nawet po kilku spotkaniach "neutralnych" to ja jako ulegla kobieta mowie, by Pan mi zalozyl obroze. Ja moge wyslac do ewentualnego pana sygnaly, ze chcialabym - poprzez podtrzymanie relacji, sugestie kolejnego spotkania itp. Natomiast uwazam, ze propozycja zaciesnienia relacji powinna wyjsc od osoby dominujacej.
A swoja droga - schodzac na prywatny grunt - pewnie nie wszyscy podchodza do pewnych kwestii tak emocjonalnie jak ja, ale okropnie bym sie czula mowiac do faceta - zostan moim panem. A on by odmowil.... moze dziala to obie strony. Moze tylko ja mam takie podejscie. Ale taka po prostu jestem.
Blada, poraniona
Panna Anna bólom wbrew
Od rozkoszy kona,
Błogosławiąc mgłę i krew
Panna Anna bólom wbrew
Od rozkoszy kona,
Błogosławiąc mgłę i krew