no i zostałam Ciocią Dobra Rada
Nic mnie tak w życiu ni wkurza jak ludzie, którzy "z troski" udzielają rozmaitych rad. No i jak j teraz będę się na nich wkurzać?
Jestem po rozwodzie. I wiem, kiedy mój związek zaczął się psuć i dlaczego. Być może tylko mój związek potrzebował szczerych rozmów. Być może tylko ja czułam się hujowo przez ostatnie trzy jego lata gdy tej sczerości nie było już za grosz. Nikomu nie proponuję życia wg mojego scenariusza. Widzę tylko jakie spustoszenie u mnie ta nieszczerość zrobiła. Rozmawiam z ludźmi, którzy też skarżą się na brak więzi ze współmałżonkiem, fikcję trudną do przetrwania itedeitepe I tu nagle czytam że podwójne życie jest cool i wspaniałe. I mam dysonans poznawczy. I tylko o to mi chodzi. Jeśli jest tak świetnie, to dalczego to narzekanie "żona mnie nie rozumie"? A jeśli nie rozumie to pytam tylko, czy ktoś zadał sobie trud, żeby jakąś energię w ten waniliowy związek małżenski włożyć? (żona oczywiście zaczerpnięta z piosenki robi w moim wywodzie za małżonków obojga płci)
W moim wypadku najbardziej cierpią dzieci. Ale na szczęście po mału wychodzimy na prostą. I dlatego nie mam zamiaru fundować im "wujcia" 24/7 Wiedzą, że wychodzę do kina, do lasu, na spotkanie ze znajomymi. I pięknie kiedyś podsumowały,ze mam prawo do moich prywatych spraw. Mówię im więc kiedy wrócę i zawsze dotrzymuję słowa. I dlanich zawsze mam włczony telefon, także na sesji. To też może jakieś podwójne życie jest. Z jednej strony matka, z drugiej - uległa.
Jestem po rozwodzie. I wiem, kiedy mój związek zaczął się psuć i dlaczego. Być może tylko mój związek potrzebował szczerych rozmów. Być może tylko ja czułam się hujowo przez ostatnie trzy jego lata gdy tej sczerości nie było już za grosz. Nikomu nie proponuję życia wg mojego scenariusza. Widzę tylko jakie spustoszenie u mnie ta nieszczerość zrobiła. Rozmawiam z ludźmi, którzy też skarżą się na brak więzi ze współmałżonkiem, fikcję trudną do przetrwania itedeitepe I tu nagle czytam że podwójne życie jest cool i wspaniałe. I mam dysonans poznawczy. I tylko o to mi chodzi. Jeśli jest tak świetnie, to dalczego to narzekanie "żona mnie nie rozumie"? A jeśli nie rozumie to pytam tylko, czy ktoś zadał sobie trud, żeby jakąś energię w ten waniliowy związek małżenski włożyć? (żona oczywiście zaczerpnięta z piosenki robi w moim wywodzie za małżonków obojga płci)
W moim wypadku najbardziej cierpią dzieci. Ale na szczęście po mału wychodzimy na prostą. I dlatego nie mam zamiaru fundować im "wujcia" 24/7 Wiedzą, że wychodzę do kina, do lasu, na spotkanie ze znajomymi. I pięknie kiedyś podsumowały,ze mam prawo do moich prywatych spraw. Mówię im więc kiedy wrócę i zawsze dotrzymuję słowa. I dlanich zawsze mam włczony telefon, także na sesji. To też może jakieś podwójne życie jest. Z jednej strony matka, z drugiej - uległa.