@OaA,tak można powiedzieć i napisać, że mam wyrozumiałą żonę, ale wszystko ma swoje blaski i cienie. Ja mam mieszane podejście do komercji. Rzecz w tym, że tak naprawdę obydwie strony realizują swoje potrzeby, a więc dlaczego tylko jedna ma za to płacić. Pytanie, która ze stron jest bardziej zdesperowana i potrzebuje tych emocji i tej określonej chemii w mózgu. Rozumiem Dominy profesjonalne, które żyją wyłącznie z tego. Generalnie jedynie w przypadku 2, może 3 Domin odczułem częściowe lub większe zrozumienie i to było to. W przypadku większości nie odczuwałem satysfakcji. Można być Dominą i można być Dominą. Różnice potrafią być ogromne. Najfajniej i najlepiej jest kiedy spotka się kogoś kto z pasji jest zainteresowany. Tak miałem w zasadzie raz i niestety się nie utrzymało. Problemy egzystencjonalne były po drugiej stronie ale tamtę przygodę wspominam najlepiej. Żaden fetysz nie jest permamentny chyba, że traci się nad nim kontrolę. Można oczywiście można tak żyć ale to kwestie wyboru. Ja nie noszę już pieluch przy żonie zbyt często. Nie będę ukrywał, że chciałbym przeżyć prawdziwą przygodę w tym klimacie przez dłuższy okres ale nie zanosi się na to. Sam dla siebie... nie ma to już dla mnie sensu. Te 2-3 Dominy dopingowały, potrafiły zdopingować. Samo rzucanie rozkazów, poleceń, cała ta stereotypowa otoczka to jedno ale dla mnie ważna jest relacja, zrozumienie, wsparcie. Czasem więcej uzyska się w tej "grze" miłym acz stanowczym głosem, niż rozkazem.