Temat zamiera, mimo, że powinien być na pierwszym planie, ponieważ dotyczy męskiej dominacji w naturalnej formie, nie tej wyćwiczonej i wypraktykowanej.
Oczywiście, że samo bdsm to nie to samo, co maledom, a granice są po to,aby je przekraczać w sposób sprzyjający dominacji w męskim wydaniu.
Panowie nie chcą ujawniać tajników swojej osobowości, gdy uległe wybierają chłostę i tresurę „na zlecenie" u dominatorów-praktykantów.
Taki bilans po paru latach.
Oczywiście, że samo bdsm to nie to samo, co maledom, a granice są po to,aby je przekraczać w sposób sprzyjający dominacji w męskim wydaniu.
Panowie nie chcą ujawniać tajników swojej osobowości, gdy uległe wybierają chłostę i tresurę „na zlecenie" u dominatorów-praktykantów.
Taki bilans po paru latach.