Jestem zdania, iż źródłem pierwszego widzenia jest nasze wewnętrzne oko. Zanim jeszcze doświadczymy czegokolwiek. Często jest tak, że człowiek myli myślenie kolektywne z prawdziwym doświadczeniem wynikającym z gotowości na jego pełne przeżycie.
Samo spotkanie z drugim nie musi być realne, gdyż bycie realnym (prawdziwym) nie wynika z samych przejawów zachowania w obcowaniu z kimś. To samo tyczy się sztuki porozumienia i dyskusji. To prawdziwe zaczyna się od pewnej przejrzystości umysłu. To umysł potrzebuje własnej rutyny i rytuału codzienności wypierając zabawę, walkę, grę o cokolwiek, co wiąże się z atencją grupy (zbiorowym ego). Pierwszą ścieżką jest droga do samego siebie poprzez odrzucenie aprobaty tłumu. W klimatycznym ujęciu, ścieżki winny przecierać się w sposób na tyle wyrazisty, by strony związku mogły obserwować się w swojego rodzaju duchowej nagości i tworzyć bezludny raj. Tak to widzę. Tradycyjnie to płeć męska i żeńska, połączone męskimi i żeńskimi pierwiastkami tej rzeczywistości. One tworzą ład bez swego desygnatu.
Psychologia tłumu oddziałuje poprzez nazywanie rzeczy, których często nie ma w realności, ale także nie istnieją w oderwaniu od doświadczenia. To jest sztuczna jakość, do której potrafią odnieść się zmysły. Często słucham opowieści kobiet o ich relacjach z mężczyznami i zjawiskach emocjonalnych, które nie istnieją po obu stronach i nigdy nie miały swego odpowiednika. Kobiety te jednak na tego rodzaju "desygnatach" tworzą teorię swego klimatycznego bytu, o czym druga strona nie ma pojęcia, że żyją w rozszczepieniu. Przejrzystość nie jest jednak prosta, wymaga badania i wnikania w siebie oraz wyrażania się w sposób bliski sobie, nie światu.
Samo spotkanie z drugim nie musi być realne, gdyż bycie realnym (prawdziwym) nie wynika z samych przejawów zachowania w obcowaniu z kimś. To samo tyczy się sztuki porozumienia i dyskusji. To prawdziwe zaczyna się od pewnej przejrzystości umysłu. To umysł potrzebuje własnej rutyny i rytuału codzienności wypierając zabawę, walkę, grę o cokolwiek, co wiąże się z atencją grupy (zbiorowym ego). Pierwszą ścieżką jest droga do samego siebie poprzez odrzucenie aprobaty tłumu. W klimatycznym ujęciu, ścieżki winny przecierać się w sposób na tyle wyrazisty, by strony związku mogły obserwować się w swojego rodzaju duchowej nagości i tworzyć bezludny raj. Tak to widzę. Tradycyjnie to płeć męska i żeńska, połączone męskimi i żeńskimi pierwiastkami tej rzeczywistości. One tworzą ład bez swego desygnatu.
Psychologia tłumu oddziałuje poprzez nazywanie rzeczy, których często nie ma w realności, ale także nie istnieją w oderwaniu od doświadczenia. To jest sztuczna jakość, do której potrafią odnieść się zmysły. Często słucham opowieści kobiet o ich relacjach z mężczyznami i zjawiskach emocjonalnych, które nie istnieją po obu stronach i nigdy nie miały swego odpowiednika. Kobiety te jednak na tego rodzaju "desygnatach" tworzą teorię swego klimatycznego bytu, o czym druga strona nie ma pojęcia, że żyją w rozszczepieniu. Przejrzystość nie jest jednak prosta, wymaga badania i wnikania w siebie oraz wyrażania się w sposób bliski sobie, nie światu.