W moich oczach także jest różnica między dominanckim zachowaniem a tym realnym, czyli codziennym i przejawiajacym się pełnym autorytetem, ale czy nie jest tak, że za podchodami różnego rodzaju i udawaniem kryje się jakaś potrzeba nagrody i profitu, pewnego modelu funkcjonowania opartego na grze? Mam na myśli narcystyczne połączenia i ten narcyzm w relacjach, który chyba jest efektem braku akceptacji wobec własnych ram osobowości i przelewa się niepełną dynamiką. Nurtuje mnie zrozumienie tego, w klimacie nie ma miejsca na pasożytnictwo wszelkiego rodzaju na drugim. Tyle się mówi o granicach uległych, ale jakże ważne są ramy relacji zwane "Dom" i ustanowione po to, by zapewnić stabilność i klasyczną przewidywalność, bo w tych ścianach masz być całkowicie sobą a nie spontanicznym dodatkiem.
Jeśli ktoś opiera się na własnych reakcjach na cechy kulturowo przypisane dominacji może zbłądzić a raczej to bardziej prawdopodomne, że nie dostąpi klimatycznej całości, tylko fragmentarycznej cielesności.
Jeśli ktoś opiera się na własnych reakcjach na cechy kulturowo przypisane dominacji może zbłądzić a raczej to bardziej prawdopodomne, że nie dostąpi klimatycznej całości, tylko fragmentarycznej cielesności.