To co się dzieje z ludźmi to taki transpersonalny modernizm. W kulturach bardziej przejrzystych i mniej odciętych od rdzenia, tam jest każdy sobą z wszystkimi przymiotami natury, z wszelkimi mutacjami i dysproporcjami, o ile są bezpieczne dla otoczenia.
Taki barok płciowy, ubogacenie jak się robi do potęgi nie wiadomo której, to chyba jest odcięcie od rdzenia osobowości i coś się dzieje z człowiekiem na miarę startu w kosmos modernizmu i sztuki zabawy. Gdzieś to się zatrzymuje na linii Karmana, co jest równe psychicznej bezpłciowości i zagubieniu.
Smutno jest potem wracać do korzeni tego, o czym piszesz. Wielu trzeba najpierw uziemić psychicznie, wskazać cele i kulturowe wzorce płci. Rola dominacji jest w tym kontekście trudna i sprowadza na taką ziemię, na jakiej żyje ten, kto jest Panem.
Taki barok płciowy, ubogacenie jak się robi do potęgi nie wiadomo której, to chyba jest odcięcie od rdzenia osobowości i coś się dzieje z człowiekiem na miarę startu w kosmos modernizmu i sztuki zabawy. Gdzieś to się zatrzymuje na linii Karmana, co jest równe psychicznej bezpłciowości i zagubieniu.
Smutno jest potem wracać do korzeni tego, o czym piszesz. Wielu trzeba najpierw uziemić psychicznie, wskazać cele i kulturowe wzorce płci. Rola dominacji jest w tym kontekście trudna i sprowadza na taką ziemię, na jakiej żyje ten, kto jest Panem.