Dla mnie liczy się estetyka i etykieta takich spotkań. Estetyka doboru ludzi.
Fetysz prezentuje się jakościowo u swych nosicieli, gdy nie przesłania bogactwa osobowości i szerokich horyzontów światopoglądowych. Istnieje wiele herezji o tym, co się robi w klimacie i wielu za tym kroczy zapominając o tym, czego sobie nie życzy.
Dla mnie to nie jest kwestia ilościowa, by spotkać się w grupie o wspólnym mianowniku, bo wiem, że bdsm to nie jest klub ślepej tolerancji. Raczej ekskluzywnej, wyłącznej. Dam przykład, praktyczny z mojej perspektywy. Kluczowa jest dla mnie segregacja, pod względem cech zewnętrznych, takich jak obecność tatuażu.
Mam swoje doświadczenia w temacie bezkrytycznego "zdobienia". Okazuje się, że fetysz łączy i dzieli. Nie jest to prosty rachunek.
Organizacja klimatycznych spotkań to też finansowanie ich, datki i sponsorzy, to kwestie podatkowe. Mam tu na myśli rodzaj klimatycznego wydarzenia.
Czasem jest tak, że ludzie o całkiem odmiennych profilach upodobań czują się ze sobą dobrze. Okazuje się, że gdy nikt nikomu na odcisk nie depcze, dużo łatwiej o harmonijną relację, która płynie.
Przytoczę tu myśli Epikteta, który ujmował te zjawiska tłumu następująco:
„Bądź wybredny w kwestii obrazów i idei, które dopuszczasz do swojego umysłu. Jeśli sam nie wybierzesz, jakie myśli i idee na siebie oddziałują, ktoś inny zrobi to za ciebie, a jego motywy mogą nie być szlachetne. Najłatwiej na świecie jest niepostrzeżenie osunąć się w wulgarność.“
Umiar jest we wszystkim wskazany, nawet jeśli innym wydaje się śmieszny. Epiktet również twierdził, że nie warto marnować sił i czasu na sprawy ponad naszą możliwość, gdyż to nas izoluje od rzeczy nam dostępnych, w których nasz wkład byłby sensowny, czyli realny.
Jeśli jestem człowiekiem nieproceduralnym, humanizm nie jest mi obcy. BDSM nie musi być dalekie od wartości humanizmu, nie musi być programowym stylem życia wynikającym z odrealnionej ideologii, cudzej (ale trzeba to zrozumieć, dotrzeć do prawdy).
Stąd moje wnioski, że nie fetysz łączy ludzi, zaś ich podejście do fetyszu.
Fetysz prezentuje się jakościowo u swych nosicieli, gdy nie przesłania bogactwa osobowości i szerokich horyzontów światopoglądowych. Istnieje wiele herezji o tym, co się robi w klimacie i wielu za tym kroczy zapominając o tym, czego sobie nie życzy.
Dla mnie to nie jest kwestia ilościowa, by spotkać się w grupie o wspólnym mianowniku, bo wiem, że bdsm to nie jest klub ślepej tolerancji. Raczej ekskluzywnej, wyłącznej. Dam przykład, praktyczny z mojej perspektywy. Kluczowa jest dla mnie segregacja, pod względem cech zewnętrznych, takich jak obecność tatuażu.
Mam swoje doświadczenia w temacie bezkrytycznego "zdobienia". Okazuje się, że fetysz łączy i dzieli. Nie jest to prosty rachunek.
Organizacja klimatycznych spotkań to też finansowanie ich, datki i sponsorzy, to kwestie podatkowe. Mam tu na myśli rodzaj klimatycznego wydarzenia.
Czasem jest tak, że ludzie o całkiem odmiennych profilach upodobań czują się ze sobą dobrze. Okazuje się, że gdy nikt nikomu na odcisk nie depcze, dużo łatwiej o harmonijną relację, która płynie.
Przytoczę tu myśli Epikteta, który ujmował te zjawiska tłumu następująco:
„Bądź wybredny w kwestii obrazów i idei, które dopuszczasz do swojego umysłu. Jeśli sam nie wybierzesz, jakie myśli i idee na siebie oddziałują, ktoś inny zrobi to za ciebie, a jego motywy mogą nie być szlachetne. Najłatwiej na świecie jest niepostrzeżenie osunąć się w wulgarność.“
Umiar jest we wszystkim wskazany, nawet jeśli innym wydaje się śmieszny. Epiktet również twierdził, że nie warto marnować sił i czasu na sprawy ponad naszą możliwość, gdyż to nas izoluje od rzeczy nam dostępnych, w których nasz wkład byłby sensowny, czyli realny.
Jeśli jestem człowiekiem nieproceduralnym, humanizm nie jest mi obcy. BDSM nie musi być dalekie od wartości humanizmu, nie musi być programowym stylem życia wynikającym z odrealnionej ideologii, cudzej (ale trzeba to zrozumieć, dotrzeć do prawdy).
Stąd moje wnioski, że nie fetysz łączy ludzi, zaś ich podejście do fetyszu.