Szczerze, ten model integralny, jako koncepcja i opis, ale już w odniesieniu do tu i teraz, całkowicie przestaje to być prawdziwe.
Często widzę transcendencję wręcz jako coś poza nami, jako chmurę. Potem, gdy zaczyna się to ścisłe- czyli doświadczenie, okno immanencji otwiera się w postaci deszczu, światła, dźwięków. Bez jakichkolwiek ram.
Było wiele szans historycznych na uznanie szerszych duchowych perspektyw, był przebłysk fenomenologii, ale to na gruncie teoretycznym i formalnym poddawało się deformacjom konceptualnym.
Sztuki szamańskie, Indianie i ich losy, rdzenność, „tańce deszczu”, istnienie bez pośredniczących kolonialnie instrumentów.
Kulturowe ryty i symbolika plemienna jako nierozerwalne, zostały gdzieś w integralnej hierarchii wręcz ewolucyjnie zapomniane.
To, co mistrzowskie, Jest.
Często widzę transcendencję wręcz jako coś poza nami, jako chmurę. Potem, gdy zaczyna się to ścisłe- czyli doświadczenie, okno immanencji otwiera się w postaci deszczu, światła, dźwięków. Bez jakichkolwiek ram.
Było wiele szans historycznych na uznanie szerszych duchowych perspektyw, był przebłysk fenomenologii, ale to na gruncie teoretycznym i formalnym poddawało się deformacjom konceptualnym.
Sztuki szamańskie, Indianie i ich losy, rdzenność, „tańce deszczu”, istnienie bez pośredniczących kolonialnie instrumentów.
Kulturowe ryty i symbolika plemienna jako nierozerwalne, zostały gdzieś w integralnej hierarchii wręcz ewolucyjnie zapomniane.
To, co mistrzowskie, Jest.