Co kryje się za tymi słowami w opozycji do klimatu jako tradycji?
Z jednej strony sztuczna inteligencja, modyfikacje i inne techno-kinki, z drugiej: labilność, zewnątrzsterowność i strach przed ubytkiem iluzji- powstałej przy jednoczesnej nieobecności. Tak, bo dzisiejsza praktyka wskoczyła na orbitę technocentryzmu, tam gdzie istnieją dwie jakości jako sprzeczne w sobie. Szukanie ekstremum i wszechogarniający lęk, przyprawiony ponadczasową pruderią.
Tradycja stawia na tu i teraz, na autentyczne bycie, na pokorne przyjmowanie i dawanie w wewnętrznym autorytecie.
Dawniej świadomość sub przekładała się na akceptację naturalnych procesów i koegzystencję w nich, które de facto stanowiły o podmiotowości w klimacie.
Nadopieka to dysfunkcja, a nie standardy relacji. To zakamuflowana forma narcyzmu pod postacią poprawnej troski.
Myslę, że transhumanizm przyczynia się do zbiorowego / kolektywnego narcyzmu bazującego na polaryzacji cech i dekonstrukcji tożsamości kulturowej.
Technologiczny kink- bez oczu, obserwacji umysłu, stanął na drodze tradycji zbierając przy tym konstrukty zauroczonych dusz jak plony, które nie mogły przypomnieć sobie Domu i Wschodu życiodajnego Słońca.
Automatyzacja zamiast refleksyjnej pokory, odruchy Pawłowa to już wsteczny biologizm-smutny, warunkujący, ale wciąż pamiętający schemat człowieka- chociażby na tym najniższym poziomie reakcji na bodziec.
Przecież BDSM jest tylko wymówką dla dehumanizacji i deptania źródeł prostoty.
Odrealnienie odbywa się w kabinie jednoosobowej - lub, gdy wyemancypowane ja spogląda na wypłowiałe resztki bytu. Bez tradycji są identyfikacje, transgresje w nieistnieniu.
BDSM żywe to kontrkultura zamiast przygodnej zgody na ulotny regulowany dobrostan. Komfort, czyli brak wyzwań. No i oczywiście ciała bez rysy niedoskonałości.
Dawniej sub, to dyspozycja, dziś to pasywność umysłu i marionetkowa służalczość - pomiędzy nimi jest rozdźwięk. Czasu i Bezmyślności.
Z jednej strony sztuczna inteligencja, modyfikacje i inne techno-kinki, z drugiej: labilność, zewnątrzsterowność i strach przed ubytkiem iluzji- powstałej przy jednoczesnej nieobecności. Tak, bo dzisiejsza praktyka wskoczyła na orbitę technocentryzmu, tam gdzie istnieją dwie jakości jako sprzeczne w sobie. Szukanie ekstremum i wszechogarniający lęk, przyprawiony ponadczasową pruderią.
Tradycja stawia na tu i teraz, na autentyczne bycie, na pokorne przyjmowanie i dawanie w wewnętrznym autorytecie.
Dawniej świadomość sub przekładała się na akceptację naturalnych procesów i koegzystencję w nich, które de facto stanowiły o podmiotowości w klimacie.
Nadopieka to dysfunkcja, a nie standardy relacji. To zakamuflowana forma narcyzmu pod postacią poprawnej troski.
Myslę, że transhumanizm przyczynia się do zbiorowego / kolektywnego narcyzmu bazującego na polaryzacji cech i dekonstrukcji tożsamości kulturowej.
Technologiczny kink- bez oczu, obserwacji umysłu, stanął na drodze tradycji zbierając przy tym konstrukty zauroczonych dusz jak plony, które nie mogły przypomnieć sobie Domu i Wschodu życiodajnego Słońca.
Automatyzacja zamiast refleksyjnej pokory, odruchy Pawłowa to już wsteczny biologizm-smutny, warunkujący, ale wciąż pamiętający schemat człowieka- chociażby na tym najniższym poziomie reakcji na bodziec.
Przecież BDSM jest tylko wymówką dla dehumanizacji i deptania źródeł prostoty.
Odrealnienie odbywa się w kabinie jednoosobowej - lub, gdy wyemancypowane ja spogląda na wypłowiałe resztki bytu. Bez tradycji są identyfikacje, transgresje w nieistnieniu.
BDSM żywe to kontrkultura zamiast przygodnej zgody na ulotny regulowany dobrostan. Komfort, czyli brak wyzwań. No i oczywiście ciała bez rysy niedoskonałości.
Dawniej sub, to dyspozycja, dziś to pasywność umysłu i marionetkowa służalczość - pomiędzy nimi jest rozdźwięk. Czasu i Bezmyślności.