Lubię zakalce
Jesta taki dowcip o ponownie poślubionym wdowcu. Młoda żona stara się - piękna, zadbana, dom ogarnięty, wyszukane potrawy... Mąż markotny. Ciągle wspomina pierwszą żonę. Któregoś dnia przypaliła pieczen. Przerażona czeka na powrót męża z pracy. Podaje do stołu. Mąż anemicznie nihiluje zupkę. Mina nieodgadniona, jakieś westchnienia towarzyszą jedzeniu... Żona na miękkichnogach wnosi drugie danie. Nakłada kartofelki i pieczeń i już chce się tłumaczyć, gdy mąż z błyskiem w oku woła "Nareszcie! W końcu udało Ci się ugotować jak moja pierwsza żona nieboszczka".
Jesta taki dowcip o ponownie poślubionym wdowcu. Młoda żona stara się - piękna, zadbana, dom ogarnięty, wyszukane potrawy... Mąż markotny. Ciągle wspomina pierwszą żonę. Któregoś dnia przypaliła pieczen. Przerażona czeka na powrót męża z pracy. Podaje do stołu. Mąż anemicznie nihiluje zupkę. Mina nieodgadniona, jakieś westchnienia towarzyszą jedzeniu... Żona na miękkichnogach wnosi drugie danie. Nakłada kartofelki i pieczeń i już chce się tłumaczyć, gdy mąż z błyskiem w oku woła "Nareszcie! W końcu udało Ci się ugotować jak moja pierwsza żona nieboszczka".