@kruszyna Zawirowanie miałem przez ostatnie dni, ale zawsze mi Twoja odpowiedź gdzieś tam towarzyszyła. Zajmujesz się psychologią/filozofią? Przechodząc do rzeczy: to ciekawe bardzo, co mówisz - wygląda na to, że uległość nie jest do końca tym, co normalnie się sądzi o uległości, że jest bezsilnością, a tak naprawdę jest wielką siłą, ćwiczeniem duchowym, ćwiczeniem przekraczającym samego siebie, medytacją nad sobą samym, które to rzeczy scalają się w silną hardość, obojętność na proste i banalne potrzeby i bodźce, że taka uległość, która ma rdzeń w pewnym silnym, medytacyjnym wręcz, ograniczeniu się, jest uległością o tyle, o ile ofiarowuje się jako przedmiot temu, kto ma nią zarządzać, osoby uległe natomiast w żadnym razie nie są słabe. Niezmiernie to ciekawe, co mówisz. Czyli uważasz, zatem, że uległość to nie jest pewien kaprys seksualny, zmysłowy, a solidne, egzystencjalne zaangażowanie się, decyzja o pewnym duchowym siebie przekształceniu, która zakorzenia się w mocnych, ostrych praktykach cielesnych?