#7901565 29.12.2021 22:50:44
Witam wszystkich serdecznie. Długo myślałem nad tym, aby założyć tu konto i poznać podobnych mi ludzi. W końcu się zdecydowałem.
Jestem mocno filozofującą naturą (skończyłem nawet 3 lata filozofii, ale to nie jest istotne). W zetknięciu z życiem zadaję głównie pytania i dociekam.
Od wielu lat, chyba siedmiu, ośmiu może (mam 24 lata) zastanawiałem się jak to w końcu jest z tą uległością. Dlaczego mnie to podnieca? Co takiego jest w niej fascynującego?
Moje upodobanie do bycia uległym zaczęło się dobre dziesięć lat temu od prostych fantazji na temat kobiecych stóp. Niewinne, nastoletnie fascynacje. Potem gdzieś nagle zaczął ten fetysz stóp przeradzać się w dominację. Może dlatego, że fetyszyści stóp są tak pogardzani wszędzie i są tak częstym tematem żartów? Nie wiem, naprawdę. Grunt, że zaczęło mnie fascynować bycie upokarzanym. Nauczycielki, koleżanki z klasy... Wyobrażałem sobie, że jestem dominowany przez nie, upokarzany, opluwany i tak dalej. Potem, jak zachorowałem na depresję, fantazje te się wyostrzyły. Fantazjowałem o całkowitym zeszmaceniu, upokorzeniu totalnym.
Rok po tym moim okresie depresyjnym poznałem dziewczynę, z którą byłem przez następne trzy lata. Nie miała nic przeciwko moim fantazjom, zrealizowałem chyba wszystko, co chciałem. Niestety, okazało się, że dusiła w sobie dużo i pod koniec związku wyrzucała mi, że tylko takie rzeczy mnie podniecają... Cóż, nie o moim nieudanym związku chcę mówić.
Napisałem nawet książkę, powieść, w której zawarłem swoje główne przemyślenia o BDSM-ie.
Czym dla mnie jest bycie zdominowanym, upokorzonym, kontrolowanym? Wolnością. To może brzmi paradoksalnie, a może wy macie dokładnie takie same uczucia. Wolność, upajająca wolność. Od czego? Od osobowości, od tego kim się jest, od nieszczęśliwej historii swego życia, od odpowiedzialności, całkowite bezpieczeństwo. Stan nirwany wręcz, rozpuszczenia się. Na kilkanaście minut, godzinę czasami, trwania stosunku, byłem nie sobą, X-em, a nikim, śmieciem, psem, petem do zgaszenia, szmatą do podłogi. To było niesamowicie wyzwalające.
Często zastanawiałem się, czy nie pójść drogą zniewolenia. Oddać się jakiejś kobiecie całkowicie, zrezygnować z siebie, swojej osobowości, swojego bycia, planów, marzeń, historii. Jednym słowem, dla mnie uległość to wolność od siebie, od której jestem uzależniony. To może zabrzmi dziwnie, ale przyjemność seksualna jest drugorzędna... Oczywiście, jestem piekielnie podniecony, szaleję wręcz z podniecenia, ale największą przyjemność czerpię z tego, że jestem nikim...
A co wy czujecie, jak jesteście niewoleni, dominowani, kontrolowani, upokarzani i tak dalej?
Dzięki za was czas.
lonely_slave
Jestem mocno filozofującą naturą (skończyłem nawet 3 lata filozofii, ale to nie jest istotne). W zetknięciu z życiem zadaję głównie pytania i dociekam.
Od wielu lat, chyba siedmiu, ośmiu może (mam 24 lata) zastanawiałem się jak to w końcu jest z tą uległością. Dlaczego mnie to podnieca? Co takiego jest w niej fascynującego?
Moje upodobanie do bycia uległym zaczęło się dobre dziesięć lat temu od prostych fantazji na temat kobiecych stóp. Niewinne, nastoletnie fascynacje. Potem gdzieś nagle zaczął ten fetysz stóp przeradzać się w dominację. Może dlatego, że fetyszyści stóp są tak pogardzani wszędzie i są tak częstym tematem żartów? Nie wiem, naprawdę. Grunt, że zaczęło mnie fascynować bycie upokarzanym. Nauczycielki, koleżanki z klasy... Wyobrażałem sobie, że jestem dominowany przez nie, upokarzany, opluwany i tak dalej. Potem, jak zachorowałem na depresję, fantazje te się wyostrzyły. Fantazjowałem o całkowitym zeszmaceniu, upokorzeniu totalnym.
Rok po tym moim okresie depresyjnym poznałem dziewczynę, z którą byłem przez następne trzy lata. Nie miała nic przeciwko moim fantazjom, zrealizowałem chyba wszystko, co chciałem. Niestety, okazało się, że dusiła w sobie dużo i pod koniec związku wyrzucała mi, że tylko takie rzeczy mnie podniecają... Cóż, nie o moim nieudanym związku chcę mówić.
Napisałem nawet książkę, powieść, w której zawarłem swoje główne przemyślenia o BDSM-ie.
Czym dla mnie jest bycie zdominowanym, upokorzonym, kontrolowanym? Wolnością. To może brzmi paradoksalnie, a może wy macie dokładnie takie same uczucia. Wolność, upajająca wolność. Od czego? Od osobowości, od tego kim się jest, od nieszczęśliwej historii swego życia, od odpowiedzialności, całkowite bezpieczeństwo. Stan nirwany wręcz, rozpuszczenia się. Na kilkanaście minut, godzinę czasami, trwania stosunku, byłem nie sobą, X-em, a nikim, śmieciem, psem, petem do zgaszenia, szmatą do podłogi. To było niesamowicie wyzwalające.
Często zastanawiałem się, czy nie pójść drogą zniewolenia. Oddać się jakiejś kobiecie całkowicie, zrezygnować z siebie, swojej osobowości, swojego bycia, planów, marzeń, historii. Jednym słowem, dla mnie uległość to wolność od siebie, od której jestem uzależniony. To może zabrzmi dziwnie, ale przyjemność seksualna jest drugorzędna... Oczywiście, jestem piekielnie podniecony, szaleję wręcz z podniecenia, ale największą przyjemność czerpię z tego, że jestem nikim...
A co wy czujecie, jak jesteście niewoleni, dominowani, kontrolowani, upokarzani i tak dalej?
Dzięki za was czas.
lonely_slave