W wersji starożytnej wyglądało to tak, że osobnik był przywiązany z czterech stron do zwierzęcia pociągowego, czyli za kończyny górne i dolne. Zwierzęta nadciągały tego karanego w pozycji leżącej chcąc poruszać się swobodnie po arenie, ponieważ na to patrzyli ludzie. Następnie dochodziła chłosta przy pomocy flagrum. To mi przypomina opcję z kołem, co prawda bez kolców, choć kto wie, czasem pod ofiarą było palenisko.