cz. 4
Zgodnie z obietnicą, Signora Orianna oczekiwała przybycia najbardziej niezwykłego ze swych niewolników zasiadając na tronie, w ozdobionej stylizowanymi różami książęcej koronie na głowie. Uznała, iż objawiając się w majestacie Władczyni nie powinna występować naga, oprócz wysokich muszkieterek nałożyła więc również uszyty z czarnej materii strój, będący połączeniem wojskowego uniformu oraz zdecydowanie kobiecego kostiumu. Narastające napięcie powodowało, iż niespokojnie bawiła się trzymanym w dłoni biczem. Oto zbliżała się chwila dopełnienia i zwieńczenia długotrwałych zabiegów... Odczuwane emocje pozwalały zapomnieć o niewygodach związanych z przybraną, oficjalną pozą. Zarówno koronę jak i tron wykonano przede wszystkim z myślą o wywieraniu wrażenia na poddanych, mniej dbając o komfort ich właścicielki. Niestety, były to starożytne, odziedziczone po przodkiniach artefakty, tradycja miała swoje prawa, a Diuszesa obowiązki. Koronę wydobyła ze skarbca, a tron poleciła przynieść do sypialni z komnaty audiencjonalnej. Przeklęty mebel był na tyle wysoki, że stopy Signory Arianny nie sięgały podłogi. W normalnych warunkach, udzielając audiencji, wspierała je na karku aktualnego, starannie upozowanego, nagiego i unieruchomionego faworyta. Przy obecnej okazji ktoś taki tylko by przeszkadzał, musiała więc zadowolić się pospiesznie wykonanym, utrzymanym w odpowiednio ozdobnym stylu, wyściełanym stołkiem. Wbijając weń niecierpliwie końcówki obcasów nie mogła jednak cieszyć oczu i duszy tłumionymi lecz z pewnością odrobinę bolesnymi reakcjami niewolnika, niszczyła tylko martwą wyściółkę. Niech ten cały Faren lepiej się pospieszy, zawsze się spóźnia! Signora Orianna pomyślała, że w przyszłości to jemu pozwoli może przy jakiejś oficjalnej okazji zająć miejsce pod swymi stopami i podrażni obcasami. Podrażni z całą siłą! Odegnała tę wizję, nie czas na podobne rojenia, musi najpierw dokończyć realizację ułożonego planu.
Jeszcze jedno, niespokojne przesunięcie wolną dłonią po splecionych rzemieniach bicza i wreszcie się zaczęło... Na środku komnaty pojawiła się delikatna poświata, wyraźnie widoczna w stonowanym półmroku sypialni. Po chwili rozbłysła tysiącami migoczących rozbłysków, a we wnętrzu świetlistego obłoku zaczął formować się cień. Pani Orianna widziała to już przedtem, przy okazji transferu Kupidyna, obecnie cień był jednak dużo większy. Szybko zyskiwał coraz wyraźniejsze kontury, przybierając kształt człowieka, kształt nagiego mężczyzny, nagiego niewolnika, nagiego Farena. Rozbłyski zniknęły, podróż pomiędzy światami dobiegła pomyślnego końca. Faren rozejrzał się dookoła, najwyraźniej nieco oszołomiony, szybko odzyskał jednak orientację, na dowód czego odwrócił się we właściwym kierunku, upadł na kolana i uderzył czołem o podłogę. Signorę Oriannę ogarnęło uczucie triumfu. Oto pierwszy etap planu został pomyślnie zrealizowany.
– Wzywałam cię, Farenie i cieszy mnie twoje przybycie – powiedziała ciepłym głosem, naprawdę zadowolona z widoku niewolnika. – Możesz powitać swoją Panią.
Uniósł się i zbliżył na kolanach, po czym ponownie pochylił w głębokim ukłonie i ucałował czubki butów Signory.
– Witaj, Domina. Witaj, o Najpotężniejsza z Władczyń i Najwspanialsza z Bogiń. Dziękuję za Twoją hojność, dziękuję za to, że jesteś...
Och, jak miło potrafi przemawiać, wzbudzając bardzo przyjemne doznania w duszy Kobiety... Otrząsnęła się z nieoczekiwanego zauroczenia. Drań jest niebezpieczny, a ona musi wziąć się w garść i nie ulegać porywom serca.
– Możesz unieść głowę, niewolniku. Chcę ujrzeć twoją twarz – zadysponowała.
Tak, oto cały Faren, nie potrafi ukrywać emocji, wielbi swoją Panią szczerze i bez granic. To zarazem ułatwia, jak i utrudnia sprawę.
– Nie tak dawno temu wzbudziłeś Mój gniew, niewolniku. – Szarpnęła dłonią końcówkę bicza.
– Domina, nie zasługuję na to miano. Przybyłem ponownie na Twój dwór, by naprawdę stać się Twoim niewolnikiem, całkowicie i bez granic.
– Co masz na myśli, Farenie? – Pochyliła się lekko, by wygodniej ułożyć na włosach przeklętą koronę.
– Pozwól, Najjaśniejsza Pani, iż złożę u Twych stóp dary, które przynoszę. Wtedy sama się przekonasz.
– Wzbudziłeś Moją ciekawość, sługo. Cóż jeszcze możesz ofiarować poza sercem, duszą i ciałem? – ponagliła lekko Farena.
– Na początek zechciej przyjąć nie dar, lecz to, co należy do Ciebie.
Rozsupłał węzeł przepaski biodrowej i pozwolił jej opaść na podłogę, odsłaniając przyciśnięte ciasno do nagiego ciała ostrogi. Musiały sprawiać odrobinę bólu, co do tego nie miała wątpliwości.
– Czy pozwolisz, Domina? – spytał, ujmując je w dłonie.
– Tylko wtedy, jeśli uczynisz to z własnej woli.
– Pragnę adorować Cię, Signora, również w roli Królowej Amazonek – odparł, a ona doznała bardzo jednoznacznych skojarzeń. Z zadowoleniem ujrzała, iż opadła przepaska ujawniła również silny wzwód niewolnika. I bardzo dobrze, przynajmniej ktoś docenił jej własne starania...
Tym razem ostrogi przypiął szybko i bez żadnych problemów. Czyżby ćwiczył tam, u siebie, w swoim świecie? Może przy udziale którejś z tych fałszywych domin, o których pisał? Diuszesa Orianna poczuła przypływ gniewu, uspokoiła się jednak myślą, że również tutaj niewolnicy opanowywali umiejętność przypinania ostróg, korzystając podczas szkolenia ze starych butów na prawidłach. Spokojnie unosiła więc we właściwych chwilach stopy, ułatwiając Farenowi zadanie. Na koniec, raz jeszcze ucałował czubki muszkieterek. Pominęła to milczeniem, nie chcąc deprymować poddanego i oczekując tego, co naprawdę zechce jej ofiarować
– Bardzo dobrze, ale teraz czas na obiecane dary – zauważyła.
– Ofiarowuję je z prawdziwą radością, Najwspanialsza z Bogiń. Oto pierwszy z nich, kolejne urządzenie umożliwiające łączność z moim światem. Odpowiednik znajduje się w posiadaniu kancelarii prawnej, której zleciłem zajmowanie się wszystkimi sprawami na czas nieobecności. – Faren sięgnął dłońmi ku obroży, odpiął ją i złożył na podłodze, tuż przed podnóżkiem, dokładnie u stóp Signory Orianny. – Oto kolejne, Najpotężniejsza z Władczyń, jeszcze jedna czapka niewidka, jak ją nazywasz oraz następny usypiacz. – Obok obroży spoczęły dwie zdjęte z nadgarstków bransolety.
Pani Orianna obserwowała to wszystko z rosnącym, z trudem tłumionym napięciem. Na koniec zostawił zapewne dar najcenniejszy, musiał zostawić...
– Domina, oto teleportery, pozwalające podróżować pomiędzy światami. Dzięki Twej hojności poleciłem sporządzić dwa egzemplarze, nastawione na powrót do mego świata. – Ostrożnie odpiął obydwie obejmy z kostek u nóg i z niezwykłą powagą złożył u stóp Diuszesy Orianny.
Wpatrywała się w bezcenne przedmioty, wyglądały identyczne jak ten, z którym podróżował Kupido. Doskonale! Czyżby wszystko miało pójść aż tak łatwo? Przeniosła uważne spojrzenie na twarz mężczyzny, na której również malowało się niezwykłe napięcie. Nie potrafił ukrywać uczuć.
– Farenie, doceniam twój dar i doskonale rozumiem, co on oznacza. – Pani Orianna rozpoczęła spokojnym, bardzo poważnym tonem głosu. – Nie zniosłabym jednak, gdybym ponownie miała zostać oszukana tak, jak poprzednim razem. Gdyby okazało się, że i teraz zostawiłeś sobie coś bez Mojej wiedzy, nie wiem, co bym z tobą zrobiła. Mój gniew byłby straszny, poprzednie obietnice straciłyby ważność, najpewniej nie uszedłbyś z życiem i nie byłaby to lekka śmierć. Dlatego zadam ci pytanie, a ty zastanów się nad odpowiedzią. Czy to naprawdę wszystko? Czy niczego w jakikolwiek sposób nie ukryłeś? - zakończyła z wielką powagą.
– Nie, Domina! – odparł lekko drżącym głosem. – Powróciłem, by zostać Twoim niewolnikiem. Twoim prawdziwym niewolnikiem. Dlatego oddałem wszystko. Jesteś teraz Panią mojego losu, mojego życia i mojej śmierci.
– Wierzę ci, Farenie – powiedziała po długiej chwili, nadal intensywnie wpatrując się w twarz mężczyzny. – W zamian za twoje dary, nałożę ci oznaki Mojego niewolnika.
– Pragnę tego, Domina.
Ostrożnie, by nie trącić przypadkiem niezwykłych urządzeń, Signora Orianna odepchnęła stopą zmaltretowany podnóżek, powstała z tronu i podeszła do biurka. Z ulgą pozbyła się ciężkiej korony, odłożyła również bicz i wyjęła z jednej z szuflad koszyczek ze zwykłymi niewolniczymi insygniami: obrożą z zainstalowanym systemem bezpieczeństwa oraz cztery obejmy. Powróciła do Farena i powoli, starannie nałożyła je kolejno na szyję i przeguby mężczyzny, w przypadku stóp sama nawet w tym celu przyklęknęła. Chciała mieć całkowitą pewność, że wszystkie zamki zadziałały w prawidłowy sposób. Na koniec pozbierała do opróżnionego koszyka otrzymane dary i umieściła w tej samej szufladzie biurka. Doznawała nie dającego się z niczym porównać uczucia triumfu. Najważniejszy cel został właśnie osiągnięty, pozostał już tylko ostatni krok na drodze do całkowitej satysfakcji. Musi jednak utwardzić serce, Faren potrafi być niebezpieczny z tym swoim spojrzeniem i elokwentnym językiem... Wracając, Pani Orianna nie zapomniała o biczu.
– Farenie, darowałem ci już w duchu większość kar, o wymierzeniu których marzyłam bezpośrednio po twojej zdradzie. Jakąś karę musisz jednak ponieść, wymagają tego Moja godność Dominy oraz twój status niewolnika.
– Rozumiem to, Signora. Proszę tylko o to, byś nie zamknęła uszu na błagalne słowa swego sługi.
– Krnąbrny sługa przekona się, że Domina Orianna potrafi wymierzać kary w bardzo różny sposób. Mam nadzieję, że ze swojej strony przygotowałeś wiele miłych, kwiecistych podziękowań.
Diuszesa uśmiechnęła się lekko i poprowadziła Farena w szczególny kąt komnaty, a następnie przypięła nadgarstki i kostki do zwisających z sufitu łańcuchów oraz wpuszczonych w podłogę pierścieni. Ponownie uczyniła to bardzo starannie, upewniając się kilkakrotnie, że szybkozłączki, obejmy, łańcuchy i pierścienie bezbłędnie spełniają swoją rolę. Uspokojona w tej materii, wykonała umówiony gest dłonią, odprawiając i zwalniając czuwający nad wszystkim i oczekujący na ewentualne wezwanie wyborowy oddział straży. Strażnicy okazali się niepotrzebni, na co zresztą Pani Orianna liczyła, a teraz ich obecność, choćby za pośrednictwem zainstalowanych na tę okazję kamer, byłaby krępująca. Na wszelki wypadek i tak za chwilę je zdezaktywuje, korzystając z przenośnego panelu sterowniczego. Tymczasem z zadowoleniem zaobserwowała utrzymujący się wzwód Farena. Może i nie lubi chłosty, ale nakładanie więzów i przypinanie do pręgierza zdawało się wcale mu nie przeszkadzać, wręcz przeciwnie. Ciekawe, jak zareaguje na przygotowane dla niego niespodzianki? Ostatnia myśl wywołała dreszcz pobudzenia Diuszesy i nie obawiała się już, że okaże draniowi niewczesną litość. O nie, zrealizuje swoje plany do końca. Zasłużył na wszystko, co mu przeznaczyła.
Ku zaskoczeniu Farena, Pani Orianna rozpoczęła od odwieszenia bicza i umyślnie głośno postukując obcasami udała się do salonu kąpielowego, po drodze dezaktywując kamery. Powróciła ciągnąc niewielki, umieszczony na zaopatrzonym w kółka stelażu kubeł wypełniony rozżarzonymi do czerwoności węglami. Podeszła do więźnia, starając się jak najdłużej utrzymać żar poza zasięgiem jego wzroku. Ostatecznie i tak jednak szeroko otworzył oczy z przerażenia.
– Domina... – Ośmielił się odezwać.
– Milcz, Farenie. Bezprawnie uczyniłeś na swym ciele znaki Mojego osobistego sługi i niewolnika, skoro chcesz być nim naprawdę, potwierdzę teraz ich ważność. Wiesz w jaki sposób? Powinieneś, skoro obserwowałeś nasze obyczaje.
Wydobyła z węgli zaopatrzony w drewniany uchwyt żelazny pręt, zakończony rozżarzoną cechą.
– Wiem, Domina...
Podsunęła cechę pod oczy Farena, zachowując jednak ostrożność i bezpieczny odstęp.
– To litera „O”, pierwsza Mojego imienia. Poniżej korony, stanowiącej oznakę przynależności do grona osobistych faworytów, wypalam na ich ciałach imię „Orianna”. W końcu powinno być wiadomo, komu służą i do kogo należą. Wypalam po jednej literze, w nagrodę za każdy wieczór, który uznałam za udany. A z twojej służby byłam zadowolona, zanim ujawniłeś swoją zdradę. Zasłużyłeś więc na pierwszą literę. Pisałeś, że poprzednie znaki dałeś sobie wypalić w równie tradycyjny sposób. Jeżeli to prawda, w co wierzę, wytrzymasz również teraz.
Diuszesa cofnęła się i zajęła odpowiednią pozycję.
– To bardzo ważne, abyś stał bez ruchu. W przeciwnym razie litera nie wypali się wyraźnie i przyniesie ci hańbę. A ja życzę sobie, abyś nosił ten znak z dumą. Możesz krzyczeć, ale nie wolno ci się ruszać. Rozumiesz, Farenie? - Użyła tonu poważnego i spokojnego.
– Tak, Domina – odpowiedział z drżeniem w głosie, które na szczęście nie przełożyło się na drżenie ciała.
– Zaczynamy więc, to tylko chwila...
Signora Orianna wybrała starannie miejsce na torsie niewolnika, w czym miała zresztą spore doświadczenie, przybliżyła pręt. Zauważyła, że przymknął oczy. Nie przedłużała już duchowych cierpień więźnia i szybkim, precyzyjnym ruchem docisnęła cechę.
– Aaaachhh!!!!!
Jednak krzyczał, czego w sumie nie mogła mieć mu za złe, ale zdołał ustać bez ruchu. Bardzo dobrze. Pani Orianna odsunęła żelazo i umieściła je w kuble. Litera prezentowała się czysto i wyraźnie, otoczona, co prawda, czerwonym zaognieniem, które jednak powinno się z czasem wygoić. Faren otworzył oczy, w których zalśniły łzy. Urocze, zasłużył na nagrodę.
Ostrożnie, by nie urazić oparzeliny, przytuliła się i wycisnęła na wargach poddanego długi pocałunek.
– Byłeś bardzo dzielny, Mój niewolniku. Wszystko poszło dobrze – wyszeptała, odsuwając usta. – A teraz zabezpieczymy się przed jakimś zakażeniem.
Z uchwytu przy stelażu Diuszesa Orianna wydobyła pojemnik ze środkiem odkażającym w sprayu i obficie spryskała zaognioną ranę. Wiedziała, że Faren musiał poczuć ulgę, maść zabezpieczy oparzelinę i przyspieszy gojenie. Dzięki temu w miarę szybko do litery „O” będzie mogła dołączyć kolejna: „R”. Ale o tym nie musiała przypominać w tej akurat chwili.
Ostrożnie wytoczyła stelaż z powrotem do salonu kąpielowego, z ogniem zawsze należy uważać i lepiej, aby kubeł z żarem nie plątał się pod nogami. Wracając zatrzymała się przy biurku, uważnie i starannie wybrała oraz podzieliła zgromadzone w szufladach przedmioty, kilka z nich umieściła w podręcznym, ale bardzo solidnym sejfie, inne ułożyła w użytym już poprzednio koszyczku. Podeszła do unieruchomionego w łańcuchach Farena i położyła koszyk tuż przed nim, by dokładnie ujrzał jego zawartość. Oczywiście w takiej jednak odległości, aby żadna miarą nie był w stanie dosięgnąć go w jakikolwiek sposób i przeszkodzić w zamiarach Signory Orianny.
– Spójrz, Farenie – odezwała się ciepłym, przyjaznym tonem. – Oto niektóre z darów, które złożyłeś u Moich stóp, a które Ja z radością przyjęłam. Dwa teleportery oraz dwa komunikatory, w tym jeden, który zostawiłeś poprzednim razem. Komu powierzyłeś ich bliźniacze, powiązane egzemplarze?
– Jeden adwokatowi, który zarządza ofiarowanym przez Ciebie, Najpotężniejsza z Władczyń, majątkiem. Drugi władzom firmy teleportacyjnej, z której usług skorzystałem.
– Bardzo rozsądnie, Farenie – pochwaliła. – A dlaczego zabrałeś aż dwa teleportery?
– Było mnie teraz na nie stać, więc trochę na wszelki wypadek, gdyby któryś uległ awarii, a trochę w nadziei... – Nie dokończył, jakby speszony.
– Nieważne – zamknęła temat. – Należą teraz do Mnie i zrobię z nimi, co zechcę.
Obdarzyła Farena uśmiechem, po czym udała się do garderoby i z pewnym wysiłkiem wytoczyła stamtąd kolejny przedmiot, wykonane specjalnie na tę okazję kowadło z ciężkim, kowalskim młotem. Więzień przyglądał się temu początkowo ze zdumieniem, potem z rosnącym zrozumieniem i przerażeniem. Ustawiła kowadło obok koszyczka, wybrała jeden z zamkniętych w tym momencie transmiterów i starannie ułożyła na bitni.
– Co czynisz, Pani! Nie, nie! Przestań! – Faren desperacko rzucił się w więzach, oczywiście bez rezultatu.
Diuszesa Orianna powoli uniosła młot, po czym z całej siły uderzyła w transmiter. Rozpadł się na drobne, zgniecione kawałki, elementy elektronicznego wnętrza rozsypały się szeroko po komnacie. Faren raz jeszcze szarpnął się w łańcuchach. Pani Orianna zdawała się nie zwracać na to uwagi. Wybrała drugi transmiter, ponownie uniosła młot.
– Nie rób tego, nie niszcz...
Daremne prośby więźnia przerwało kolejne uderzenie żelaza o żelazo. Drugie urządzenie podzieliło los pierwszego.
– Ofiarowałeś mi te zabawki, Farenie, a Ja uznałam, że nie będą już do niczego potrzebne. – Spokojny ton głosu Signory Orianny nie odpowiadał emocjom, które odczuwała. Rozsadzało ją poczucie spełnienia, oto nadeszła chwila zemsty i kary. I nie zamierzała na tym poprzestać. – Pora na teleportery.
Jedna z kryjących tajemnicze wnętrze bransolet spoczęła na kowadle. Szybkie opuszczenie młota i kolejne elektroniczne strzępy rozsypały się po podłodze. Faren spoglądał na to porażony bezruchem, oniemiały. Pani Orianna powoli, delektując się każdą chwilą, ujęła w dłoń ostatni przedmiot, obracała go w palcach tuż przed twarzą przerażonego, bezsilnego Farena.
– Nie, błagam... – wyszeptał. – Domina, błagam...
Teleporter spoczął na bitni. Jeszcze jedno uniesienie młota, niezrównana z niczym chwila, gdy zastygł w powietrzu w uchwycie dłoni Pani Orianny, długie spojrzenie w oczy Farena... Utwardziła serce i uderzyła po raz ostatni.
– Dlaczego? Signora, dlaczego? – Bolesny szept, przechodzący w szloch.
– Bo tak postanowiłam! Bo taka była Moja wola, wola Dominy – odparła twardo.
– Pani, zabrałem dwa teleportery, myślałem, miałem nadzieję, że może Ty również... Teraz wszystko przepadło... Dlaczego?
– Pragnąłeś zostać Moim niewolnikiem, prawdziwym niewolnikiem. I stałeś się nim teraz, nie poprzez nałożenie obroży, nie poprzez wypalenie piętna. Dopiero teraz jestem Panią twego losu, życia i śmierci. – Signora Orianna wypowiadała te słowa, doznając nieznanego dotąd uczucia zwycięstwa. Oto dokonała niemożliwego. Gdy Faren oszukał ją i upokorzył, targana bezsilnym gniewem marzyła o zemście, która wydawała się wówczas nieosiągalna. A oto właśnie się dopełniała. Zabawne, Domina zemściła się na niewolniku, odczuwa z tego powodu radość i satysfakcję. Kto uwierzyłby w coś takiego? A jednak to prawda, to największy przypływ emocji w całym życiu Diuszesy Orianny. Nigdy dotąd nie poczuła czegoś takiego. – Zapomnij o swoim poprzednim życiu. Nigdy do niego nie wrócisz. Pozostaniesz tutaj, w Moim świecie, jako Mój niewolnik. Twoim jedynym celem jest i będzie służba dla twojej Pani, służba dla Mnie. Jedyną nadzieją zyskanie Mojej łaski. Może wtedy twój los okaże się znośny i znajdziesz spełnienie swoich pragnień. Jeżeli nie... też je spełnisz, tylko niekoniecznie w taki sposób, w jaki to sobie wyobrażałeś... Rozumiesz, to Farenie?
Milczał.
– Rozumiesz, to Farenie? – ponowiła pytanie.
– Rozumiem, Domina. Ale dlaczego w taki sposób? – Nie potrafił ukryć bólu i rozpaczy.
– Bo taka jest Moja wola – powtórzyła dobitnie, z nową falą niezwykłej satysfakcji. – A teraz Farenie, czas na zasłużoną karę.
Signora Orianna zdjęła z uchwytu odwieszony uprzednio bicz, zajęła właściwą pozycję.
– Pamiętaj o odliczaniu kolejnych uderzeń, niewolniku. I o stosownych podziękowaniach. Może dzięki nim, chociaż dzisiaj to mało prawdopodobne, zdołasz zmiękczyć serce swojej Pani.
Smagnęła silnie przez plecy, tym razem bez szczególnej precyzji. Nie o to dzisiaj chodziło. I tak nie starczy miejsca na skórze, by dokładnie rozmieścić wszystkie pręgi, którymi zamierzała ją naznaczyć.
– Raz. Dziękuję, Najjaśniejsza Pani.
Uderzyła ponownie, tym razem słabiej.
– Dwa, dziękuję, Szlachetna Pani.
Przy trzecim smagnięciu Diuszesa nie wstrzymywała ręki, Faren rzucił się rozpaczliwie w więzach.
– Uaaachhh... Trzy, dziękuję, o Najdostojniejsza Pani.
Cóż, jak dotąd nie zachwycał szczególną elokwencją. Nie szkodzi, z czasem odzyska zapewne natchnienie. Signora Orianna obiecała sobie w duchu, że z pewnością dostarczy Farenowi właściwej motywacji. Tymczasem przerwała jednak chłostę i odstąpiła kilka kroków. Upewniwszy się, że znalazła się poza zasięgiem rozbieganego spojrzenia niewolnika, sięgnęła wolną dłonią ku ukrytej pomiędzy piersiami, wszytej po wewnętrznej stronie kostiumu kieszeni. Tak, klucz od sejfu spoczywał tam spokojnie i bezpiecznie. – „Mężczyźni.” – Pomyślała Pani Orianna. – „Tak łatwo nimi manipulować. Nieważne, czy chodzi o tresowanych od dzieciństwa niewolników, czy o przybyszów z obcych światów. Może nasi uczeni nie umieją konstruować równie zadziwiających urządzeń jak teleportery, ale złotnicy potrafią sporządzać doskonałe kopie wszelkiego rodzaju klejnotów.” – Z tymi szczególnymi, niewolniczymi obręczami też poradzili sobie doskonale. Zajęło to trzy dni, a Signora przewidująco poleciła sporządzić kilka egzemplarzy. Dodatkowe leżały teraz w sejfie, obok swych bezcennych, autentycznych pierwowzorów.
Faren zwisał bezsilnie w łańcuchach, oczekując kolejnych smagnięć bicza. Z pewnością bardziej niż ból fizyczny odczuwał jednak rozpacz, bezsilność, przerażenie, brak nadziei... Jego świat zawalił się właśnie w gruzy, a cena zrealizowania fantazji okazywała bardzo wysoka. I dobrze mu tak. Za to, co uczynił, zasłużył na karę! Na prawdziwą karę, a nie na kilka czy nawet kilkadziesiąt uderzeń bata. Pani Orianna po raz kolejny postanowiła, że będzie dzisiaj twarda i bezlitosna.
A ona sama? Okazałaby się kompletną idiotką, gdyby dobrowolnie zrezygnowała z możliwości podróżowania pomiędzy światami. Wcześniej czy później, zapewne wcześniej, zechce przeżyć tak ekscytującą przygodę. Wiedza i doświadczenie Farena okażą się wtedy bezcenne. Dlatego zachowa go przy życiu, nie wyda na tortury, nie ześle do kopalni czy na galery i będzie traktowała względnie łaskawie. No, nie tylko dlatego, Diuszesa Orianna uśmiechnęła się lekko. Przy swoich licznych wadach, właściwych zresztą wszystkim mężczyznom, Faren wydawał się całkiem miły, sympatyczny, niegłupi. Nieskończenie bardziej interesujący, niż wszyscy sklonowani i szkoleni latami niewolnicy razem wzięci.
Co prawda, w tej chwili odczuwał zapewne wobec swojej nowej, prawdziwej Pani i Władczyni żal oraz gorącą nienawiść. Nie szkodzi, odzyskanie jego miłości, sprawienie, by na nowo wielbił Signorę Oriannę jako Najwspanialszą z Bogiń nie powinno okazać się trudne. Zastosuje stare, sprawdzone metody. Początkowo potraktuje Farena z chłodną, stanowczą surowością, z czasem zacznie łagodzić rygory. Da się ubłagać w jednej czy dwóch pomniejszych sprawach, kilka razy okaże łaskawość, pozwoli służyć w sypialni, w końcu weźmie do łoża i uczyni ulubionym faworytem. Zajmie to trochę czasu, ale przecież mają go pod dostatkiem. W trakcie tych zabiegów uzupełni napis na torsie Farena. Oprócz własnego imienia przewidziała też miejsce na stosowny tytuł: Domina, Signora lub Diuszesa. Nie wybrała jeszcze, który konkretnie. To, czy oszczędzi mu jednej lub dwóch liter, Pani Orianna uzależni od postępów Farena jako adoratora Władczyni Niebios i Ziemi.
Pomyślała, że od pewnego czasu w jej nudnym, uporządkowanym życiu, w którym wszelkie kaprysy zaspokajano na jedno skinienie dłoni Dominy, pojawiły się ekscytujące nowości: prawdziwe uczucia, prawdziwe pragnienia, prawdziwe starania i zabiegi, wreszcie nieporównywalny z niczym smak prawdziwego zwycięstwa. Diuszesa Orianna musiała przyznać, że wszystko to stało się za sprawą tego niezwykłego niewolnika. A czekają ją przecież kolejne doznania, ukoronowane osobistym poznaniem innych światów. Zresztą już samo odzyskanie uczuć Farena powinno sprawić jej dużo przyjemności. Sprawi dużo radości im obojgu, postanowiła. Domina Orianna potrafi się o to postarać, a zacznie dzisiejszego wieczoru. Miłość, lojalność i uwielbienie Farena z pewnością okażą się w obcych światach jeszcze cenniejsze niż wiedza czy doświadczenie.
Pani Orianna uśmiechnęła się do własnych myśli, głośno postukując końcówkami obcasów postąpiła kilka kroków, zajęła właściwą pozycję za plecami więźnia, uniosła dzierżącą bicz dłoń i przygotowała na wysłuchanie wielu elokwentnych, egzotycznych komplementów, tytułów oraz podziękowań.
PS. Opowiadanie to zostało zainspirowane słynnym niegdyś przebojem Michaela Jacksona „Remember The Time”, a zwłaszcza połączonym z nim teledyskiem. Swego czasu wywarł on na mnie duże wrażenie, obecnie przekute w powyższy tekst.
Zgodnie z obietnicą, Signora Orianna oczekiwała przybycia najbardziej niezwykłego ze swych niewolników zasiadając na tronie, w ozdobionej stylizowanymi różami książęcej koronie na głowie. Uznała, iż objawiając się w majestacie Władczyni nie powinna występować naga, oprócz wysokich muszkieterek nałożyła więc również uszyty z czarnej materii strój, będący połączeniem wojskowego uniformu oraz zdecydowanie kobiecego kostiumu. Narastające napięcie powodowało, iż niespokojnie bawiła się trzymanym w dłoni biczem. Oto zbliżała się chwila dopełnienia i zwieńczenia długotrwałych zabiegów... Odczuwane emocje pozwalały zapomnieć o niewygodach związanych z przybraną, oficjalną pozą. Zarówno koronę jak i tron wykonano przede wszystkim z myślą o wywieraniu wrażenia na poddanych, mniej dbając o komfort ich właścicielki. Niestety, były to starożytne, odziedziczone po przodkiniach artefakty, tradycja miała swoje prawa, a Diuszesa obowiązki. Koronę wydobyła ze skarbca, a tron poleciła przynieść do sypialni z komnaty audiencjonalnej. Przeklęty mebel był na tyle wysoki, że stopy Signory Arianny nie sięgały podłogi. W normalnych warunkach, udzielając audiencji, wspierała je na karku aktualnego, starannie upozowanego, nagiego i unieruchomionego faworyta. Przy obecnej okazji ktoś taki tylko by przeszkadzał, musiała więc zadowolić się pospiesznie wykonanym, utrzymanym w odpowiednio ozdobnym stylu, wyściełanym stołkiem. Wbijając weń niecierpliwie końcówki obcasów nie mogła jednak cieszyć oczu i duszy tłumionymi lecz z pewnością odrobinę bolesnymi reakcjami niewolnika, niszczyła tylko martwą wyściółkę. Niech ten cały Faren lepiej się pospieszy, zawsze się spóźnia! Signora Orianna pomyślała, że w przyszłości to jemu pozwoli może przy jakiejś oficjalnej okazji zająć miejsce pod swymi stopami i podrażni obcasami. Podrażni z całą siłą! Odegnała tę wizję, nie czas na podobne rojenia, musi najpierw dokończyć realizację ułożonego planu.
Jeszcze jedno, niespokojne przesunięcie wolną dłonią po splecionych rzemieniach bicza i wreszcie się zaczęło... Na środku komnaty pojawiła się delikatna poświata, wyraźnie widoczna w stonowanym półmroku sypialni. Po chwili rozbłysła tysiącami migoczących rozbłysków, a we wnętrzu świetlistego obłoku zaczął formować się cień. Pani Orianna widziała to już przedtem, przy okazji transferu Kupidyna, obecnie cień był jednak dużo większy. Szybko zyskiwał coraz wyraźniejsze kontury, przybierając kształt człowieka, kształt nagiego mężczyzny, nagiego niewolnika, nagiego Farena. Rozbłyski zniknęły, podróż pomiędzy światami dobiegła pomyślnego końca. Faren rozejrzał się dookoła, najwyraźniej nieco oszołomiony, szybko odzyskał jednak orientację, na dowód czego odwrócił się we właściwym kierunku, upadł na kolana i uderzył czołem o podłogę. Signorę Oriannę ogarnęło uczucie triumfu. Oto pierwszy etap planu został pomyślnie zrealizowany.
– Wzywałam cię, Farenie i cieszy mnie twoje przybycie – powiedziała ciepłym głosem, naprawdę zadowolona z widoku niewolnika. – Możesz powitać swoją Panią.
Uniósł się i zbliżył na kolanach, po czym ponownie pochylił w głębokim ukłonie i ucałował czubki butów Signory.
– Witaj, Domina. Witaj, o Najpotężniejsza z Władczyń i Najwspanialsza z Bogiń. Dziękuję za Twoją hojność, dziękuję za to, że jesteś...
Och, jak miło potrafi przemawiać, wzbudzając bardzo przyjemne doznania w duszy Kobiety... Otrząsnęła się z nieoczekiwanego zauroczenia. Drań jest niebezpieczny, a ona musi wziąć się w garść i nie ulegać porywom serca.
– Możesz unieść głowę, niewolniku. Chcę ujrzeć twoją twarz – zadysponowała.
Tak, oto cały Faren, nie potrafi ukrywać emocji, wielbi swoją Panią szczerze i bez granic. To zarazem ułatwia, jak i utrudnia sprawę.
– Nie tak dawno temu wzbudziłeś Mój gniew, niewolniku. – Szarpnęła dłonią końcówkę bicza.
– Domina, nie zasługuję na to miano. Przybyłem ponownie na Twój dwór, by naprawdę stać się Twoim niewolnikiem, całkowicie i bez granic.
– Co masz na myśli, Farenie? – Pochyliła się lekko, by wygodniej ułożyć na włosach przeklętą koronę.
– Pozwól, Najjaśniejsza Pani, iż złożę u Twych stóp dary, które przynoszę. Wtedy sama się przekonasz.
– Wzbudziłeś Moją ciekawość, sługo. Cóż jeszcze możesz ofiarować poza sercem, duszą i ciałem? – ponagliła lekko Farena.
– Na początek zechciej przyjąć nie dar, lecz to, co należy do Ciebie.
Rozsupłał węzeł przepaski biodrowej i pozwolił jej opaść na podłogę, odsłaniając przyciśnięte ciasno do nagiego ciała ostrogi. Musiały sprawiać odrobinę bólu, co do tego nie miała wątpliwości.
– Czy pozwolisz, Domina? – spytał, ujmując je w dłonie.
– Tylko wtedy, jeśli uczynisz to z własnej woli.
– Pragnę adorować Cię, Signora, również w roli Królowej Amazonek – odparł, a ona doznała bardzo jednoznacznych skojarzeń. Z zadowoleniem ujrzała, iż opadła przepaska ujawniła również silny wzwód niewolnika. I bardzo dobrze, przynajmniej ktoś docenił jej własne starania...
Tym razem ostrogi przypiął szybko i bez żadnych problemów. Czyżby ćwiczył tam, u siebie, w swoim świecie? Może przy udziale którejś z tych fałszywych domin, o których pisał? Diuszesa Orianna poczuła przypływ gniewu, uspokoiła się jednak myślą, że również tutaj niewolnicy opanowywali umiejętność przypinania ostróg, korzystając podczas szkolenia ze starych butów na prawidłach. Spokojnie unosiła więc we właściwych chwilach stopy, ułatwiając Farenowi zadanie. Na koniec, raz jeszcze ucałował czubki muszkieterek. Pominęła to milczeniem, nie chcąc deprymować poddanego i oczekując tego, co naprawdę zechce jej ofiarować
– Bardzo dobrze, ale teraz czas na obiecane dary – zauważyła.
– Ofiarowuję je z prawdziwą radością, Najwspanialsza z Bogiń. Oto pierwszy z nich, kolejne urządzenie umożliwiające łączność z moim światem. Odpowiednik znajduje się w posiadaniu kancelarii prawnej, której zleciłem zajmowanie się wszystkimi sprawami na czas nieobecności. – Faren sięgnął dłońmi ku obroży, odpiął ją i złożył na podłodze, tuż przed podnóżkiem, dokładnie u stóp Signory Orianny. – Oto kolejne, Najpotężniejsza z Władczyń, jeszcze jedna czapka niewidka, jak ją nazywasz oraz następny usypiacz. – Obok obroży spoczęły dwie zdjęte z nadgarstków bransolety.
Pani Orianna obserwowała to wszystko z rosnącym, z trudem tłumionym napięciem. Na koniec zostawił zapewne dar najcenniejszy, musiał zostawić...
– Domina, oto teleportery, pozwalające podróżować pomiędzy światami. Dzięki Twej hojności poleciłem sporządzić dwa egzemplarze, nastawione na powrót do mego świata. – Ostrożnie odpiął obydwie obejmy z kostek u nóg i z niezwykłą powagą złożył u stóp Diuszesy Orianny.
Wpatrywała się w bezcenne przedmioty, wyglądały identyczne jak ten, z którym podróżował Kupido. Doskonale! Czyżby wszystko miało pójść aż tak łatwo? Przeniosła uważne spojrzenie na twarz mężczyzny, na której również malowało się niezwykłe napięcie. Nie potrafił ukrywać uczuć.
– Farenie, doceniam twój dar i doskonale rozumiem, co on oznacza. – Pani Orianna rozpoczęła spokojnym, bardzo poważnym tonem głosu. – Nie zniosłabym jednak, gdybym ponownie miała zostać oszukana tak, jak poprzednim razem. Gdyby okazało się, że i teraz zostawiłeś sobie coś bez Mojej wiedzy, nie wiem, co bym z tobą zrobiła. Mój gniew byłby straszny, poprzednie obietnice straciłyby ważność, najpewniej nie uszedłbyś z życiem i nie byłaby to lekka śmierć. Dlatego zadam ci pytanie, a ty zastanów się nad odpowiedzią. Czy to naprawdę wszystko? Czy niczego w jakikolwiek sposób nie ukryłeś? - zakończyła z wielką powagą.
– Nie, Domina! – odparł lekko drżącym głosem. – Powróciłem, by zostać Twoim niewolnikiem. Twoim prawdziwym niewolnikiem. Dlatego oddałem wszystko. Jesteś teraz Panią mojego losu, mojego życia i mojej śmierci.
– Wierzę ci, Farenie – powiedziała po długiej chwili, nadal intensywnie wpatrując się w twarz mężczyzny. – W zamian za twoje dary, nałożę ci oznaki Mojego niewolnika.
– Pragnę tego, Domina.
Ostrożnie, by nie trącić przypadkiem niezwykłych urządzeń, Signora Orianna odepchnęła stopą zmaltretowany podnóżek, powstała z tronu i podeszła do biurka. Z ulgą pozbyła się ciężkiej korony, odłożyła również bicz i wyjęła z jednej z szuflad koszyczek ze zwykłymi niewolniczymi insygniami: obrożą z zainstalowanym systemem bezpieczeństwa oraz cztery obejmy. Powróciła do Farena i powoli, starannie nałożyła je kolejno na szyję i przeguby mężczyzny, w przypadku stóp sama nawet w tym celu przyklęknęła. Chciała mieć całkowitą pewność, że wszystkie zamki zadziałały w prawidłowy sposób. Na koniec pozbierała do opróżnionego koszyka otrzymane dary i umieściła w tej samej szufladzie biurka. Doznawała nie dającego się z niczym porównać uczucia triumfu. Najważniejszy cel został właśnie osiągnięty, pozostał już tylko ostatni krok na drodze do całkowitej satysfakcji. Musi jednak utwardzić serce, Faren potrafi być niebezpieczny z tym swoim spojrzeniem i elokwentnym językiem... Wracając, Pani Orianna nie zapomniała o biczu.
– Farenie, darowałem ci już w duchu większość kar, o wymierzeniu których marzyłam bezpośrednio po twojej zdradzie. Jakąś karę musisz jednak ponieść, wymagają tego Moja godność Dominy oraz twój status niewolnika.
– Rozumiem to, Signora. Proszę tylko o to, byś nie zamknęła uszu na błagalne słowa swego sługi.
– Krnąbrny sługa przekona się, że Domina Orianna potrafi wymierzać kary w bardzo różny sposób. Mam nadzieję, że ze swojej strony przygotowałeś wiele miłych, kwiecistych podziękowań.
Diuszesa uśmiechnęła się lekko i poprowadziła Farena w szczególny kąt komnaty, a następnie przypięła nadgarstki i kostki do zwisających z sufitu łańcuchów oraz wpuszczonych w podłogę pierścieni. Ponownie uczyniła to bardzo starannie, upewniając się kilkakrotnie, że szybkozłączki, obejmy, łańcuchy i pierścienie bezbłędnie spełniają swoją rolę. Uspokojona w tej materii, wykonała umówiony gest dłonią, odprawiając i zwalniając czuwający nad wszystkim i oczekujący na ewentualne wezwanie wyborowy oddział straży. Strażnicy okazali się niepotrzebni, na co zresztą Pani Orianna liczyła, a teraz ich obecność, choćby za pośrednictwem zainstalowanych na tę okazję kamer, byłaby krępująca. Na wszelki wypadek i tak za chwilę je zdezaktywuje, korzystając z przenośnego panelu sterowniczego. Tymczasem z zadowoleniem zaobserwowała utrzymujący się wzwód Farena. Może i nie lubi chłosty, ale nakładanie więzów i przypinanie do pręgierza zdawało się wcale mu nie przeszkadzać, wręcz przeciwnie. Ciekawe, jak zareaguje na przygotowane dla niego niespodzianki? Ostatnia myśl wywołała dreszcz pobudzenia Diuszesy i nie obawiała się już, że okaże draniowi niewczesną litość. O nie, zrealizuje swoje plany do końca. Zasłużył na wszystko, co mu przeznaczyła.
Ku zaskoczeniu Farena, Pani Orianna rozpoczęła od odwieszenia bicza i umyślnie głośno postukując obcasami udała się do salonu kąpielowego, po drodze dezaktywując kamery. Powróciła ciągnąc niewielki, umieszczony na zaopatrzonym w kółka stelażu kubeł wypełniony rozżarzonymi do czerwoności węglami. Podeszła do więźnia, starając się jak najdłużej utrzymać żar poza zasięgiem jego wzroku. Ostatecznie i tak jednak szeroko otworzył oczy z przerażenia.
– Domina... – Ośmielił się odezwać.
– Milcz, Farenie. Bezprawnie uczyniłeś na swym ciele znaki Mojego osobistego sługi i niewolnika, skoro chcesz być nim naprawdę, potwierdzę teraz ich ważność. Wiesz w jaki sposób? Powinieneś, skoro obserwowałeś nasze obyczaje.
Wydobyła z węgli zaopatrzony w drewniany uchwyt żelazny pręt, zakończony rozżarzoną cechą.
– Wiem, Domina...
Podsunęła cechę pod oczy Farena, zachowując jednak ostrożność i bezpieczny odstęp.
– To litera „O”, pierwsza Mojego imienia. Poniżej korony, stanowiącej oznakę przynależności do grona osobistych faworytów, wypalam na ich ciałach imię „Orianna”. W końcu powinno być wiadomo, komu służą i do kogo należą. Wypalam po jednej literze, w nagrodę za każdy wieczór, który uznałam za udany. A z twojej służby byłam zadowolona, zanim ujawniłeś swoją zdradę. Zasłużyłeś więc na pierwszą literę. Pisałeś, że poprzednie znaki dałeś sobie wypalić w równie tradycyjny sposób. Jeżeli to prawda, w co wierzę, wytrzymasz również teraz.
Diuszesa cofnęła się i zajęła odpowiednią pozycję.
– To bardzo ważne, abyś stał bez ruchu. W przeciwnym razie litera nie wypali się wyraźnie i przyniesie ci hańbę. A ja życzę sobie, abyś nosił ten znak z dumą. Możesz krzyczeć, ale nie wolno ci się ruszać. Rozumiesz, Farenie? - Użyła tonu poważnego i spokojnego.
– Tak, Domina – odpowiedział z drżeniem w głosie, które na szczęście nie przełożyło się na drżenie ciała.
– Zaczynamy więc, to tylko chwila...
Signora Orianna wybrała starannie miejsce na torsie niewolnika, w czym miała zresztą spore doświadczenie, przybliżyła pręt. Zauważyła, że przymknął oczy. Nie przedłużała już duchowych cierpień więźnia i szybkim, precyzyjnym ruchem docisnęła cechę.
– Aaaachhh!!!!!
Jednak krzyczał, czego w sumie nie mogła mieć mu za złe, ale zdołał ustać bez ruchu. Bardzo dobrze. Pani Orianna odsunęła żelazo i umieściła je w kuble. Litera prezentowała się czysto i wyraźnie, otoczona, co prawda, czerwonym zaognieniem, które jednak powinno się z czasem wygoić. Faren otworzył oczy, w których zalśniły łzy. Urocze, zasłużył na nagrodę.
Ostrożnie, by nie urazić oparzeliny, przytuliła się i wycisnęła na wargach poddanego długi pocałunek.
– Byłeś bardzo dzielny, Mój niewolniku. Wszystko poszło dobrze – wyszeptała, odsuwając usta. – A teraz zabezpieczymy się przed jakimś zakażeniem.
Z uchwytu przy stelażu Diuszesa Orianna wydobyła pojemnik ze środkiem odkażającym w sprayu i obficie spryskała zaognioną ranę. Wiedziała, że Faren musiał poczuć ulgę, maść zabezpieczy oparzelinę i przyspieszy gojenie. Dzięki temu w miarę szybko do litery „O” będzie mogła dołączyć kolejna: „R”. Ale o tym nie musiała przypominać w tej akurat chwili.
Ostrożnie wytoczyła stelaż z powrotem do salonu kąpielowego, z ogniem zawsze należy uważać i lepiej, aby kubeł z żarem nie plątał się pod nogami. Wracając zatrzymała się przy biurku, uważnie i starannie wybrała oraz podzieliła zgromadzone w szufladach przedmioty, kilka z nich umieściła w podręcznym, ale bardzo solidnym sejfie, inne ułożyła w użytym już poprzednio koszyczku. Podeszła do unieruchomionego w łańcuchach Farena i położyła koszyk tuż przed nim, by dokładnie ujrzał jego zawartość. Oczywiście w takiej jednak odległości, aby żadna miarą nie był w stanie dosięgnąć go w jakikolwiek sposób i przeszkodzić w zamiarach Signory Orianny.
– Spójrz, Farenie – odezwała się ciepłym, przyjaznym tonem. – Oto niektóre z darów, które złożyłeś u Moich stóp, a które Ja z radością przyjęłam. Dwa teleportery oraz dwa komunikatory, w tym jeden, który zostawiłeś poprzednim razem. Komu powierzyłeś ich bliźniacze, powiązane egzemplarze?
– Jeden adwokatowi, który zarządza ofiarowanym przez Ciebie, Najpotężniejsza z Władczyń, majątkiem. Drugi władzom firmy teleportacyjnej, z której usług skorzystałem.
– Bardzo rozsądnie, Farenie – pochwaliła. – A dlaczego zabrałeś aż dwa teleportery?
– Było mnie teraz na nie stać, więc trochę na wszelki wypadek, gdyby któryś uległ awarii, a trochę w nadziei... – Nie dokończył, jakby speszony.
– Nieważne – zamknęła temat. – Należą teraz do Mnie i zrobię z nimi, co zechcę.
Obdarzyła Farena uśmiechem, po czym udała się do garderoby i z pewnym wysiłkiem wytoczyła stamtąd kolejny przedmiot, wykonane specjalnie na tę okazję kowadło z ciężkim, kowalskim młotem. Więzień przyglądał się temu początkowo ze zdumieniem, potem z rosnącym zrozumieniem i przerażeniem. Ustawiła kowadło obok koszyczka, wybrała jeden z zamkniętych w tym momencie transmiterów i starannie ułożyła na bitni.
– Co czynisz, Pani! Nie, nie! Przestań! – Faren desperacko rzucił się w więzach, oczywiście bez rezultatu.
Diuszesa Orianna powoli uniosła młot, po czym z całej siły uderzyła w transmiter. Rozpadł się na drobne, zgniecione kawałki, elementy elektronicznego wnętrza rozsypały się szeroko po komnacie. Faren raz jeszcze szarpnął się w łańcuchach. Pani Orianna zdawała się nie zwracać na to uwagi. Wybrała drugi transmiter, ponownie uniosła młot.
– Nie rób tego, nie niszcz...
Daremne prośby więźnia przerwało kolejne uderzenie żelaza o żelazo. Drugie urządzenie podzieliło los pierwszego.
– Ofiarowałeś mi te zabawki, Farenie, a Ja uznałam, że nie będą już do niczego potrzebne. – Spokojny ton głosu Signory Orianny nie odpowiadał emocjom, które odczuwała. Rozsadzało ją poczucie spełnienia, oto nadeszła chwila zemsty i kary. I nie zamierzała na tym poprzestać. – Pora na teleportery.
Jedna z kryjących tajemnicze wnętrze bransolet spoczęła na kowadle. Szybkie opuszczenie młota i kolejne elektroniczne strzępy rozsypały się po podłodze. Faren spoglądał na to porażony bezruchem, oniemiały. Pani Orianna powoli, delektując się każdą chwilą, ujęła w dłoń ostatni przedmiot, obracała go w palcach tuż przed twarzą przerażonego, bezsilnego Farena.
– Nie, błagam... – wyszeptał. – Domina, błagam...
Teleporter spoczął na bitni. Jeszcze jedno uniesienie młota, niezrównana z niczym chwila, gdy zastygł w powietrzu w uchwycie dłoni Pani Orianny, długie spojrzenie w oczy Farena... Utwardziła serce i uderzyła po raz ostatni.
– Dlaczego? Signora, dlaczego? – Bolesny szept, przechodzący w szloch.
– Bo tak postanowiłam! Bo taka była Moja wola, wola Dominy – odparła twardo.
– Pani, zabrałem dwa teleportery, myślałem, miałem nadzieję, że może Ty również... Teraz wszystko przepadło... Dlaczego?
– Pragnąłeś zostać Moim niewolnikiem, prawdziwym niewolnikiem. I stałeś się nim teraz, nie poprzez nałożenie obroży, nie poprzez wypalenie piętna. Dopiero teraz jestem Panią twego losu, życia i śmierci. – Signora Orianna wypowiadała te słowa, doznając nieznanego dotąd uczucia zwycięstwa. Oto dokonała niemożliwego. Gdy Faren oszukał ją i upokorzył, targana bezsilnym gniewem marzyła o zemście, która wydawała się wówczas nieosiągalna. A oto właśnie się dopełniała. Zabawne, Domina zemściła się na niewolniku, odczuwa z tego powodu radość i satysfakcję. Kto uwierzyłby w coś takiego? A jednak to prawda, to największy przypływ emocji w całym życiu Diuszesy Orianny. Nigdy dotąd nie poczuła czegoś takiego. – Zapomnij o swoim poprzednim życiu. Nigdy do niego nie wrócisz. Pozostaniesz tutaj, w Moim świecie, jako Mój niewolnik. Twoim jedynym celem jest i będzie służba dla twojej Pani, służba dla Mnie. Jedyną nadzieją zyskanie Mojej łaski. Może wtedy twój los okaże się znośny i znajdziesz spełnienie swoich pragnień. Jeżeli nie... też je spełnisz, tylko niekoniecznie w taki sposób, w jaki to sobie wyobrażałeś... Rozumiesz, to Farenie?
Milczał.
– Rozumiesz, to Farenie? – ponowiła pytanie.
– Rozumiem, Domina. Ale dlaczego w taki sposób? – Nie potrafił ukryć bólu i rozpaczy.
– Bo taka jest Moja wola – powtórzyła dobitnie, z nową falą niezwykłej satysfakcji. – A teraz Farenie, czas na zasłużoną karę.
Signora Orianna zdjęła z uchwytu odwieszony uprzednio bicz, zajęła właściwą pozycję.
– Pamiętaj o odliczaniu kolejnych uderzeń, niewolniku. I o stosownych podziękowaniach. Może dzięki nim, chociaż dzisiaj to mało prawdopodobne, zdołasz zmiękczyć serce swojej Pani.
Smagnęła silnie przez plecy, tym razem bez szczególnej precyzji. Nie o to dzisiaj chodziło. I tak nie starczy miejsca na skórze, by dokładnie rozmieścić wszystkie pręgi, którymi zamierzała ją naznaczyć.
– Raz. Dziękuję, Najjaśniejsza Pani.
Uderzyła ponownie, tym razem słabiej.
– Dwa, dziękuję, Szlachetna Pani.
Przy trzecim smagnięciu Diuszesa nie wstrzymywała ręki, Faren rzucił się rozpaczliwie w więzach.
– Uaaachhh... Trzy, dziękuję, o Najdostojniejsza Pani.
Cóż, jak dotąd nie zachwycał szczególną elokwencją. Nie szkodzi, z czasem odzyska zapewne natchnienie. Signora Orianna obiecała sobie w duchu, że z pewnością dostarczy Farenowi właściwej motywacji. Tymczasem przerwała jednak chłostę i odstąpiła kilka kroków. Upewniwszy się, że znalazła się poza zasięgiem rozbieganego spojrzenia niewolnika, sięgnęła wolną dłonią ku ukrytej pomiędzy piersiami, wszytej po wewnętrznej stronie kostiumu kieszeni. Tak, klucz od sejfu spoczywał tam spokojnie i bezpiecznie. – „Mężczyźni.” – Pomyślała Pani Orianna. – „Tak łatwo nimi manipulować. Nieważne, czy chodzi o tresowanych od dzieciństwa niewolników, czy o przybyszów z obcych światów. Może nasi uczeni nie umieją konstruować równie zadziwiających urządzeń jak teleportery, ale złotnicy potrafią sporządzać doskonałe kopie wszelkiego rodzaju klejnotów.” – Z tymi szczególnymi, niewolniczymi obręczami też poradzili sobie doskonale. Zajęło to trzy dni, a Signora przewidująco poleciła sporządzić kilka egzemplarzy. Dodatkowe leżały teraz w sejfie, obok swych bezcennych, autentycznych pierwowzorów.
Faren zwisał bezsilnie w łańcuchach, oczekując kolejnych smagnięć bicza. Z pewnością bardziej niż ból fizyczny odczuwał jednak rozpacz, bezsilność, przerażenie, brak nadziei... Jego świat zawalił się właśnie w gruzy, a cena zrealizowania fantazji okazywała bardzo wysoka. I dobrze mu tak. Za to, co uczynił, zasłużył na karę! Na prawdziwą karę, a nie na kilka czy nawet kilkadziesiąt uderzeń bata. Pani Orianna po raz kolejny postanowiła, że będzie dzisiaj twarda i bezlitosna.
A ona sama? Okazałaby się kompletną idiotką, gdyby dobrowolnie zrezygnowała z możliwości podróżowania pomiędzy światami. Wcześniej czy później, zapewne wcześniej, zechce przeżyć tak ekscytującą przygodę. Wiedza i doświadczenie Farena okażą się wtedy bezcenne. Dlatego zachowa go przy życiu, nie wyda na tortury, nie ześle do kopalni czy na galery i będzie traktowała względnie łaskawie. No, nie tylko dlatego, Diuszesa Orianna uśmiechnęła się lekko. Przy swoich licznych wadach, właściwych zresztą wszystkim mężczyznom, Faren wydawał się całkiem miły, sympatyczny, niegłupi. Nieskończenie bardziej interesujący, niż wszyscy sklonowani i szkoleni latami niewolnicy razem wzięci.
Co prawda, w tej chwili odczuwał zapewne wobec swojej nowej, prawdziwej Pani i Władczyni żal oraz gorącą nienawiść. Nie szkodzi, odzyskanie jego miłości, sprawienie, by na nowo wielbił Signorę Oriannę jako Najwspanialszą z Bogiń nie powinno okazać się trudne. Zastosuje stare, sprawdzone metody. Początkowo potraktuje Farena z chłodną, stanowczą surowością, z czasem zacznie łagodzić rygory. Da się ubłagać w jednej czy dwóch pomniejszych sprawach, kilka razy okaże łaskawość, pozwoli służyć w sypialni, w końcu weźmie do łoża i uczyni ulubionym faworytem. Zajmie to trochę czasu, ale przecież mają go pod dostatkiem. W trakcie tych zabiegów uzupełni napis na torsie Farena. Oprócz własnego imienia przewidziała też miejsce na stosowny tytuł: Domina, Signora lub Diuszesa. Nie wybrała jeszcze, który konkretnie. To, czy oszczędzi mu jednej lub dwóch liter, Pani Orianna uzależni od postępów Farena jako adoratora Władczyni Niebios i Ziemi.
Pomyślała, że od pewnego czasu w jej nudnym, uporządkowanym życiu, w którym wszelkie kaprysy zaspokajano na jedno skinienie dłoni Dominy, pojawiły się ekscytujące nowości: prawdziwe uczucia, prawdziwe pragnienia, prawdziwe starania i zabiegi, wreszcie nieporównywalny z niczym smak prawdziwego zwycięstwa. Diuszesa Orianna musiała przyznać, że wszystko to stało się za sprawą tego niezwykłego niewolnika. A czekają ją przecież kolejne doznania, ukoronowane osobistym poznaniem innych światów. Zresztą już samo odzyskanie uczuć Farena powinno sprawić jej dużo przyjemności. Sprawi dużo radości im obojgu, postanowiła. Domina Orianna potrafi się o to postarać, a zacznie dzisiejszego wieczoru. Miłość, lojalność i uwielbienie Farena z pewnością okażą się w obcych światach jeszcze cenniejsze niż wiedza czy doświadczenie.
Pani Orianna uśmiechnęła się do własnych myśli, głośno postukując końcówkami obcasów postąpiła kilka kroków, zajęła właściwą pozycję za plecami więźnia, uniosła dzierżącą bicz dłoń i przygotowała na wysłuchanie wielu elokwentnych, egzotycznych komplementów, tytułów oraz podziękowań.
PS. Opowiadanie to zostało zainspirowane słynnym niegdyś przebojem Michaela Jacksona „Remember The Time”, a zwłaszcza połączonym z nim teledyskiem. Swego czasu wywarł on na mnie duże wrażenie, obecnie przekute w powyższy tekst.