#8398468 04.08.2026 16:17:00
Remember The Time
Signora Orianna obudziła się w środku nocy i nie mogła zasnąć. Daremnie przewracała się z boku na bok w poszukiwaniu wygodnej pozycji oraz odbiegłego snu, przeliczała tysięczne stada baranów, nuciła w myślach słowa znanych piosenek. Bezskutecznie, sen nie zamierzał powrócić, narastały natomiast irytacja i rozdrażnienie. Co gorsza, Pani Orianna doskonale znała ich powód. Oto spędzała w tym ogromnym łożu już czwartą, samotną noc z rzędu. Zdecydowała się na tę niedogodność z własnej woli, chcąc samej sobie udowodnić, że potrafi dobrze spać bez niczyjego towarzystwa. Eksperyment zaplanowała na dziesięć dni i oto już czwartej nocy okazało się, że jednak nie potrafi.
Wzbierająca złość znalazła nowy obiekt, zwróciła się przeciwko samej Signorze Oriannie. Co ona właściwie wyprawia? Czy już kompletnie zwariowała? Dlaczego tak się umartwia? Wielka Bogini nigdy niczego podobnego nie nakazywała. Jutro ma pracowity dzień, wizytacja plantacji bawełny i odprawa z zarządcami, wieczorem przyjęcie u Diuszesy Sereny. Chciałaby się po prostu wyspać. Nadal zirytowana, energicznym ruchem dłoni wdusiła przycisk przywołania. Usłyszała cichy, stłumiony kilkoma ścianami apartamentu dźwięk dzwonka.
Znudzona, w poszukiwaniu nowych wrażeń, zdecydowała się przed kilkoma dniami na doświadczenie samotnego spędzania kolejnych nocy, doświadczenie które okazało się właśnie całkowitym nieporozumieniem. Skoro przyznała to już otwarcie sama przed sobą, dlaczego nie miałaby przerwać tę nieudaną zabawę? Jest przecież panią samej siebie, zresztą nie tylko siebie, i może czynić we własnej sypialni wszystko, na co przyjdzie jej ochota.
Pogrążona w gwałtownych myślach Signora Orianna uświadomiła sobie, że musiał już upłynąć czas zmówienia jednej czy dwóch litanii, a pomimo wezwania nikt się nie pojawił. Co oni tam sobie wyobrażają, pospali się, czy co? Nacisnęła przycisk ponownie, dwa razy. Poniewczasie zdała sobie sprawę, że przyzwała w ten sposób dwóch niewolników. Nie szkodzi, wybierze jednego, drugiego odprawi. Chce tylko, by ukołysał ją do snu. Nadal jednak nikt nie nadchodził. Proszę, oto do czego prowadzą głupie eksperymenty. Wystarczyło, by przez kilka kolejnych nocy nikogo nie przywoływała, a dyscyplina i gorliwość wśród służby uległy rozluźnieniu. Trzeba zająć się tą sprawą i wyciągnąć konsekwencje, ale może niekoniecznie w obecnej chwili, o ile liczy na sen tej nocy. Co prawda, jeżeli spóźnią się jeszcze bardziej, to sen tak czy inaczej nie nadejdzie i będzie musiała znaleźć inny sposób na spędzenie najciemniejszej pory doby. Obiecała sobie, że pożałują swego niedbalstwa.
Nadal nie mogła doczekać się pukania do drzwi sypialni i rozdrażnienie zaczęło przechodzić w uczucie niepokoju. Coś musiało się stać. Mityczny bunt niewolników? Zupełne niepodobieństwo. Coś takiego nigdy się nie wydarzyło i nie wydarzy, a zbuntowani niewolnicy pojawiali się tylko w budzących dreszczyk emocji fantazjach snutych przez młodsze wiekiem, spragnione wrażeń Dominy. Pomimo wszelkich środków ostrożności i kontroli mógł się jednak trafić jakiś szaleniec. Mało prawdopodobne, ale nie dało się tego wykluczyć. Na wszelki wypadek ujęła spoczywający na nocnym stoliku pilot systemu bezpieczeństwa. Przyciśnięcie jednego z guzików powodowało wysłanie niemożliwego do ekranowania sygnału, który uruchamiał specjalne obwody zainstalowane w każdej niewolniczej obroży. Porażała ona wówczas jej nosiciela silnym, paraliżującym atakiem bólu. Promień działania sygnału oraz natężenie cierpienia, aż do utraty przytomności, można było regulować wybierając taki czy inny z wyraźnie oznaczonych przycisków. Signora Orianna nigdy dotąd nie korzystała z urządzenia dla istotnej potrzeby, a tylko podczas zalecanych, okresowych kontroli działania systemu. Wysyłała wtedy najsłabsze impulsy, a pomimo tego, że porażenie nie powodowało trwałych szkód dla zdrowia, efekty działania obwodu bezpieczeństwa budziły w niej niesmak. Wiedziała oczywiście, że wiele Domin używa pilota na co dzień, dla utrzymywania dyscypliny, wymierzania kar, a również we własnych sypialniach, nie pochwalała jednak takich metod. Wolała inne, tradycyjne, na swój sposób czystsze i bardziej osobiste.
Wreszcie rozległo się pukanie do drzwi. Signora Orianna poczuła ożywczy dreszcz niepokoju, ukrytą pod kołdrą dłonią ścisnęła mocniej dającego poczucie bezpieczeństwa pilota i pewnym głosem zadysponowała:
– Wejść!
Zamiast mitycznego tłumu buntowników czy odrobinę mniej nieprawdopodobnego szaleńca z maczetą, w drzwiach stanął średniego wzrostu mężczyzna białej rasy, odziany w przepaskę biodrową oraz połyskujące metalicznie we wpadającej przez okna poświacie księżyca, przewidziane prawem i obyczajem oznaki swego statusu: obrożę na szyi oraz obejmy-bransolety na nadgarstkach i kostkach nóg. Zanim zdążyła ujrzeć coś więcej, zamknął za sobą drzwi po czym zgodnie z etykietą upadł na kolana, pochylił się w głębokim ukłonie i dotknął czołem podłogi.
– Dlaczego tak późno? I dlaczego jesteś sam? – zapytała ostro.
– Wybacz, Szlachetna Pani. Przybyłem tak szybko, jak tylko zdołałem. I słyszałem tylko jeden dzwonek.
W oczywisty sposób kłamał. Nawet w sypialni dobiegły ją ciche lecz wyraźne dźwięki wszystkich przywołań. Poczuła powracającą falę rozdrażnienia i irytacji. Wdusiła przycisk kontaktu, rozjaśniając komnatę przyćmionym światłem, nadal zachowującym nastrojowy półmrok, pozwalającym jednak ujrzeć wszystko znacznie dokładniej niż w zwodniczym blasku księżyca.
– Wstań! Chcę widzieć twoją twarz – rzuciła gniewnie.
Teraz mogła lepiej przyjrzeć się niewolnikowi. W miarę wysoki, dobrze zbudowany, ale bez przesady. Przekroczył już próg młodości, ale nie osiągnął jeszcze zaawansowanego wieku średniego. Był więc zapewne kilka lat starszy od samej Signory Orianny. To by się zgadzało, takich właśnie preferowała wśród osobistych faworytów. Na otaczanie się tłumem umięśnionych młodzieńców, co praktykowało wiele starszych wiekiem Domin, miała jeszcze dużo czasu. Oczywiście, nosił wypalony na torsie znak dwóch skrzyżowanych, kolczastych kwiatów róży, herb Księstwa Rossano, jej własny herb. Powyżej, pozostawiając sporo wolnego miejsca, tuż pod szyją wypalono książęcą koronę, dowód przynależności do grupy osobistych faworytów Diuszesy oraz przebycia stosownego procesu sprawdzenia i szkolenia. Poniżej herbu utrwalono w podobny sposób imię niewolnika, Faren, ozdobione dodatkowo stylizowanymi kajdanami. Tym niemniej, nie potrafiła rozpoznać twarzy sługi, co jednak nie dziwiło, skoro nie obdarzyła go jeszcze żadną literą własnego imienia.
– Jesteś tu nowy, Farenie? – indagowała.
– Tak, Szlachetna Pani. To mój pierwszy dyżur – odpowiedział drżącym głosem.
To również by się zgadzało. Poszukując sposobów odegnania nudy, często zmieniała skład grupy osobistych faworytów. Skoro był nowy, mogło to wiele wyjaśniać. Każdej nocy czuwało, oczekując na ewentualne wezwanie Signory, czterech dyżurnych niewolników. Skoro kilka nocy upłynęło bez przywołania, doszli zapewne do wniosku, że nie wezwie ich również obecnej i rozeszli się gdzieś w swoich sprawach, pozostawiając na posterunku samotnego nowicjusza. A ten albo zaspał, albo próbował w ostatniej chwili odnaleźć towarzyszy. Ostatecznie przybył sam, spóźniony. W żadnym wypadku nie sprawiał wrażenia buntownika czy szaleńca, za to potwornie się bał. To nawet nie dziwiło, żaden niewolnik nie chciałby narazić się na gniew Dominy, zwłaszcza podczas pierwszego dyżuru.
Z westchnieniem ulgi, a może również pewnego rozczarowania, Pani Orianna odłożyła pilota, wsuwając przedmiot pod jedną z poduszek. Uniosła się do pozycji półsiedzącej, pozwalając by kołdra opadła, odsłaniając biust. Faren wpatrywał się intensywnie w ofiarowane mu widoki. Właściwie, w obecności Signory powinien wbić spojrzenie w podłogę, ale przecież sama kazała mu spojrzeć sobie w twarz. I ostatecznie, nie miała żadnego powodu, by wstydzić się swych nagich piersi, podobnie jak i całej, bardzo kobiecej sylwetki.
I cóż miała z tym wszystkim począć? Ten cały Faren kłamał, chcąc zapewne ukryć samowolne opuszczenie posterunku przez bardziej doświadczonych towarzyszy. Gdyby przycisnęła teraz niewolnika, wniknęła w tę sprawę oraz wymierzyła zasłużone kary, stałby się obiektem powszechnej nienawiści i szykan. Ceniła sobie opinię Pani sprawiedliwej i wspaniałomyślnej, a przerażony nowicjusz obudził litościwą stronę jej natury. Okaże mu więc tajemną łaskę i uda, że niczego nie zauważyła. Niedbałych w służbie faworytów odeśle wkrótce przy takiej czy innej okazji, zastąpi nowymi. I tak zdążyli już się jej znudzić. Nie może jednak pozwolić, by Faren nabrał przekonania, że zdołał bezkarnie oszukać Dominę.
– Farenie, jeżeli mnie okłamałeś, będę musiała surowo cię ukarać i odprawię z pałacu. Dlatego zapytam jeszcze raz, powiedz prawdę, przyznaj się, a może okażę ci łaskę i wyznaczę jakąś łagodną karę. Zaspałeś na posterunku i nie usłyszałeś dzwonka?
– Tak, Signora. Tak właśnie było. Zaspałem, błagam Szlachetna Pani, błagam o łaskę. – Ponownie upadł na kolana. – Ukarz mnie jak zechcesz, Domina, tylko nie odsyłaj, nie odsyłaj...
Faren rzucił się na zaofiarowane mu wytłumaczenie niejasnej sytuacji niczym tonący rozbitek na koło ratunkowe, w jego głosie zabrzmiały szczere nuty rozpaczy i desperacji, żarliwości niespotykanej nawet u zagrożonego karą i błagającego o litość niewolnika. Ponownie poczuła przypływ życzliwości, miała ochotę okazać mu łaskę, ale przecież było nie było, w taki czy inny sposób zawinił. Niech sama Wielka Bogini rozsądzi wedle swej woli.
Odrzuciła kołdrę i przysiadła na krawędzi łoża, ukazując krągłe biodra, smukłe nogi, wąskie, arystokratyczne stopy. Pozwoliła, by sycił wzrok ofiarowanymi mu widokami.
– Opuść przepaskę, Farenie – poleciła.
Rozwiązał węzeł i gdy otaczająca biodra niewolnika szmata opadła na podłogę, ujrzała prawidłowo ukształtowane genitalia oraz słusznych, chociaż nieprzesadnych rozmiarów penisa. Dokładnie takiego, jakie lubiła. Niestety, fiut pozostawał w stanie spoczynku niczym przekłuty balon. Odczuła zawód, rozczarowanie i nowy przypływ gniewu. Co prawda, samowolny wzwód w obecności Dominy prawo uważało za zagrożone karą przewinienie, ale jako Diuszesa-Władczyni prowincji mogła we własnej sypialni spokojnie ignorować nieżyciowe przepisy i zwykle to robiła. Od swoich faworytów oczekiwała czegoś dokładnie odwrotnego, niż głosiło prawo. „Czoło pochylone głęboko, fiut sterczy wysoko.” Oto właściwa dla osobistego niewolnika postawa. Składali jej w ten sposób podwójny hołd. Niektóre Dominy zakuwały faworytów w poskramiające wzwód pierścienie, a przetrzymani w ten sposób przez tydzień czy dwa, prężyli się natychmiast po uwolnieniu. Ale jaka z tego satysfakcja? Nie stosowała takich metod i pozostawiała niewolnikom swobodę. Najprawdopodobniej spuszczali się gdzieś po kątach, nie wnikała w to i nie miała ochoty na rozgrzebywanie podobnych brudów. Ale wezwany przed oblicze Signory faworyt miał stanąć na baczność, w każdym znaczeniu tego słowa. Tymczasem Faren zawiódł w tym istotnym aspekcie, pomimo ofiarowanych mu wrażeń. Niedawna życzliwość uleciała z duszy Pani Orianny, a powracający gniew przerodził się w chęć ukarania niewolnika, najlepiej osobiście i natychmiast. Przecież i tak nie zdoła już teraz zasnąć.
– Przynieś buty, czarne muszkieterki – zadysponowała.
Przez chwilę rozglądał się zdezorientowany, jak gdyby nie bardzo wiedział, gdzie ma szukać jakichkolwiek butów swojej Pani. Ruszył wreszcie niepewnie w stronę drzwi garderoby, zresztą jedynych w komnacie poza wejściowymi oraz otwartym przejściem do salonu kąpielowego.
Właściwie, aby ukarać niewolnika nie musiała nakładać aż takich butów. Równie dobrze mogła uczynić to naga i bosa. W podobnych sytuacjach lepiej czuła się jednak na wysokich obcasach. Dodawały nie tylko wzrostu, wzmacniały również niezbędną stanowczość i surowość. Stanowiły nadto tradycyjny symbol nierozerwalnie powiązanych ze sobą, najważniejszych atrybutów Dominy: władzy i kobiecości. A poza wszystkim, dobrze wiedziała, że w sięgających połowy uda butach z lśniącej, czarnej skóry prezentuje się doskonale. „Włosy i buty sięgają dupy”, głosiło wulgarne nieco powiedzenie, opisujące klasyczny „strój” Dominy. Ten cały Faren obraził ją swoją obojętnością, zapragnęła więc, by oddał jednak należny Signorze hołd, najlepiej podczas wymierzania kary.
Nie zapominała, że większość służących w pałacu niewolników wykazywała silne upodobania fetyszystyczne. Tak ich dobierano, a odpowiednie skłonności wyszukiwano, wpajano, rozbudzano i wzmacniano od wczesnych lat dzieciństwa. Najczęściej występującym u mężczyzn fetyszem, najłatwiejszym do pobudzenia, a zarazem najkorzystniejszym z punktu widzenia Dominy był fetysz kobiecych stóp i butów. Tacy niewolnicy służyli najlepiej i najgorliwiej, takich zatrudniano w rezydencjach, wybierano z nich osobisty personel. Najprawdopodobniej Faren też musiał być fetyszystą, a skoro nie zareagował na ukazany mu widok pięknych stóp Signory Orianny, powinien docenić równie piękne buty Dominy.
Tymczasem obiekt planów i rozmyślań Pani Orianny zniknął w garderobie i guzdrał się tam niemiłosiernie. Niemożliwe, by miał problemy z odszukaniem rzucających się w oczy, wyeksponowanych na prawidłach wysokich muszkieterek. Zgromadziła w garderobie całe mnóstwo strojów, akcesoriów i dodatków, które mogły okazać się przydatne w sypialni. Czyżby Faren ośmielił się przegrzebywać je brudnymi łapami? Ogarnięta nagłym gniewem, była już gotowa zerwać się z miejsca i przekonać o prawdziwości swoich domysłów, a gdyby się potwierdziły... Kto wie, czy pomimo późnej pory nie zdecydowałaby się na natychmiastową wizytę w lochach, gdzie mogła wymierzać kary naprawdę ciężkie i bolesne. Na szczęście dla siebie, Faren w tejże chwili pojawił się w drzwiach, o dziwo trzymając w dłoniach właściwą parę butów.
– Obuj swoją Panią – rozkazała.
Kolejne pozytywne zaskoczenie, poradził sobie całkiem dobrze. Po pierwsze, nie pomylił prawego buta z lewym i dobrał je właściwie. Nie było to wcale takie oczywiste, nowa moda umieściła zamki błyskawiczne nie z boku, lecz z tyłu wysokich cholewek. Wymagało to przy identyfikacji pewnego skupienia uwagi, a w pośpiechu, niepewnym świetle oraz przy narastającym pobudzeniu zdarzało się, że pechowi niewolnicy pomylili się raz czy drugi. Ależ miała wtedy zabawę, drwiła z nich bezlitośnie, wyzywała od nieudaczników, groziła zesłaniem do kopalni lub na galerę. Ostatecznie kończyło się na kilku silnych smagnięciach biczem lub szpicrutą przez pochylone plecy. Zasłużyli, a w przyszłości nie popełniali podobnych błędów. Faren zręcznie nasunął jednak buty na stopy, naciągnął cholewki, ostrożnie zapiął zamki błyskawiczne, by nie urazić przypadkiem delikatnej skóry Signory. W nagrodę zmierzwiła ręką włosy niewolnika.
Powstała z łoża i uczyniła kilka kroków. Niełatwą sztukę energicznego, dumnego a przy tym wdzięcznego stąpania na ołówkowych obcasach opanowała nie bez pewnego trudu, umiejętność ta przynosiła jednak doskonałe efekty i chętnie z niej korzystała. Podeszła do biurka, nie omieszkując przy tym zauważyć, że jej starania nie pozostają bez odpowiedzi. A więc Faren jest jednak dobrym, uczciwym fetyszystą. Doskonale, zaraz podrzuci mu kolejne bodźce.
– Podejdź tutaj – poleciła.
Nie popełnił błędu i zbliżył się na kolanach. Wydobyła z szuflady dwie zaopatrzone w skórzane uprzęże ostrogi, upuściła na podłogę tuż przed czubkami butów.
– Przypnij – rozkazała.
Tym razem ujawnił niepojętą ignorancję. Nie potrafił nawet odróżnić lewej od prawej, zirytowana Signora Orianna wskazała mu je wreszcie dwoma szturchnięciami spiczastych czubków właściwych butów. Niewiele to pomogło, układ skórzanych pasków i sprzączek okazał się dla Farena nierozwiązywalną łamigłówką. Czego ich tam teraz uczą podczas szkolenia? Przecież przypinanie ostróg do butów na wysokim obcasie to umiejętność łatwa do wyćwiczenia, niezbędna zarówno dla stajennych, jak i osobistych niewolników służących w sypialni Diuszesy.
– Nałóż tę pętlę na obcas – zadysponowała w końcu, zniecierpliwiona tym, że już od całej litanii czeka, stojąc na jednej nodze i unosząc w odpowiedniej pozycji drugą.
Po tym przełomowym odkryciu Faren rozszyfrował wreszcie tajemnicę uprzęży i dokończył dzieła, łącząc rzemienne paski we właściwy sposób i mocno zaciągając zapięcia. Tupnęła na próbę nogą, ostroga trzymała się pewnie i mocno. Z drugą poszło już łatwiej, jeżeli nawet sługa nie został właściwie wyszkolony, to przynajmniej szybko się uczył. Z przyjemnością ujrzała też kolejne objawy rodzącego się wzwodu. Pora przejść do rzeczy.
Energicznym ruchem głowy rozrzuciła włosy i ruszyła ku specjalnemu kątowi sypialni. Po kilku krokach metaliczne końcówki obcasów zastukały dźwięcznie na kamiennych płytkach. Wyłożono nimi cały fragment podłogi oraz pobliskie fragmenty ścian. Chodziło nie tylko o przyjemne, podniecające efekty akustyczne. Było to miejsce wymierzania kar, a chociaż w sypialni stanowiły one zazwyczaj element zabawy i rozgrzewki, to jednak zdarzało się niekiedy, że niewolnik okazywał się wyjątkowo irytujący, a Signora zatracała się nieco w doznawanych emocjach i pojawiała się krew, albo mniej jeszcze przyjemne wydzieliny. Dzięki przewidującemu użyciu kamienia, wszystko dawało się bez większego trudu posprzątać. Obowiązek ten należał do samego winowajcy, gdy już z nim skończyła. On miał ułatwione zadanie, a ona zachowywała w sypialni schludną czystość.
– Wstań i podejdź tutaj – rozkazała. – Unieś ręce.
Ołówkowe obcasy raz jeszcze okazały swoją przydatność. Obecnie Pani Orianna przewyższała nieco Farena wzrostem i stając na palcach mogła sięgnąć własnymi dłońmi wyżej niż on. Dzięki temu przypięła nadgarstki niewolnika do górnych ogniw zwisających z sufitu łańcuchów. Wykorzystała przytwierdzone na stałe do jego bransolet szybkozłączki. Bardzo wygodny wynalazek. To dlatego niewolnicy nosili zawsze obejmy na przegubach rąk i kostkach nóg. Używając szybkozłączek można było sprawnie i bez trudu unieruchomić każdego z nich w dowolnej, wygodnej akurat dla Dominy pozycji. Szturchnięciem dłoni rozsunęła nogi Farena i przypięła je do wpuszczonych w posadzkę pierścieni. Stał teraz wyciągnięty jak struna, cudownie dostępny dla wszelkich pomysłów i działań swojej Pani. Nie planowała dzisiaj niczego szczególnego, po prostu niewielką, umiarkowaną chłostę. Obiecana lekka kara, którą również ona sama powinna rozgrzać ciało, serce i duszę. Postąpiła kilka kroków i z wiszących na ścianie przyrządów wybrała odpowiedni do swych planów krótki, wykonany ze skręconych rzemieni bicz. Nie wpleciono weń ani okrutnych, ołowianych kulek, ani rozrywających skórę metalowych haczyków. W sypialni nie lubiła, mimo wszystko, zbyt dużego rozlewu krwi. Wspomniane przyrządy trzymała w lochu, rezerwując na nieczęste zresztą, poważniejsze okazje.
Podeszła do Farena i uniosła brodę niewolnika zwiniętym ciasno biczem.
– Za swoje niedbalstwo w służbie zostaniesz ukarany chłostą – oświadczyła, spoglądając mu w oczy. – Oczekuję, że każde kolejne smagnięcie odliczysz i za każde pięknie swojej Pani podziękujesz. Im piękniej i ciekawiej, tym lepiej. Lubię elokwentnych niewolników, może zdołasz zmiękczyć moje serce i daruję ci resztę kary.
Z przyjemnością zauważyła, że wzwód bynajmniej nie opadł, wręcz przeciwnie. Czyżby on lubił chłostę? Trafiali się i tacy, to ich upodobanie również potrafiła odpowiednio wykorzystywać. Obeszła więźnia i stanęła za jego plecami. Z pewnym zdziwieniem zauważyła, że nie nosi na ciele żadnych starych śladów po batach. Zdumiewające, gdzie on się uchował? No nic, czas naprawić to niedopatrzenie. Dzięki obcasom bez trudu sięgnęła ustami prawego ucha niewolnika.
– Wzywając cię chciałam tylko, byś utulił mnie do snu – wyszeptała. – Okazało się jednak, że muszę ukarać twoją nieudolność. – Przygryzła lekko płatek ucha. Drgnął, zabrzęczały łańcuchy. Cudownie. – Nie chcielibyśmy jednak obudzić całego pałacu. Dlatego nie wolno ci krzyczeć. Możesz jęczeć, płakać, błagać o litość. Nie zapominaj też o odliczaniu, podziękowaniach i godnych Mojej Osoby tytułach. Jeżeli jednak zaczniesz wrzeszczeć, zaknebluję cię i będę smagała znacznie silniej niż uprzednio. Stracisz też wtedy szansę na zmiękczenie mego serca. Zrozumiałeś, Farenie?
– Tak, Domina.
– Na początek wystarczy, ale oczekuję większej elokwencji.
Odstąpiła dwa kroki, zajęła odpowiednią pozycję i uniosła ramię. Pierwsze uderzenie spadło wysoko na plecy Farena.
– Jeden. Dziękuję, Szlachetna Pani.
Kolejne wymierzyła o dłoń niżej.
– Dwa. Dziękuję, Dostojna Pani.
Bicz nie rozcinał skóry i nie popłynęła krew. Pozostawiał jednak wyraźnie widoczne, nawet w panującym półmroku, czerwone, nabrzmiałe pręgi. Postanowiła naznaczyć nimi w regularnych odstępach plecy, pośladki i uda Farena. Rano, w pełnym świetle, odpowiednio dojrzałe, zaprezentują się jako wspaniała ozdoba, w sam raz odpowiednia dla osobistego niewolnika Dominy.
– Aaach. Trzy. Dziękuje, Najjaśniejsza Pani.
– Cztery. Dziękuję, Czcigodna. Okaż łaskę, błagam.
Posuwała się w dół pleców, wysmagała pośladki, zajęła się udami, dochodząc aż do kolan.
– Uuuchhh. Dziesięć. Dziękuję, Najmiłościwsza Pani. Błagam, błagam, ulituj się.
Faren nie zachwycał erupcjami elokwencji, ale i tak chłosta pobudziła Signorę Oriannę, sprawiła przyjemność. Jak zawsze. Po prostu lubiła świst bicza, odgłos skóry uderzającej o skórę, brzęk łańcuchów, widok wijącego się z bólu, zdanego na jej łaskę i niełaskę nagiego, męskiego ciała, jęki, błagania, szloch, z trudem stłumione okrzyki bólu. Czuła już rozkoszną, gorącą wilgoć pomiędzy nogami. Postanowiła ruszyć teraz w górę, lokując kolejne smagnięcia dokładnie w połowie odstępów pomiędzy poprzednimi. Odczuwała słuszną dumę z tego, jak mistrzowsko i precyzyjnie władała biczem.
– Uaachh... Jedenaście, dziękuję, Królowo Królów.
Wreszcie zaczął wysławiać się w bardziej oryginalny, interesujący sposób.
– Dwanaście, dziękuję o Władczyni Czterech Stron Świata.
Doceniając rosnącą elokwencję Farena, chybiła nieco kolejne uderzenie, ślad po biczu wypadł za wysoko.
– Trzynaście, dziękuję i błagam o litość, o Pani Górnego i Dolnego Kraju.
Zirytowana sama na siebie, smagnęła mocniej.
– Uaaachhh... Dziękuję, dziękuję, łaski o Władczyni Niebios i Ziemi. Czternaście.
Coraz ciekawiej. Ułagodzona, powróciła do poprzedniej siły uderzeń, może nawet odrobinę je osłabiła.
– Piętnaście, dziękuję o Ty, Która nosisz Koronę Lotosu i Papirusu.
– Szesnaście, dziękuję o Najwspanialsza z Bogiń. Ulituj się...
Doprawdy, podziękowania brzmiały oryginalnie i wyjątkowo miło dla uszu. Diuszesa Orianna pomyślała, że powinna może okazać łaskę i zaprzestać chłosty. Tym bardziej, że przyjemne wrażenia ogólne, połączone z elokwencją Farena, zrobiły swoje i tajemne miejsce rozkoszy pulsowało gorącem, ociekając wilgocią. Ciekawość jednak zwyciężyła. Co jeszcze zdoła wymyślić?
– Siedemnaście... Dziękuję i błagam o łaskę, o Ty, Która Dajesz Światło i Życie.
Nie zawiódł oczekiwań. Dotarła nieco powyżej pośladków i odczuwała wielką ochotę, by poznać dalsze objawy zadziwiającej elokwencji niewolnika, przeważyło poczucie sprawiedliwości. Obiecała łaskę, a on na nią zasłużył. Będą kolejne okazje, zostawmy coś na przyszłość. Pomimo fatalnego początku, Faren zagości chyba na dłużej w gronie osobistych faworytów.
Nie wypuszczając bicza z dłoni, Signora Orianna podeszła do niewolnika, przeciągnęła palcami po kilku nabrzmiałych śladach smagnięć, wsparła piersi o jego plecy. Sięgnęła wolną ręką w dół i przekonała się, że wzwód opadł. Chyba jednak nie lubi chłosty. W sumie to i lepiej, niewolnik powinien obawiać się kary, a chłosta należała do jej ulubionych i najczęściej stosowanych. Jeżeli jednak chciała mieć obecnie z Farena inny pożytek, a domagała się tego pulsująca cipa, musiała szybko postawić go do pionu. Na szczęście, istniały ku temu wypróbowane sposoby.
Rozczochrała wolną ręką włosy Farena, pochyliła się.
– Byłeś bardzo dzielny, jestem z ciebie dumna – wyszeptała. – Nie musiałam cię zakneblować, a twoje podziękowania miło zabrzmiały w moich uszach. Zmiękczyłeś serce swojej Pani i darowałam ci resztę kary.
– Jestem wdzięczny, o Najpotężniejsza z Władczyń...
– Ciii... – Przyłożyła palec do ust niewolnika. – Zachowaj to na inną okazję...
Obeszła więźnia i stanęła naprzeciw jego twarzy. Przyciągnęła dłońmi głowę.
– Oto twoja nagroda, Farenie.
Szybkim ruchem wycisnęła pocałunek na spierzchniętych wargach, wtargnęła językiem, zepchnęła do defensywy i królowała w ustach niewolnika. Ramiona zacisnęła silnie na plecach, przywarła piersiami do torsu, uniesione nieco, obleczone skórą kolano wbiła w genitalia. Odstąpiła po chwili, czując że jej starania przyniosły już pierwsze, zauważalne efekty. Uniosła się nieco, stając na palcach i w przypadkowy jakoby sposób przydeptując podeszwą buta stopę więźnia. Odpięła kolejno szybkozłączki na nadgarstkach. Faren opuścił zmęczone ramiona.
Energicznym krokiem przeszła w inny kąt komnaty i rozsiadła się wygodnie w fotelu, stworzonym wręcz do tego, by tonąć w jego objęciach.
– Uwolnij się i podejdź tutaj – rozkazała.
Aby to uczynić, musiał wykonać głęboki skłon połączony ze szpagatem. Obserwowanie usilnych starań Farena mogłoby nawet okazać się zajęciem zabawnym, gdyby nie narastający żar pomiędzy nogami. Potrzebowała go gdzie indziej i to natychmiast. Uwolnił wreszcie jedną nogę, z drugą poszło już łatwiej. Zbliżył się z pochyloną głową. Właściwie, powinien przypełznąć na kolanach, pominęła jednak ten brak poszanowania etykiety milczeniem. Dzięki temu podszedł szybciej, a ona mogła dostrzec wyraźnie już widoczne oznaki ponownego pobudzenia Farena.
– Odwróć się – zadysponowała. Gdy to uczynił, spięła na plecach nadgarstki niewolnika. Szybkozłączki ponownie okazały się bardzo przydatne. – Wyliż swoją Panią – rozkazała.
Tym razem upadł, oczywiście, na kolana, wsunął głowę pomiędzy gościnnie rozsunięte uda. Signora Orianna spodziewała się entuzjastycznego, pełnego gorliwego zapału ataku, pozbawionego jednak finezji i wyczucia. Ostatecznie, tej akurat sztuki niewolnicy nie byli w stanie nabyć podczas szkolenia, mogli uczyć się jej w jeden tylko sposób, służąc swojej Pani. Początki zawsze bywały nieudolne i musiała okazywać pewną cierpliwość. Rzecz jasna, niezbyt wielką. Faren zaskoczył ją jednak ponownie. Okazał się samorodnym talentem. Trafił we właściwe miejsce, poruszał językiem szybko i energicznie, wykonując na zmianę to poziome ruchy czubeczkiem swego najważniejszego w tym momencie organu, to znów zmieniał kierunek, używając całej, cudownie szorstkiej powierzchni i wzmacniając siłę zdecydowanymi pochyleniami głowy. Czując przyjemne podrażnienie, narastające naprężenie i dreszcze, Signora Orianna przypomniała sobie z trudem, że jeżeli chce przejść następnie bez żadnej zwłoki do kolejnego aktu, musi zadbać o podtrzymanie pobudzenia sługi. Raz czy drugi trzymanym nadal w dłoni biczem smagnęła lekko, niemal pieszczotliwie po pochylonych plecach, trąciła obcasami i ostrogami uda czy pośladki. Nie zaniedbała też równie ważnych bodźców emocjonalnych.
– Postaraj się, niewolniku. Jeżeli nie zdołasz szybko doprowadzić swojej Pani do orgazmu, ześlę cię do kopalni diamentów albo na galery!
Pomimo narastającego zmętnienia myśli, które uciekały w dół, wprost do pulsującego gorącem podbrzusza, starała się nadać głosowi ton władczy i groźny. Oni doskonale zresztą wiedzieli, że nie były to tylko czcze pogróżki. Istotnie, wśród rozlicznych włości posiadała również kopalnię diamentów, a w pałacowej przystani utrzymywała wzorowaną na starożytnych galerę. Odbywała na niej co jakiś czas szczególne przejażdżki po rzece, kanałach i jeziorach. Była to rozrywka ciesząca się wśród Domin pewną popularnością, a samej Diuszesie Oriannie wybitnie przypadła do gustu. Uczestniczyła nawet regularnie w organizowanych co jakiś czas regatach.
– Rozbijając kilofem skały w tej kopalni będziesz marzył, że znajdziesz szczególnie piękny diament – kontynuowała. – Tak piękny, że zechcę ozdobić nim moją szyję i nosić między piersiami. Wiosłując przykuty do ławy będziesz się cieszył, że swoją pracą wzbudzasz powiew wiatru, który chłodzi twoją Panią, zażywającą w upalny dzień wodnej przejażdżki.
W wyczuwalny sposób przyspieszył, wzbudzając kolejne fale dreszczy.
– Będziesz marzył, że przypomnę sobie o tobie, zejdę do szybu kopalni i rozkażę odkuć od wiosła. Będziesz marzył, że ujrzysz ten diament na mojej szyi, gdy zstąpię pod pokład i polecę wyprowadzić ze sztolni na światło dnia.
Snute na użytek Farena wizje zaczęły się mieszać i odpływać, nie miało to już jednak większego znaczenia.
– Aaaaachhh... - Tym razem to ona jęknęła, a następnie krzyknęła z rozkoszy, gdy narastające drżenie przerodziło się w silne, targające całym ciałem spazmy.
Nie wypuszczając z dłoni bicza, pochwyciła uszy Farena i wyszarpała jego głowę spomiędzy ud, odepchnęła. Uniosła się z fotela i naparła całym ciałem, upadł na plecy wprost na przewidująco rozesłane futra i skóry. Signora Orianna opadła w ślad za nim, z wprawą usadowiła się w siodle bioder, wolną ręką odnalazła sterczącego fiuta i nabiła nań całym ciężarem ciała. Miał szczęście, drań. Gdyby w takiej chwili nie stanął na wysokości zadania, kto wie, czy istotnie nie trafiłby do kopalni albo przynajmniej na galerę. Porzuciła te myśli, skupiła się na galopadzie, rytmicznie unosząc się i opadając w tym szczególnym, męskim siodle. Przydały się częste, konne przejażdżki, a silne, wyćwiczone uda mocno zaciskały się na biodrach obecnego wierzchowca. Próbował włączyć się do galopady, Signora poskromiła te zapędy wpierając zwinięty bicz w szyję Farena. To ona, tylko ona panowała nad cwałującym rumakiem, to ona dyktowała tempo i moc doznawanej rozkoszy. Szarpała niewolnika za uszy, sięgała wrażliwych brodawek, trącała ostrogami, pamiętając jednak, by nie czynić tego ze zbyt wielką siłą. Ach, cudowne uczucie wypełnienia. Wypełnienia w najważniejszym w tej chwili miejscu, wypełnienia nabrzmiałym i wciąż rosnącym, gorącym, pulsującym fiutem. Jej własne ciało odpowiadało napięciem i rodzącymi się dreszczami, mogłaby tak galopować bez końca. Niestety, żaden z nich nie potrafił wytrzymać długo takiego tempa, nawet spowalniany szarpaniem za sutki czy wymierzanymi w twarz policzkami. Faren nie okazał się wyjątkiem, dochodził nawet szybciej niż wielu innych. Czując narastające konwulsje fiuta, zapowiadające nieuchronny, bliski wytrysk, Pani Orianna uniosła się wyżej i z większej wysokości opadła w siodło, rozsunęła nogi i uczyniła to, czego do tej chwili unikała. Z całej siły spięła wierzchowca ostrogami.
– Aaaaaaaaach! Uuuuuuchhh...
Ich okrzyki zlały się w jedną całość. Ona krzyczała z rozkoszy, on z rozkoszy oraz bólu. Wedle swej woli mogła sprowadzić na poddanego ból albo rozkosz i ofiarowała obydwa te doznania równocześnie! Świadomość posiadanej władzy podziała na równi z dźgnięciem ostrogą i pobudziła własne doznania Signory. Wzbiła się w chmury i zatraciła w locie...
Nie wiedziała jak długo to trwało, ale na pewno za krótko. Ocknęła się, nadal siedząc w siodle męskich bioder i nadal mając w sobie fiuta Farena. O ile jednak wcześniej nabrzmiewał, pulsował, eksplodował, o tyle obecnie przypominał przebity, pozbawiony powietrza balon. No tak, na koniec zawsze to samo. Zbyt szybkie lądowanie i sflaczały penis. Pani Orianna pomyślała, że może zdołałaby jeszcze coś z Farena wycisnąć, nie był przecież taki stary. Istniały sprawdzone sposoby, w sam raz dla dobrych, uczciwych fetyszystów. Gdyby podeptała fiuta, rozkazała, by zlizał spermę z podeszwy buta, postawiła stopę na szyi, wsunęła obcas w usta, zmusiła, by wyssał go niczym łodygę innego niewolnika, zapewne osiągnęłaby jakiś efekt. Dlaczego jednak miałaby aż tak starać się dla jakiegoś sługi i to bez gwarancji sukcesu? Liczy się przecież jej własna rozkosz. Może powinna częściej wzywać do sypialni większą liczbę poddanych, dwóch, czterech, dziesięciu? Przeskakiwałaby wtedy z jednego siodła w drugie. Czyniła tak niekiedy, ale niezbyt często. Wtedy, gdy zapragnęła doznań czysto fizycznych. Otrzymywała je wówczas w dowolnej ilości, zazwyczaj wolała jednak sytuacje bardziej intymne, pozwalające czerpać satysfakcję psychiczną z rozgrywania układu władzy i uległości, wyższości i poniżenia, dumy i upokorzenia. Właśnie, upokorzenie... Faren, nawet w takim stanie, może jeszcze do czegoś się przydać.
Signora Orianna uniosła się na nogi i czubkiem buta trąciła biodro niewolnika.
– Wstawaj – rozkazała.
Ponownie ją zaskoczył, pełzając po podłodze niczym przewrócony na grzbiet robak, niezdolny do wykonania polecenia. Nieudolnie i bez powodzenia próbował unieść się na kolana, w czym przeszkadzały skute na plecach ręce. Oczywiście, sztuka stanięcia na nogi w takich okolicznościach nie należała do łatwych, ale można ją było wyćwiczyć i należała do standardowych elementów szkolenia osobistych niewolników. Tymczasem Faren sprawiał wrażenie kompletnie bezradnego.
– Rusz się wreszcie, durniu! – zawołała rozgniewana niespodziewaną zwłoką. – Czy ty niczego nie umiesz?
Kopnęła raz czy drugi w bok nieporadnego sługi, tym razem mocniej. Odszukała porzucony w trakcie niedawnej wizyty w chmurach bicz i smagnęła przez plecy czy pośladki.
– Wybacz, Szlachetna Pani, wybacz o Najwspanialsza z Bogiń, nie potrafię! – Wyjąkał przerażony, tłumiąc szloch. Wywołany zapewne nie tyle bólem, co rzeczywistą niezdolnością do wykonania rozkazu Dominy.
„Skąd on się wziął?” – Pomyślała gniewnie Signora Orianna. – „Co oni tam wyprawiają w dziale szkolenia?”
Będzie musiała sprawdzić. Tymczasem jednak, naglona czasem i doznawanymi odczuciami, pochyliła się i własnymi dłońmi wsparła w krytycznym momencie kolejną próbę Farena. Zdołał wreszcie uklęknąć, dysząc z wysiłku.
– Dziękuję, dziękuję o Najłaskawsza z Bogiń – wyszeptał.
Ponownie zagłębiona w fotelu, bawiąc się biczem, rozsunęła uda.
– Oczyść swoją Panią – poleciła.
Sprawiał wrażenie, że nie zrozumiał rozkazu. Rozejrzał się nawet po bokach, jak gdyby w poszukiwaniu jakieś szmatki czy ręcznika. Czy ten idiota nie wie, co ma uczynić? Ze skutymi na plecach dłońmi może wykonać zadanie tylko w jeden sposób. Najwygodniejszy zresztą, najprzyjemniejszy i sprawiający Signorze największą satysfakcję. Sposób, z którego Diuszesa Orianna chętnie korzystała.
– Masz wylizać cipę swojej Pani, kretynie! – Uznała, że potrzebuje rozkazu sformułowanego w bardziej dosadny sposób.
Tym razem pojął wreszcie, czego się od niego oczekuje. Przysunął się nieco i spróbował ostrożnie popracować językiem. Po chwili odstąpił jednak i z wyraźnym obrzydzeniem potrząsnął głową. Pani Orianna zamarła z zaskoczenia i obawy. Nie o siebie, nic jej przecież nie zagrażało. Obawy o tego głupca, który zdołał jednak chwilami wzbudzić sympatię Signory. Odmowa wykonania bezpośredniego rozkazu Dominy stanowiła bardzo poważne przestępstwo. Mogła stanowić wstęp do mitycznego buntu i musiała zostać w najsurowszy sposób ukarana. Jeżeli ten cały Faren się nie opamięta, jeżeli konieczne okaże się użycie systemu bezpieczeństwa albo wezwanie straży, sprawy nie da się zachować w tajemnicy i nawet wbrew własnej woli Diuszesa Orianna będzie musiała ukarać go dla przykładu. Nie skończy się wtedy na surowej nawet chłoście, wymierzonej publicznie czy w pałacowych lochach. Zesłanie do karnego oddziału w kopalni uranu to najlepsze, na co mógłby liczyć.
Faren nadal trwał w bezruchu, nie wykazując chęci wykonania polecenia. Ona sama musi natychmiast coś zrobić, by wyrwać go z tego stanu, przełamać jakąś psychiczną blokadę.
– Masz natychmiast wylizać Moją Boską Pizdę z twojej niewolniczej spermy! – Signora Orianna wzmocniła słowa silnym smagnięciem bicza przez plecy klęczącego niewolnika.
Dzięki Bogini, coś podziałało, ból, władczy ton głosu, może wulgarny sposób wydania rozkazu. Ruszył się wreszcie, niechętnie, z ociąganiem. Przybliżył jednak usta do właściwego miejsca i powolnymi ruchami warg oraz języka ponownie zaczął spijać spermę zmieszaną z własnymi sokami Pani Orianny. Dlaczego zareagował w tak dziwny sposób? Przecież uprzednio wylizywał jej cipę z autentyczną wprawą i entuzjazmem? Przeszkadza mu sperma, w dodatku własna? Prawda, to nie jest żaden nektar, zwłaszcza gdy uległa już ochłodzeniu. Z ciekawości, szukając nowych wrażeń, spróbowała niegdyś i tego specjału. Nie powtórzyła doświadczenia, a pechowego dostawcę bezzwłocznie odesłała z rezydencji. Niewolnicy służący przy osobie Dominy nie powinni mieć jednak takich oporów, można je łatwo przezwyciężyć podczas treningu. Po raz kolejny pomyślała, że w przypadku Farena dział szkolenia zdecydowanie się nie popisał i mogło to, przypadkowo oraz wbrew woli Diuszesy, doprowadzić do poważnych konsekwencji.
Tymczasem obiekt rozważań Signory Orianny zdołał wreszcie przełamać takie czy inne wahania i pracował z coraz większym zapałem. Soki oraz sperma znikały w jego ustach i żołądku, a sama Diuszesa odczuwała coraz większą przyjemność, zarówno psychiczną, jak i czysto fizyczną. Tak, to doskonały, przemiły sposób zakończenia zabawy. Oby tylko Faren domyślił się, czego się od niego oczekuje i nie przerwał zbyt szybko. Przecież ma nie tylko oczyścić swoją Panią...
Zazwyczaj faworyci Signory Orianny wykazywali się wystarczającą inteligencją, by to pojąć. Jeżeli nie, dawała im drugą szansę, ale trzeciej już nie i odchodzili z pałacu. Faren nie zawiódł, ponownie ujawnił okazane uprzednio wprawę, zdolności i entuzjazm.
– Aaaachhh... – Jęczała cichutko.
Rozkosz narastała powoli, łagodnie i spokojnie, tak właśnie lubiła w podobnych momentach. Oddała się przeżywaniu przyjemności, odleciała niemal niezauważalnie...
Lot nie trwał długo, wylądowała bezpiecznie w fotelu. Faren nadal klęczał pomiędzy nogami Signory, okazał jednak odpowiednie wyczucie i przerwał pracę. Pochyliła się, rozczochrała mu włosy.
– Wystarczy, Farenie. Wstań i odwróć się – zadysponowała.
Gdy to uczynił, rozpięła szybkozłączki i uwolniła dłonie niewolnika.
– Odepnij ostrogi i zdejmij buty.
Posłusznie opadł na kolana, pochylił głowę. Zanim jednak przystąpił do wykonania rozkazu, kolejno ucałował czubki butów Signory Orianny.
– Dziękuję za Twoją łaskę, o Najwspanialsza z Bogiń. Dziękuję za to, że jesteś...
Uczynił to w sposób tak pełen żarliwości, pokory, czci i uwielbienia, że nie znalazła już siły, by wzbudzić w sobie gniew i sięgnąć po bicz. Potrafił być taki uroczy...
Tym razem z ostrogami Faren poradził sobie nadzwyczaj sprawnie, delikatnie rozpiął zamki błyskawiczne i ostrożnie ściągnął muszkieterki. Diuszesa Orianna poruszyła uwolnionymi palcami stóp. Tak, noszenie pięknych butów pociąga za sobą pewne miej przyjemne konsekwencje. Na dzisiaj wystarczy. Czuła już zresztą powracającego uciekiniera, który sprowokował wydarzenia tej nocy, odbiegły uprzednio sen. Miłe zakończenie przyjemnego wieczoru. Zauważyła, że Faren zamierza uporządkować buty i ostrogi.
– Zostaw to, zajmiesz się nimi rano – poleciła. – Teraz idź do łazienki i weź prysznic. Na półce przy umywalce znajdziesz plastry. Opatrz sobie zadrapania po ostrogach. Nie chciałabym, abyś pobrudził pościel. Pospiesz się.
Faren uwinął się całkiem szybko, ale i tak, gdy stanął w przejściu do salonu kąpielowego, Pani Orianna leżała już wygodnie pod kołdrą, wyłączywszy światło. Klepnięciem dłoni wskazała miejsce obok siebie. Przewróciła się na bok.
– Przytul się.
Wsparł tors o jej plecy, użył też ramion, głowy, nóg. Pochwyciła jedną z jego dłoni i zamknęła na własnej piersi. Pasowały doskonale. Otulona ze wszystkich stron ciepłym, szorstkim, twardym i miękkim zarazem męskim ciałem, poczuła się spokojna i bezpieczna. Poczuła coś jeszcze, narastającą twardość pewnej części ciała Farena. To już przy innej okazji, skoro postanowiła, że na dłużej pozostanie w gronie jej ulubionych faworytów. Sen rozpościerał swoje ulotne skrzydła.
– Jesteś Najpiękniejszą, Najdoskonalszą, Najcudowniejszą, Najwspanialszą z Bogiń – szeptał cichym, uspokajającym głosem. – Jesteś Niezrównana, Niezwykła, Niezapomniana... – Dalsze słowa Farena utonęły w przelewającej się fali snu.
Signora Orianna obudziła się w środku nocy i nie mogła zasnąć. Daremnie przewracała się z boku na bok w poszukiwaniu wygodnej pozycji oraz odbiegłego snu, przeliczała tysięczne stada baranów, nuciła w myślach słowa znanych piosenek. Bezskutecznie, sen nie zamierzał powrócić, narastały natomiast irytacja i rozdrażnienie. Co gorsza, Pani Orianna doskonale znała ich powód. Oto spędzała w tym ogromnym łożu już czwartą, samotną noc z rzędu. Zdecydowała się na tę niedogodność z własnej woli, chcąc samej sobie udowodnić, że potrafi dobrze spać bez niczyjego towarzystwa. Eksperyment zaplanowała na dziesięć dni i oto już czwartej nocy okazało się, że jednak nie potrafi.
Wzbierająca złość znalazła nowy obiekt, zwróciła się przeciwko samej Signorze Oriannie. Co ona właściwie wyprawia? Czy już kompletnie zwariowała? Dlaczego tak się umartwia? Wielka Bogini nigdy niczego podobnego nie nakazywała. Jutro ma pracowity dzień, wizytacja plantacji bawełny i odprawa z zarządcami, wieczorem przyjęcie u Diuszesy Sereny. Chciałaby się po prostu wyspać. Nadal zirytowana, energicznym ruchem dłoni wdusiła przycisk przywołania. Usłyszała cichy, stłumiony kilkoma ścianami apartamentu dźwięk dzwonka.
Znudzona, w poszukiwaniu nowych wrażeń, zdecydowała się przed kilkoma dniami na doświadczenie samotnego spędzania kolejnych nocy, doświadczenie które okazało się właśnie całkowitym nieporozumieniem. Skoro przyznała to już otwarcie sama przed sobą, dlaczego nie miałaby przerwać tę nieudaną zabawę? Jest przecież panią samej siebie, zresztą nie tylko siebie, i może czynić we własnej sypialni wszystko, na co przyjdzie jej ochota.
Pogrążona w gwałtownych myślach Signora Orianna uświadomiła sobie, że musiał już upłynąć czas zmówienia jednej czy dwóch litanii, a pomimo wezwania nikt się nie pojawił. Co oni tam sobie wyobrażają, pospali się, czy co? Nacisnęła przycisk ponownie, dwa razy. Poniewczasie zdała sobie sprawę, że przyzwała w ten sposób dwóch niewolników. Nie szkodzi, wybierze jednego, drugiego odprawi. Chce tylko, by ukołysał ją do snu. Nadal jednak nikt nie nadchodził. Proszę, oto do czego prowadzą głupie eksperymenty. Wystarczyło, by przez kilka kolejnych nocy nikogo nie przywoływała, a dyscyplina i gorliwość wśród służby uległy rozluźnieniu. Trzeba zająć się tą sprawą i wyciągnąć konsekwencje, ale może niekoniecznie w obecnej chwili, o ile liczy na sen tej nocy. Co prawda, jeżeli spóźnią się jeszcze bardziej, to sen tak czy inaczej nie nadejdzie i będzie musiała znaleźć inny sposób na spędzenie najciemniejszej pory doby. Obiecała sobie, że pożałują swego niedbalstwa.
Nadal nie mogła doczekać się pukania do drzwi sypialni i rozdrażnienie zaczęło przechodzić w uczucie niepokoju. Coś musiało się stać. Mityczny bunt niewolników? Zupełne niepodobieństwo. Coś takiego nigdy się nie wydarzyło i nie wydarzy, a zbuntowani niewolnicy pojawiali się tylko w budzących dreszczyk emocji fantazjach snutych przez młodsze wiekiem, spragnione wrażeń Dominy. Pomimo wszelkich środków ostrożności i kontroli mógł się jednak trafić jakiś szaleniec. Mało prawdopodobne, ale nie dało się tego wykluczyć. Na wszelki wypadek ujęła spoczywający na nocnym stoliku pilot systemu bezpieczeństwa. Przyciśnięcie jednego z guzików powodowało wysłanie niemożliwego do ekranowania sygnału, który uruchamiał specjalne obwody zainstalowane w każdej niewolniczej obroży. Porażała ona wówczas jej nosiciela silnym, paraliżującym atakiem bólu. Promień działania sygnału oraz natężenie cierpienia, aż do utraty przytomności, można było regulować wybierając taki czy inny z wyraźnie oznaczonych przycisków. Signora Orianna nigdy dotąd nie korzystała z urządzenia dla istotnej potrzeby, a tylko podczas zalecanych, okresowych kontroli działania systemu. Wysyłała wtedy najsłabsze impulsy, a pomimo tego, że porażenie nie powodowało trwałych szkód dla zdrowia, efekty działania obwodu bezpieczeństwa budziły w niej niesmak. Wiedziała oczywiście, że wiele Domin używa pilota na co dzień, dla utrzymywania dyscypliny, wymierzania kar, a również we własnych sypialniach, nie pochwalała jednak takich metod. Wolała inne, tradycyjne, na swój sposób czystsze i bardziej osobiste.
Wreszcie rozległo się pukanie do drzwi. Signora Orianna poczuła ożywczy dreszcz niepokoju, ukrytą pod kołdrą dłonią ścisnęła mocniej dającego poczucie bezpieczeństwa pilota i pewnym głosem zadysponowała:
– Wejść!
Zamiast mitycznego tłumu buntowników czy odrobinę mniej nieprawdopodobnego szaleńca z maczetą, w drzwiach stanął średniego wzrostu mężczyzna białej rasy, odziany w przepaskę biodrową oraz połyskujące metalicznie we wpadającej przez okna poświacie księżyca, przewidziane prawem i obyczajem oznaki swego statusu: obrożę na szyi oraz obejmy-bransolety na nadgarstkach i kostkach nóg. Zanim zdążyła ujrzeć coś więcej, zamknął za sobą drzwi po czym zgodnie z etykietą upadł na kolana, pochylił się w głębokim ukłonie i dotknął czołem podłogi.
– Dlaczego tak późno? I dlaczego jesteś sam? – zapytała ostro.
– Wybacz, Szlachetna Pani. Przybyłem tak szybko, jak tylko zdołałem. I słyszałem tylko jeden dzwonek.
W oczywisty sposób kłamał. Nawet w sypialni dobiegły ją ciche lecz wyraźne dźwięki wszystkich przywołań. Poczuła powracającą falę rozdrażnienia i irytacji. Wdusiła przycisk kontaktu, rozjaśniając komnatę przyćmionym światłem, nadal zachowującym nastrojowy półmrok, pozwalającym jednak ujrzeć wszystko znacznie dokładniej niż w zwodniczym blasku księżyca.
– Wstań! Chcę widzieć twoją twarz – rzuciła gniewnie.
Teraz mogła lepiej przyjrzeć się niewolnikowi. W miarę wysoki, dobrze zbudowany, ale bez przesady. Przekroczył już próg młodości, ale nie osiągnął jeszcze zaawansowanego wieku średniego. Był więc zapewne kilka lat starszy od samej Signory Orianny. To by się zgadzało, takich właśnie preferowała wśród osobistych faworytów. Na otaczanie się tłumem umięśnionych młodzieńców, co praktykowało wiele starszych wiekiem Domin, miała jeszcze dużo czasu. Oczywiście, nosił wypalony na torsie znak dwóch skrzyżowanych, kolczastych kwiatów róży, herb Księstwa Rossano, jej własny herb. Powyżej, pozostawiając sporo wolnego miejsca, tuż pod szyją wypalono książęcą koronę, dowód przynależności do grupy osobistych faworytów Diuszesy oraz przebycia stosownego procesu sprawdzenia i szkolenia. Poniżej herbu utrwalono w podobny sposób imię niewolnika, Faren, ozdobione dodatkowo stylizowanymi kajdanami. Tym niemniej, nie potrafiła rozpoznać twarzy sługi, co jednak nie dziwiło, skoro nie obdarzyła go jeszcze żadną literą własnego imienia.
– Jesteś tu nowy, Farenie? – indagowała.
– Tak, Szlachetna Pani. To mój pierwszy dyżur – odpowiedział drżącym głosem.
To również by się zgadzało. Poszukując sposobów odegnania nudy, często zmieniała skład grupy osobistych faworytów. Skoro był nowy, mogło to wiele wyjaśniać. Każdej nocy czuwało, oczekując na ewentualne wezwanie Signory, czterech dyżurnych niewolników. Skoro kilka nocy upłynęło bez przywołania, doszli zapewne do wniosku, że nie wezwie ich również obecnej i rozeszli się gdzieś w swoich sprawach, pozostawiając na posterunku samotnego nowicjusza. A ten albo zaspał, albo próbował w ostatniej chwili odnaleźć towarzyszy. Ostatecznie przybył sam, spóźniony. W żadnym wypadku nie sprawiał wrażenia buntownika czy szaleńca, za to potwornie się bał. To nawet nie dziwiło, żaden niewolnik nie chciałby narazić się na gniew Dominy, zwłaszcza podczas pierwszego dyżuru.
Z westchnieniem ulgi, a może również pewnego rozczarowania, Pani Orianna odłożyła pilota, wsuwając przedmiot pod jedną z poduszek. Uniosła się do pozycji półsiedzącej, pozwalając by kołdra opadła, odsłaniając biust. Faren wpatrywał się intensywnie w ofiarowane mu widoki. Właściwie, w obecności Signory powinien wbić spojrzenie w podłogę, ale przecież sama kazała mu spojrzeć sobie w twarz. I ostatecznie, nie miała żadnego powodu, by wstydzić się swych nagich piersi, podobnie jak i całej, bardzo kobiecej sylwetki.
I cóż miała z tym wszystkim począć? Ten cały Faren kłamał, chcąc zapewne ukryć samowolne opuszczenie posterunku przez bardziej doświadczonych towarzyszy. Gdyby przycisnęła teraz niewolnika, wniknęła w tę sprawę oraz wymierzyła zasłużone kary, stałby się obiektem powszechnej nienawiści i szykan. Ceniła sobie opinię Pani sprawiedliwej i wspaniałomyślnej, a przerażony nowicjusz obudził litościwą stronę jej natury. Okaże mu więc tajemną łaskę i uda, że niczego nie zauważyła. Niedbałych w służbie faworytów odeśle wkrótce przy takiej czy innej okazji, zastąpi nowymi. I tak zdążyli już się jej znudzić. Nie może jednak pozwolić, by Faren nabrał przekonania, że zdołał bezkarnie oszukać Dominę.
– Farenie, jeżeli mnie okłamałeś, będę musiała surowo cię ukarać i odprawię z pałacu. Dlatego zapytam jeszcze raz, powiedz prawdę, przyznaj się, a może okażę ci łaskę i wyznaczę jakąś łagodną karę. Zaspałeś na posterunku i nie usłyszałeś dzwonka?
– Tak, Signora. Tak właśnie było. Zaspałem, błagam Szlachetna Pani, błagam o łaskę. – Ponownie upadł na kolana. – Ukarz mnie jak zechcesz, Domina, tylko nie odsyłaj, nie odsyłaj...
Faren rzucił się na zaofiarowane mu wytłumaczenie niejasnej sytuacji niczym tonący rozbitek na koło ratunkowe, w jego głosie zabrzmiały szczere nuty rozpaczy i desperacji, żarliwości niespotykanej nawet u zagrożonego karą i błagającego o litość niewolnika. Ponownie poczuła przypływ życzliwości, miała ochotę okazać mu łaskę, ale przecież było nie było, w taki czy inny sposób zawinił. Niech sama Wielka Bogini rozsądzi wedle swej woli.
Odrzuciła kołdrę i przysiadła na krawędzi łoża, ukazując krągłe biodra, smukłe nogi, wąskie, arystokratyczne stopy. Pozwoliła, by sycił wzrok ofiarowanymi mu widokami.
– Opuść przepaskę, Farenie – poleciła.
Rozwiązał węzeł i gdy otaczająca biodra niewolnika szmata opadła na podłogę, ujrzała prawidłowo ukształtowane genitalia oraz słusznych, chociaż nieprzesadnych rozmiarów penisa. Dokładnie takiego, jakie lubiła. Niestety, fiut pozostawał w stanie spoczynku niczym przekłuty balon. Odczuła zawód, rozczarowanie i nowy przypływ gniewu. Co prawda, samowolny wzwód w obecności Dominy prawo uważało za zagrożone karą przewinienie, ale jako Diuszesa-Władczyni prowincji mogła we własnej sypialni spokojnie ignorować nieżyciowe przepisy i zwykle to robiła. Od swoich faworytów oczekiwała czegoś dokładnie odwrotnego, niż głosiło prawo. „Czoło pochylone głęboko, fiut sterczy wysoko.” Oto właściwa dla osobistego niewolnika postawa. Składali jej w ten sposób podwójny hołd. Niektóre Dominy zakuwały faworytów w poskramiające wzwód pierścienie, a przetrzymani w ten sposób przez tydzień czy dwa, prężyli się natychmiast po uwolnieniu. Ale jaka z tego satysfakcja? Nie stosowała takich metod i pozostawiała niewolnikom swobodę. Najprawdopodobniej spuszczali się gdzieś po kątach, nie wnikała w to i nie miała ochoty na rozgrzebywanie podobnych brudów. Ale wezwany przed oblicze Signory faworyt miał stanąć na baczność, w każdym znaczeniu tego słowa. Tymczasem Faren zawiódł w tym istotnym aspekcie, pomimo ofiarowanych mu wrażeń. Niedawna życzliwość uleciała z duszy Pani Orianny, a powracający gniew przerodził się w chęć ukarania niewolnika, najlepiej osobiście i natychmiast. Przecież i tak nie zdoła już teraz zasnąć.
– Przynieś buty, czarne muszkieterki – zadysponowała.
Przez chwilę rozglądał się zdezorientowany, jak gdyby nie bardzo wiedział, gdzie ma szukać jakichkolwiek butów swojej Pani. Ruszył wreszcie niepewnie w stronę drzwi garderoby, zresztą jedynych w komnacie poza wejściowymi oraz otwartym przejściem do salonu kąpielowego.
Właściwie, aby ukarać niewolnika nie musiała nakładać aż takich butów. Równie dobrze mogła uczynić to naga i bosa. W podobnych sytuacjach lepiej czuła się jednak na wysokich obcasach. Dodawały nie tylko wzrostu, wzmacniały również niezbędną stanowczość i surowość. Stanowiły nadto tradycyjny symbol nierozerwalnie powiązanych ze sobą, najważniejszych atrybutów Dominy: władzy i kobiecości. A poza wszystkim, dobrze wiedziała, że w sięgających połowy uda butach z lśniącej, czarnej skóry prezentuje się doskonale. „Włosy i buty sięgają dupy”, głosiło wulgarne nieco powiedzenie, opisujące klasyczny „strój” Dominy. Ten cały Faren obraził ją swoją obojętnością, zapragnęła więc, by oddał jednak należny Signorze hołd, najlepiej podczas wymierzania kary.
Nie zapominała, że większość służących w pałacu niewolników wykazywała silne upodobania fetyszystyczne. Tak ich dobierano, a odpowiednie skłonności wyszukiwano, wpajano, rozbudzano i wzmacniano od wczesnych lat dzieciństwa. Najczęściej występującym u mężczyzn fetyszem, najłatwiejszym do pobudzenia, a zarazem najkorzystniejszym z punktu widzenia Dominy był fetysz kobiecych stóp i butów. Tacy niewolnicy służyli najlepiej i najgorliwiej, takich zatrudniano w rezydencjach, wybierano z nich osobisty personel. Najprawdopodobniej Faren też musiał być fetyszystą, a skoro nie zareagował na ukazany mu widok pięknych stóp Signory Orianny, powinien docenić równie piękne buty Dominy.
Tymczasem obiekt planów i rozmyślań Pani Orianny zniknął w garderobie i guzdrał się tam niemiłosiernie. Niemożliwe, by miał problemy z odszukaniem rzucających się w oczy, wyeksponowanych na prawidłach wysokich muszkieterek. Zgromadziła w garderobie całe mnóstwo strojów, akcesoriów i dodatków, które mogły okazać się przydatne w sypialni. Czyżby Faren ośmielił się przegrzebywać je brudnymi łapami? Ogarnięta nagłym gniewem, była już gotowa zerwać się z miejsca i przekonać o prawdziwości swoich domysłów, a gdyby się potwierdziły... Kto wie, czy pomimo późnej pory nie zdecydowałaby się na natychmiastową wizytę w lochach, gdzie mogła wymierzać kary naprawdę ciężkie i bolesne. Na szczęście dla siebie, Faren w tejże chwili pojawił się w drzwiach, o dziwo trzymając w dłoniach właściwą parę butów.
– Obuj swoją Panią – rozkazała.
Kolejne pozytywne zaskoczenie, poradził sobie całkiem dobrze. Po pierwsze, nie pomylił prawego buta z lewym i dobrał je właściwie. Nie było to wcale takie oczywiste, nowa moda umieściła zamki błyskawiczne nie z boku, lecz z tyłu wysokich cholewek. Wymagało to przy identyfikacji pewnego skupienia uwagi, a w pośpiechu, niepewnym świetle oraz przy narastającym pobudzeniu zdarzało się, że pechowi niewolnicy pomylili się raz czy drugi. Ależ miała wtedy zabawę, drwiła z nich bezlitośnie, wyzywała od nieudaczników, groziła zesłaniem do kopalni lub na galerę. Ostatecznie kończyło się na kilku silnych smagnięciach biczem lub szpicrutą przez pochylone plecy. Zasłużyli, a w przyszłości nie popełniali podobnych błędów. Faren zręcznie nasunął jednak buty na stopy, naciągnął cholewki, ostrożnie zapiął zamki błyskawiczne, by nie urazić przypadkiem delikatnej skóry Signory. W nagrodę zmierzwiła ręką włosy niewolnika.
Powstała z łoża i uczyniła kilka kroków. Niełatwą sztukę energicznego, dumnego a przy tym wdzięcznego stąpania na ołówkowych obcasach opanowała nie bez pewnego trudu, umiejętność ta przynosiła jednak doskonałe efekty i chętnie z niej korzystała. Podeszła do biurka, nie omieszkując przy tym zauważyć, że jej starania nie pozostają bez odpowiedzi. A więc Faren jest jednak dobrym, uczciwym fetyszystą. Doskonale, zaraz podrzuci mu kolejne bodźce.
– Podejdź tutaj – poleciła.
Nie popełnił błędu i zbliżył się na kolanach. Wydobyła z szuflady dwie zaopatrzone w skórzane uprzęże ostrogi, upuściła na podłogę tuż przed czubkami butów.
– Przypnij – rozkazała.
Tym razem ujawnił niepojętą ignorancję. Nie potrafił nawet odróżnić lewej od prawej, zirytowana Signora Orianna wskazała mu je wreszcie dwoma szturchnięciami spiczastych czubków właściwych butów. Niewiele to pomogło, układ skórzanych pasków i sprzączek okazał się dla Farena nierozwiązywalną łamigłówką. Czego ich tam teraz uczą podczas szkolenia? Przecież przypinanie ostróg do butów na wysokim obcasie to umiejętność łatwa do wyćwiczenia, niezbędna zarówno dla stajennych, jak i osobistych niewolników służących w sypialni Diuszesy.
– Nałóż tę pętlę na obcas – zadysponowała w końcu, zniecierpliwiona tym, że już od całej litanii czeka, stojąc na jednej nodze i unosząc w odpowiedniej pozycji drugą.
Po tym przełomowym odkryciu Faren rozszyfrował wreszcie tajemnicę uprzęży i dokończył dzieła, łącząc rzemienne paski we właściwy sposób i mocno zaciągając zapięcia. Tupnęła na próbę nogą, ostroga trzymała się pewnie i mocno. Z drugą poszło już łatwiej, jeżeli nawet sługa nie został właściwie wyszkolony, to przynajmniej szybko się uczył. Z przyjemnością ujrzała też kolejne objawy rodzącego się wzwodu. Pora przejść do rzeczy.
Energicznym ruchem głowy rozrzuciła włosy i ruszyła ku specjalnemu kątowi sypialni. Po kilku krokach metaliczne końcówki obcasów zastukały dźwięcznie na kamiennych płytkach. Wyłożono nimi cały fragment podłogi oraz pobliskie fragmenty ścian. Chodziło nie tylko o przyjemne, podniecające efekty akustyczne. Było to miejsce wymierzania kar, a chociaż w sypialni stanowiły one zazwyczaj element zabawy i rozgrzewki, to jednak zdarzało się niekiedy, że niewolnik okazywał się wyjątkowo irytujący, a Signora zatracała się nieco w doznawanych emocjach i pojawiała się krew, albo mniej jeszcze przyjemne wydzieliny. Dzięki przewidującemu użyciu kamienia, wszystko dawało się bez większego trudu posprzątać. Obowiązek ten należał do samego winowajcy, gdy już z nim skończyła. On miał ułatwione zadanie, a ona zachowywała w sypialni schludną czystość.
– Wstań i podejdź tutaj – rozkazała. – Unieś ręce.
Ołówkowe obcasy raz jeszcze okazały swoją przydatność. Obecnie Pani Orianna przewyższała nieco Farena wzrostem i stając na palcach mogła sięgnąć własnymi dłońmi wyżej niż on. Dzięki temu przypięła nadgarstki niewolnika do górnych ogniw zwisających z sufitu łańcuchów. Wykorzystała przytwierdzone na stałe do jego bransolet szybkozłączki. Bardzo wygodny wynalazek. To dlatego niewolnicy nosili zawsze obejmy na przegubach rąk i kostkach nóg. Używając szybkozłączek można było sprawnie i bez trudu unieruchomić każdego z nich w dowolnej, wygodnej akurat dla Dominy pozycji. Szturchnięciem dłoni rozsunęła nogi Farena i przypięła je do wpuszczonych w posadzkę pierścieni. Stał teraz wyciągnięty jak struna, cudownie dostępny dla wszelkich pomysłów i działań swojej Pani. Nie planowała dzisiaj niczego szczególnego, po prostu niewielką, umiarkowaną chłostę. Obiecana lekka kara, którą również ona sama powinna rozgrzać ciało, serce i duszę. Postąpiła kilka kroków i z wiszących na ścianie przyrządów wybrała odpowiedni do swych planów krótki, wykonany ze skręconych rzemieni bicz. Nie wpleciono weń ani okrutnych, ołowianych kulek, ani rozrywających skórę metalowych haczyków. W sypialni nie lubiła, mimo wszystko, zbyt dużego rozlewu krwi. Wspomniane przyrządy trzymała w lochu, rezerwując na nieczęste zresztą, poważniejsze okazje.
Podeszła do Farena i uniosła brodę niewolnika zwiniętym ciasno biczem.
– Za swoje niedbalstwo w służbie zostaniesz ukarany chłostą – oświadczyła, spoglądając mu w oczy. – Oczekuję, że każde kolejne smagnięcie odliczysz i za każde pięknie swojej Pani podziękujesz. Im piękniej i ciekawiej, tym lepiej. Lubię elokwentnych niewolników, może zdołasz zmiękczyć moje serce i daruję ci resztę kary.
Z przyjemnością zauważyła, że wzwód bynajmniej nie opadł, wręcz przeciwnie. Czyżby on lubił chłostę? Trafiali się i tacy, to ich upodobanie również potrafiła odpowiednio wykorzystywać. Obeszła więźnia i stanęła za jego plecami. Z pewnym zdziwieniem zauważyła, że nie nosi na ciele żadnych starych śladów po batach. Zdumiewające, gdzie on się uchował? No nic, czas naprawić to niedopatrzenie. Dzięki obcasom bez trudu sięgnęła ustami prawego ucha niewolnika.
– Wzywając cię chciałam tylko, byś utulił mnie do snu – wyszeptała. – Okazało się jednak, że muszę ukarać twoją nieudolność. – Przygryzła lekko płatek ucha. Drgnął, zabrzęczały łańcuchy. Cudownie. – Nie chcielibyśmy jednak obudzić całego pałacu. Dlatego nie wolno ci krzyczeć. Możesz jęczeć, płakać, błagać o litość. Nie zapominaj też o odliczaniu, podziękowaniach i godnych Mojej Osoby tytułach. Jeżeli jednak zaczniesz wrzeszczeć, zaknebluję cię i będę smagała znacznie silniej niż uprzednio. Stracisz też wtedy szansę na zmiękczenie mego serca. Zrozumiałeś, Farenie?
– Tak, Domina.
– Na początek wystarczy, ale oczekuję większej elokwencji.
Odstąpiła dwa kroki, zajęła odpowiednią pozycję i uniosła ramię. Pierwsze uderzenie spadło wysoko na plecy Farena.
– Jeden. Dziękuję, Szlachetna Pani.
Kolejne wymierzyła o dłoń niżej.
– Dwa. Dziękuję, Dostojna Pani.
Bicz nie rozcinał skóry i nie popłynęła krew. Pozostawiał jednak wyraźnie widoczne, nawet w panującym półmroku, czerwone, nabrzmiałe pręgi. Postanowiła naznaczyć nimi w regularnych odstępach plecy, pośladki i uda Farena. Rano, w pełnym świetle, odpowiednio dojrzałe, zaprezentują się jako wspaniała ozdoba, w sam raz odpowiednia dla osobistego niewolnika Dominy.
– Aaach. Trzy. Dziękuje, Najjaśniejsza Pani.
– Cztery. Dziękuję, Czcigodna. Okaż łaskę, błagam.
Posuwała się w dół pleców, wysmagała pośladki, zajęła się udami, dochodząc aż do kolan.
– Uuuchhh. Dziesięć. Dziękuję, Najmiłościwsza Pani. Błagam, błagam, ulituj się.
Faren nie zachwycał erupcjami elokwencji, ale i tak chłosta pobudziła Signorę Oriannę, sprawiła przyjemność. Jak zawsze. Po prostu lubiła świst bicza, odgłos skóry uderzającej o skórę, brzęk łańcuchów, widok wijącego się z bólu, zdanego na jej łaskę i niełaskę nagiego, męskiego ciała, jęki, błagania, szloch, z trudem stłumione okrzyki bólu. Czuła już rozkoszną, gorącą wilgoć pomiędzy nogami. Postanowiła ruszyć teraz w górę, lokując kolejne smagnięcia dokładnie w połowie odstępów pomiędzy poprzednimi. Odczuwała słuszną dumę z tego, jak mistrzowsko i precyzyjnie władała biczem.
– Uaachh... Jedenaście, dziękuję, Królowo Królów.
Wreszcie zaczął wysławiać się w bardziej oryginalny, interesujący sposób.
– Dwanaście, dziękuję o Władczyni Czterech Stron Świata.
Doceniając rosnącą elokwencję Farena, chybiła nieco kolejne uderzenie, ślad po biczu wypadł za wysoko.
– Trzynaście, dziękuję i błagam o litość, o Pani Górnego i Dolnego Kraju.
Zirytowana sama na siebie, smagnęła mocniej.
– Uaaachhh... Dziękuję, dziękuję, łaski o Władczyni Niebios i Ziemi. Czternaście.
Coraz ciekawiej. Ułagodzona, powróciła do poprzedniej siły uderzeń, może nawet odrobinę je osłabiła.
– Piętnaście, dziękuję o Ty, Która nosisz Koronę Lotosu i Papirusu.
– Szesnaście, dziękuję o Najwspanialsza z Bogiń. Ulituj się...
Doprawdy, podziękowania brzmiały oryginalnie i wyjątkowo miło dla uszu. Diuszesa Orianna pomyślała, że powinna może okazać łaskę i zaprzestać chłosty. Tym bardziej, że przyjemne wrażenia ogólne, połączone z elokwencją Farena, zrobiły swoje i tajemne miejsce rozkoszy pulsowało gorącem, ociekając wilgocią. Ciekawość jednak zwyciężyła. Co jeszcze zdoła wymyślić?
– Siedemnaście... Dziękuję i błagam o łaskę, o Ty, Która Dajesz Światło i Życie.
Nie zawiódł oczekiwań. Dotarła nieco powyżej pośladków i odczuwała wielką ochotę, by poznać dalsze objawy zadziwiającej elokwencji niewolnika, przeważyło poczucie sprawiedliwości. Obiecała łaskę, a on na nią zasłużył. Będą kolejne okazje, zostawmy coś na przyszłość. Pomimo fatalnego początku, Faren zagości chyba na dłużej w gronie osobistych faworytów.
Nie wypuszczając bicza z dłoni, Signora Orianna podeszła do niewolnika, przeciągnęła palcami po kilku nabrzmiałych śladach smagnięć, wsparła piersi o jego plecy. Sięgnęła wolną ręką w dół i przekonała się, że wzwód opadł. Chyba jednak nie lubi chłosty. W sumie to i lepiej, niewolnik powinien obawiać się kary, a chłosta należała do jej ulubionych i najczęściej stosowanych. Jeżeli jednak chciała mieć obecnie z Farena inny pożytek, a domagała się tego pulsująca cipa, musiała szybko postawić go do pionu. Na szczęście, istniały ku temu wypróbowane sposoby.
Rozczochrała wolną ręką włosy Farena, pochyliła się.
– Byłeś bardzo dzielny, jestem z ciebie dumna – wyszeptała. – Nie musiałam cię zakneblować, a twoje podziękowania miło zabrzmiały w moich uszach. Zmiękczyłeś serce swojej Pani i darowałam ci resztę kary.
– Jestem wdzięczny, o Najpotężniejsza z Władczyń...
– Ciii... – Przyłożyła palec do ust niewolnika. – Zachowaj to na inną okazję...
Obeszła więźnia i stanęła naprzeciw jego twarzy. Przyciągnęła dłońmi głowę.
– Oto twoja nagroda, Farenie.
Szybkim ruchem wycisnęła pocałunek na spierzchniętych wargach, wtargnęła językiem, zepchnęła do defensywy i królowała w ustach niewolnika. Ramiona zacisnęła silnie na plecach, przywarła piersiami do torsu, uniesione nieco, obleczone skórą kolano wbiła w genitalia. Odstąpiła po chwili, czując że jej starania przyniosły już pierwsze, zauważalne efekty. Uniosła się nieco, stając na palcach i w przypadkowy jakoby sposób przydeptując podeszwą buta stopę więźnia. Odpięła kolejno szybkozłączki na nadgarstkach. Faren opuścił zmęczone ramiona.
Energicznym krokiem przeszła w inny kąt komnaty i rozsiadła się wygodnie w fotelu, stworzonym wręcz do tego, by tonąć w jego objęciach.
– Uwolnij się i podejdź tutaj – rozkazała.
Aby to uczynić, musiał wykonać głęboki skłon połączony ze szpagatem. Obserwowanie usilnych starań Farena mogłoby nawet okazać się zajęciem zabawnym, gdyby nie narastający żar pomiędzy nogami. Potrzebowała go gdzie indziej i to natychmiast. Uwolnił wreszcie jedną nogę, z drugą poszło już łatwiej. Zbliżył się z pochyloną głową. Właściwie, powinien przypełznąć na kolanach, pominęła jednak ten brak poszanowania etykiety milczeniem. Dzięki temu podszedł szybciej, a ona mogła dostrzec wyraźnie już widoczne oznaki ponownego pobudzenia Farena.
– Odwróć się – zadysponowała. Gdy to uczynił, spięła na plecach nadgarstki niewolnika. Szybkozłączki ponownie okazały się bardzo przydatne. – Wyliż swoją Panią – rozkazała.
Tym razem upadł, oczywiście, na kolana, wsunął głowę pomiędzy gościnnie rozsunięte uda. Signora Orianna spodziewała się entuzjastycznego, pełnego gorliwego zapału ataku, pozbawionego jednak finezji i wyczucia. Ostatecznie, tej akurat sztuki niewolnicy nie byli w stanie nabyć podczas szkolenia, mogli uczyć się jej w jeden tylko sposób, służąc swojej Pani. Początki zawsze bywały nieudolne i musiała okazywać pewną cierpliwość. Rzecz jasna, niezbyt wielką. Faren zaskoczył ją jednak ponownie. Okazał się samorodnym talentem. Trafił we właściwe miejsce, poruszał językiem szybko i energicznie, wykonując na zmianę to poziome ruchy czubeczkiem swego najważniejszego w tym momencie organu, to znów zmieniał kierunek, używając całej, cudownie szorstkiej powierzchni i wzmacniając siłę zdecydowanymi pochyleniami głowy. Czując przyjemne podrażnienie, narastające naprężenie i dreszcze, Signora Orianna przypomniała sobie z trudem, że jeżeli chce przejść następnie bez żadnej zwłoki do kolejnego aktu, musi zadbać o podtrzymanie pobudzenia sługi. Raz czy drugi trzymanym nadal w dłoni biczem smagnęła lekko, niemal pieszczotliwie po pochylonych plecach, trąciła obcasami i ostrogami uda czy pośladki. Nie zaniedbała też równie ważnych bodźców emocjonalnych.
– Postaraj się, niewolniku. Jeżeli nie zdołasz szybko doprowadzić swojej Pani do orgazmu, ześlę cię do kopalni diamentów albo na galery!
Pomimo narastającego zmętnienia myśli, które uciekały w dół, wprost do pulsującego gorącem podbrzusza, starała się nadać głosowi ton władczy i groźny. Oni doskonale zresztą wiedzieli, że nie były to tylko czcze pogróżki. Istotnie, wśród rozlicznych włości posiadała również kopalnię diamentów, a w pałacowej przystani utrzymywała wzorowaną na starożytnych galerę. Odbywała na niej co jakiś czas szczególne przejażdżki po rzece, kanałach i jeziorach. Była to rozrywka ciesząca się wśród Domin pewną popularnością, a samej Diuszesie Oriannie wybitnie przypadła do gustu. Uczestniczyła nawet regularnie w organizowanych co jakiś czas regatach.
– Rozbijając kilofem skały w tej kopalni będziesz marzył, że znajdziesz szczególnie piękny diament – kontynuowała. – Tak piękny, że zechcę ozdobić nim moją szyję i nosić między piersiami. Wiosłując przykuty do ławy będziesz się cieszył, że swoją pracą wzbudzasz powiew wiatru, który chłodzi twoją Panią, zażywającą w upalny dzień wodnej przejażdżki.
W wyczuwalny sposób przyspieszył, wzbudzając kolejne fale dreszczy.
– Będziesz marzył, że przypomnę sobie o tobie, zejdę do szybu kopalni i rozkażę odkuć od wiosła. Będziesz marzył, że ujrzysz ten diament na mojej szyi, gdy zstąpię pod pokład i polecę wyprowadzić ze sztolni na światło dnia.
Snute na użytek Farena wizje zaczęły się mieszać i odpływać, nie miało to już jednak większego znaczenia.
– Aaaaachhh... - Tym razem to ona jęknęła, a następnie krzyknęła z rozkoszy, gdy narastające drżenie przerodziło się w silne, targające całym ciałem spazmy.
Nie wypuszczając z dłoni bicza, pochwyciła uszy Farena i wyszarpała jego głowę spomiędzy ud, odepchnęła. Uniosła się z fotela i naparła całym ciałem, upadł na plecy wprost na przewidująco rozesłane futra i skóry. Signora Orianna opadła w ślad za nim, z wprawą usadowiła się w siodle bioder, wolną ręką odnalazła sterczącego fiuta i nabiła nań całym ciężarem ciała. Miał szczęście, drań. Gdyby w takiej chwili nie stanął na wysokości zadania, kto wie, czy istotnie nie trafiłby do kopalni albo przynajmniej na galerę. Porzuciła te myśli, skupiła się na galopadzie, rytmicznie unosząc się i opadając w tym szczególnym, męskim siodle. Przydały się częste, konne przejażdżki, a silne, wyćwiczone uda mocno zaciskały się na biodrach obecnego wierzchowca. Próbował włączyć się do galopady, Signora poskromiła te zapędy wpierając zwinięty bicz w szyję Farena. To ona, tylko ona panowała nad cwałującym rumakiem, to ona dyktowała tempo i moc doznawanej rozkoszy. Szarpała niewolnika za uszy, sięgała wrażliwych brodawek, trącała ostrogami, pamiętając jednak, by nie czynić tego ze zbyt wielką siłą. Ach, cudowne uczucie wypełnienia. Wypełnienia w najważniejszym w tej chwili miejscu, wypełnienia nabrzmiałym i wciąż rosnącym, gorącym, pulsującym fiutem. Jej własne ciało odpowiadało napięciem i rodzącymi się dreszczami, mogłaby tak galopować bez końca. Niestety, żaden z nich nie potrafił wytrzymać długo takiego tempa, nawet spowalniany szarpaniem za sutki czy wymierzanymi w twarz policzkami. Faren nie okazał się wyjątkiem, dochodził nawet szybciej niż wielu innych. Czując narastające konwulsje fiuta, zapowiadające nieuchronny, bliski wytrysk, Pani Orianna uniosła się wyżej i z większej wysokości opadła w siodło, rozsunęła nogi i uczyniła to, czego do tej chwili unikała. Z całej siły spięła wierzchowca ostrogami.
– Aaaaaaaaach! Uuuuuuchhh...
Ich okrzyki zlały się w jedną całość. Ona krzyczała z rozkoszy, on z rozkoszy oraz bólu. Wedle swej woli mogła sprowadzić na poddanego ból albo rozkosz i ofiarowała obydwa te doznania równocześnie! Świadomość posiadanej władzy podziała na równi z dźgnięciem ostrogą i pobudziła własne doznania Signory. Wzbiła się w chmury i zatraciła w locie...
Nie wiedziała jak długo to trwało, ale na pewno za krótko. Ocknęła się, nadal siedząc w siodle męskich bioder i nadal mając w sobie fiuta Farena. O ile jednak wcześniej nabrzmiewał, pulsował, eksplodował, o tyle obecnie przypominał przebity, pozbawiony powietrza balon. No tak, na koniec zawsze to samo. Zbyt szybkie lądowanie i sflaczały penis. Pani Orianna pomyślała, że może zdołałaby jeszcze coś z Farena wycisnąć, nie był przecież taki stary. Istniały sprawdzone sposoby, w sam raz dla dobrych, uczciwych fetyszystów. Gdyby podeptała fiuta, rozkazała, by zlizał spermę z podeszwy buta, postawiła stopę na szyi, wsunęła obcas w usta, zmusiła, by wyssał go niczym łodygę innego niewolnika, zapewne osiągnęłaby jakiś efekt. Dlaczego jednak miałaby aż tak starać się dla jakiegoś sługi i to bez gwarancji sukcesu? Liczy się przecież jej własna rozkosz. Może powinna częściej wzywać do sypialni większą liczbę poddanych, dwóch, czterech, dziesięciu? Przeskakiwałaby wtedy z jednego siodła w drugie. Czyniła tak niekiedy, ale niezbyt często. Wtedy, gdy zapragnęła doznań czysto fizycznych. Otrzymywała je wówczas w dowolnej ilości, zazwyczaj wolała jednak sytuacje bardziej intymne, pozwalające czerpać satysfakcję psychiczną z rozgrywania układu władzy i uległości, wyższości i poniżenia, dumy i upokorzenia. Właśnie, upokorzenie... Faren, nawet w takim stanie, może jeszcze do czegoś się przydać.
Signora Orianna uniosła się na nogi i czubkiem buta trąciła biodro niewolnika.
– Wstawaj – rozkazała.
Ponownie ją zaskoczył, pełzając po podłodze niczym przewrócony na grzbiet robak, niezdolny do wykonania polecenia. Nieudolnie i bez powodzenia próbował unieść się na kolana, w czym przeszkadzały skute na plecach ręce. Oczywiście, sztuka stanięcia na nogi w takich okolicznościach nie należała do łatwych, ale można ją było wyćwiczyć i należała do standardowych elementów szkolenia osobistych niewolników. Tymczasem Faren sprawiał wrażenie kompletnie bezradnego.
– Rusz się wreszcie, durniu! – zawołała rozgniewana niespodziewaną zwłoką. – Czy ty niczego nie umiesz?
Kopnęła raz czy drugi w bok nieporadnego sługi, tym razem mocniej. Odszukała porzucony w trakcie niedawnej wizyty w chmurach bicz i smagnęła przez plecy czy pośladki.
– Wybacz, Szlachetna Pani, wybacz o Najwspanialsza z Bogiń, nie potrafię! – Wyjąkał przerażony, tłumiąc szloch. Wywołany zapewne nie tyle bólem, co rzeczywistą niezdolnością do wykonania rozkazu Dominy.
„Skąd on się wziął?” – Pomyślała gniewnie Signora Orianna. – „Co oni tam wyprawiają w dziale szkolenia?”
Będzie musiała sprawdzić. Tymczasem jednak, naglona czasem i doznawanymi odczuciami, pochyliła się i własnymi dłońmi wsparła w krytycznym momencie kolejną próbę Farena. Zdołał wreszcie uklęknąć, dysząc z wysiłku.
– Dziękuję, dziękuję o Najłaskawsza z Bogiń – wyszeptał.
Ponownie zagłębiona w fotelu, bawiąc się biczem, rozsunęła uda.
– Oczyść swoją Panią – poleciła.
Sprawiał wrażenie, że nie zrozumiał rozkazu. Rozejrzał się nawet po bokach, jak gdyby w poszukiwaniu jakieś szmatki czy ręcznika. Czy ten idiota nie wie, co ma uczynić? Ze skutymi na plecach dłońmi może wykonać zadanie tylko w jeden sposób. Najwygodniejszy zresztą, najprzyjemniejszy i sprawiający Signorze największą satysfakcję. Sposób, z którego Diuszesa Orianna chętnie korzystała.
– Masz wylizać cipę swojej Pani, kretynie! – Uznała, że potrzebuje rozkazu sformułowanego w bardziej dosadny sposób.
Tym razem pojął wreszcie, czego się od niego oczekuje. Przysunął się nieco i spróbował ostrożnie popracować językiem. Po chwili odstąpił jednak i z wyraźnym obrzydzeniem potrząsnął głową. Pani Orianna zamarła z zaskoczenia i obawy. Nie o siebie, nic jej przecież nie zagrażało. Obawy o tego głupca, który zdołał jednak chwilami wzbudzić sympatię Signory. Odmowa wykonania bezpośredniego rozkazu Dominy stanowiła bardzo poważne przestępstwo. Mogła stanowić wstęp do mitycznego buntu i musiała zostać w najsurowszy sposób ukarana. Jeżeli ten cały Faren się nie opamięta, jeżeli konieczne okaże się użycie systemu bezpieczeństwa albo wezwanie straży, sprawy nie da się zachować w tajemnicy i nawet wbrew własnej woli Diuszesa Orianna będzie musiała ukarać go dla przykładu. Nie skończy się wtedy na surowej nawet chłoście, wymierzonej publicznie czy w pałacowych lochach. Zesłanie do karnego oddziału w kopalni uranu to najlepsze, na co mógłby liczyć.
Faren nadal trwał w bezruchu, nie wykazując chęci wykonania polecenia. Ona sama musi natychmiast coś zrobić, by wyrwać go z tego stanu, przełamać jakąś psychiczną blokadę.
– Masz natychmiast wylizać Moją Boską Pizdę z twojej niewolniczej spermy! – Signora Orianna wzmocniła słowa silnym smagnięciem bicza przez plecy klęczącego niewolnika.
Dzięki Bogini, coś podziałało, ból, władczy ton głosu, może wulgarny sposób wydania rozkazu. Ruszył się wreszcie, niechętnie, z ociąganiem. Przybliżył jednak usta do właściwego miejsca i powolnymi ruchami warg oraz języka ponownie zaczął spijać spermę zmieszaną z własnymi sokami Pani Orianny. Dlaczego zareagował w tak dziwny sposób? Przecież uprzednio wylizywał jej cipę z autentyczną wprawą i entuzjazmem? Przeszkadza mu sperma, w dodatku własna? Prawda, to nie jest żaden nektar, zwłaszcza gdy uległa już ochłodzeniu. Z ciekawości, szukając nowych wrażeń, spróbowała niegdyś i tego specjału. Nie powtórzyła doświadczenia, a pechowego dostawcę bezzwłocznie odesłała z rezydencji. Niewolnicy służący przy osobie Dominy nie powinni mieć jednak takich oporów, można je łatwo przezwyciężyć podczas treningu. Po raz kolejny pomyślała, że w przypadku Farena dział szkolenia zdecydowanie się nie popisał i mogło to, przypadkowo oraz wbrew woli Diuszesy, doprowadzić do poważnych konsekwencji.
Tymczasem obiekt rozważań Signory Orianny zdołał wreszcie przełamać takie czy inne wahania i pracował z coraz większym zapałem. Soki oraz sperma znikały w jego ustach i żołądku, a sama Diuszesa odczuwała coraz większą przyjemność, zarówno psychiczną, jak i czysto fizyczną. Tak, to doskonały, przemiły sposób zakończenia zabawy. Oby tylko Faren domyślił się, czego się od niego oczekuje i nie przerwał zbyt szybko. Przecież ma nie tylko oczyścić swoją Panią...
Zazwyczaj faworyci Signory Orianny wykazywali się wystarczającą inteligencją, by to pojąć. Jeżeli nie, dawała im drugą szansę, ale trzeciej już nie i odchodzili z pałacu. Faren nie zawiódł, ponownie ujawnił okazane uprzednio wprawę, zdolności i entuzjazm.
– Aaaachhh... – Jęczała cichutko.
Rozkosz narastała powoli, łagodnie i spokojnie, tak właśnie lubiła w podobnych momentach. Oddała się przeżywaniu przyjemności, odleciała niemal niezauważalnie...
Lot nie trwał długo, wylądowała bezpiecznie w fotelu. Faren nadal klęczał pomiędzy nogami Signory, okazał jednak odpowiednie wyczucie i przerwał pracę. Pochyliła się, rozczochrała mu włosy.
– Wystarczy, Farenie. Wstań i odwróć się – zadysponowała.
Gdy to uczynił, rozpięła szybkozłączki i uwolniła dłonie niewolnika.
– Odepnij ostrogi i zdejmij buty.
Posłusznie opadł na kolana, pochylił głowę. Zanim jednak przystąpił do wykonania rozkazu, kolejno ucałował czubki butów Signory Orianny.
– Dziękuję za Twoją łaskę, o Najwspanialsza z Bogiń. Dziękuję za to, że jesteś...
Uczynił to w sposób tak pełen żarliwości, pokory, czci i uwielbienia, że nie znalazła już siły, by wzbudzić w sobie gniew i sięgnąć po bicz. Potrafił być taki uroczy...
Tym razem z ostrogami Faren poradził sobie nadzwyczaj sprawnie, delikatnie rozpiął zamki błyskawiczne i ostrożnie ściągnął muszkieterki. Diuszesa Orianna poruszyła uwolnionymi palcami stóp. Tak, noszenie pięknych butów pociąga za sobą pewne miej przyjemne konsekwencje. Na dzisiaj wystarczy. Czuła już zresztą powracającego uciekiniera, który sprowokował wydarzenia tej nocy, odbiegły uprzednio sen. Miłe zakończenie przyjemnego wieczoru. Zauważyła, że Faren zamierza uporządkować buty i ostrogi.
– Zostaw to, zajmiesz się nimi rano – poleciła. – Teraz idź do łazienki i weź prysznic. Na półce przy umywalce znajdziesz plastry. Opatrz sobie zadrapania po ostrogach. Nie chciałabym, abyś pobrudził pościel. Pospiesz się.
Faren uwinął się całkiem szybko, ale i tak, gdy stanął w przejściu do salonu kąpielowego, Pani Orianna leżała już wygodnie pod kołdrą, wyłączywszy światło. Klepnięciem dłoni wskazała miejsce obok siebie. Przewróciła się na bok.
– Przytul się.
Wsparł tors o jej plecy, użył też ramion, głowy, nóg. Pochwyciła jedną z jego dłoni i zamknęła na własnej piersi. Pasowały doskonale. Otulona ze wszystkich stron ciepłym, szorstkim, twardym i miękkim zarazem męskim ciałem, poczuła się spokojna i bezpieczna. Poczuła coś jeszcze, narastającą twardość pewnej części ciała Farena. To już przy innej okazji, skoro postanowiła, że na dłużej pozostanie w gronie jej ulubionych faworytów. Sen rozpościerał swoje ulotne skrzydła.
– Jesteś Najpiękniejszą, Najdoskonalszą, Najcudowniejszą, Najwspanialszą z Bogiń – szeptał cichym, uspokajającym głosem. – Jesteś Niezrównana, Niezwykła, Niezapomniana... – Dalsze słowa Farena utonęły w przelewającej się fali snu.