Skąd pomysł? To proste. Gdybyś doczytała, to zauważyłabyś, że napisałem wyraźnie (pozwolę sobie jednak zacytować z tym, że fragmentarycznie): "trudno w rzeczywistości pozować na "prawdziwego, dominującego mężczyznę", kiedy w domu żona przestawia zakompleksionego facecika z kąta w kąt, prawda?"
A takich jest wielu. Tu wyjaśniam też, iż wielu nie oznacza wszystkich.
Wiele dziewczyn potwierdzi z pewnością przypadki, kiedy "pewny siebie i dominujący facet" z netu, zaczął nagle podwijać ogon na propozycję spotkania w realu. Właśnie o takich napisałem.
A tego "już widzę oburzenie" już raczej wyjaśniać nie będę, bo sądząc z reakcji chyba jednak nie muszą

Powtórzę jednak moje podsumowanie z postu sprzed kilku godzin:
"stanowisko z którym oczywiście można się zgodzić lub nie."
Zgadzasz sie z tym - świetnie. Nie zgadzasz się - też świetnie.
Każdy ma prawo do jakiegoś swojego punktu widzenia.