@Anthrax myślę, że błędem jest zakładać,że rozmowa na do widzenia musi polegać na wywlekaniu złych emocji. Przypuśćm, że jestem w relacji, nazwijmy ją "układem" (nie cierpie tego słowa, ale jakoś definiuje to, że obie strony czerpią jakieś korzyścia ale nie angażują sie emocjonalnie). Dla obojga nie jest to szczyt marzeń, ale jakoś się dogadujemy i realizujemy swoje cele. Coś jednak przestaje się układać, jedna ze stron postanawia spróbować czegoś innego. Można zniknąć bez słowa, bo w koncu z zalożenia znajomość była bez zobwiązań. Można zacząć punktować wady dotychczasowej sytuacji, partnera... A można powiedzieć sobie o tym co było dobre i podziękować za to, opowiedzieć o planach... Wybrałam wariant trzeci. Pan był na początku rozmowy bardzo rozgoryczony (jego męskie ego trochę ucierpiało), ale mimo, że minęło sporo czasu do dziś utrzymujemy kontakt. Wielką zaletą całej tej relacji była szczerość do bólu we wszystkich momentach i duża otwartość na drugiego człowieka.
W innej sytuacji musiałam na siłę wyciągać od drugiej strony informację, że jednak koniec. Został duży niesmak.
Rozmowy w trakcie związku, o których wspomniałeś na początku wypowiedzi uważam za obowiązkowe
Tu nie ma wyboru - coś mnie gniecie, to mówię od razu, ale sama też jestem otwarta na komunikaty z drugiej strony. I zawsze zakładam,że skoro ktoś mówi, to mu zależy na jak najlepszej relacji, a nie na tym, żeby mi dopiec. No i jeśli się spieramy to rzadko odnośnie clu, który zazwyczaj jest wspólny, tylko raczej w kwestii drogi, którą do niego zamierzamy dotrzeć. Czasem warto dać się poprowadzić cudzą ścieżką 
Myślę, że problem z rozmowami często polega na tym, że przyjmujęmy każdy komunikat o tym, co komuś wydaje się warte zmiany jako atak, a nie jako pomoc.
W innej sytuacji musiałam na siłę wyciągać od drugiej strony informację, że jednak koniec. Został duży niesmak.
Rozmowy w trakcie związku, o których wspomniałeś na początku wypowiedzi uważam za obowiązkowe
Myślę, że problem z rozmowami często polega na tym, że przyjmujęmy każdy komunikat o tym, co komuś wydaje się warte zmiany jako atak, a nie jako pomoc.