No nie wiem czy za wszelką cenę warto być posłusznym i do jakiego stopnia akceptować zapędy tych w ktorych zapatrzeni jesteśmy,nawet w imię bycia zgodnym ze swą prawdą o sobie. Chyba ze mowa o destrukcyjnych jednostkach czy masochistycznych,lubiących się w zapadaniu wartosci swoich i ignorowaniu instynktu samozachowawczego wowczas się zgodzę, tylko czy o to chodzi? Chodzi o takie umęczenie i niszczenie poczucia siebie? Do jakiego momentu można wymagać od posłusznego posłuszeństwa i akceptacji swoich poczynań? Od którego momentu zaczyna się niszczenie psychiki tego który posłuszny jest?.....
Istniejemy na ziemi ze swoimi potrzebami istnienia... zanurzeni w różnych środowiskach generujących nasze potrzeby...